Opisane dziś przez "Rzeczpospolitą" wezwania do bojkotu "Złotych żniw" Jana Grossa mieszczą się i w regułach demokratycznego społeczeństwa, i w logice wolnego rynku. Czy niektóre księgarnie powinny utrudniać jej rozprowadzanie? Zostawmy to specom od handlowej etyki, ale, na zdrowy rozum, jeśli same psują sobie interes, muszą mieć inne ważniejsze powody.
A Grossa jako ewentualnego celu "nagonki" szczególnie trudno żałować. Jego niedawne zachowanie w TVP – kiedy zwymyślał księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, a naszych redakcyjnych kolegów Michała Majewskiego i Pawła Reszkę nazwał "patałachami", bo go złapali na dezinformacji – pokazuje Grossa jako człowieka nietolerancyjnego, z trudem znoszącego krytykę.