Politycy partii posiadającej w nazwie przymiotnik „obywatelska" mają oczywiście prawo, by nie zgadzać się na referendum. Czy powinni jednak tak ostentacyjnie okazywać radość z powodu zignorowania woli niemal miliona Polaków podpisanych pod wnioskiem o to referendum?
Oczywiście prawem obywateli jest się organizować i kierować do Sejmu wnioski o referenda, obywatelskie projekty ustaw itp. I również prawem większości sejmowej jest takie wnioski odrzucać. Tak samo premier i prezydent postępowali zgodnie z literą prawa namawiając warszawiaków do tego, by nie brali udziału w referendum dotyczącym odwołania prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Sam Donald Tusk przyznał, że robił to z niesmakiem. Bo litera prawa to jedno, a jego duch, oraz duch demokracji to zupełnie co innego.