Reklama

Chrabota: Latanie samolotem w Afryce, czyli ryzyko

Katastrofa Boeinga pod Addis Abebą przypomniała mi o afrykańskiej traumie lotniczej. Zapewne nie jestem jej jedyną ofiarą, bo standardy transportu powietrznego na Czarnym Lądzie wciąż niebezpiecznie przypominają Dziki Zachód. Oczywiście nie dotyczą wszystkich linii. Są bowiem w Afryce linie nowoczesne jak South African, czy Kenya, ale w znacznej części kontynentu wciąż operują samoloty czarterowe z bardzo długą, stanowczo za długą jak na standardy bezpieczeństwa historią.
Chrabota: Latanie samolotem w Afryce, czyli ryzyko

Foto: AFP

Mnie osobiście został w pamięci jeden lot, dobrą dekadę temu, ze środka Sahary, w przyjaznej jeszcze wtedy i całkiem bezpiecznej Libii. Wszystko zaczęło się zresztą w Trypolisie. Czujność uśpił kurs z Trypolisu do położonego na południu miasta Sabha. Leciałem miejscowymi liniami lotniczymi. Punktualność, niezły standard, uśmiechnięte stewardesy, jak to bywa we wschodnich satrapiach. Trochę przeraziły liczne wraki rozbitych samolotów wzdłuż pasa, ale tłumaczyłem je sobie brakiem złomowiska. Maszyna, nowoczesny Airbus wylądowała elegancko zostawiając za sobą pobłyskujące miką chmury saharyjskiego pyłu. Potem była najpiękniejsza pustynia świata, jaką bez cienia wątpliwości jest Ubari. A po niej powrót. Na lotnisku w Sabha, gdzie odwieźli nas przyjaciele Tuaregowie kłębił się dziki tłum. - Kiedy samolot do Trypolisu? - Jak przyleci! - odpowiedział pan w białym jak śnieg czepku nasadzonym na czubek jajowatej głowy. - Czyli kiedy? Dopytywałem. - A skąd mam wiedzieć? Odpowiedział pan w czepku.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama