Dzięki temu ja dostanę za to dużo państwowej kasy, a jak ktoś będzie fikał, przypomni mu się o wolności twórczej.
Dokładnie według tej logiki postąpił autor zamówionego przez MSZ komiksu. Uznał, że narysowany przez niego długowłosy facet uwielbiający słówko na "ch" to Chopin. Początkowo, gdy wybuchła afera, człowiek ów wydawał się zmieszany. Tłumaczył, że o żadnej popularyzacji kompozytora w niemieckich szkołach nie słyszał. Ale teraz już wie, że postąpił dobrze. Dzięki przyjaciołom z "Gazety Wyborczej".