Reklama

Zdetronizować w sobie gracza giełdowego

Chciałbym się mylić, ale mam wrażenie, że nieodległa kanonizacja Jana Pawła II wywołuje mniej zainteresowania niż jego beatyfikacja.

Publikacja: 10.04.2014 20:00

Szymon Hołownia

Szymon Hołownia

Foto: Fotorzepa, Sławoir Mielnik Sławoir Mielnik

Na beatyfikację czekało się jak na oficjalne potwierdzenie tego, ?co wszyscy (poza profesorem Hartmanem, bo ten już zupełnie stracił głowę) czuliśmy.

Kanonizację nie bardzo wiadomo, jak gryźć. Niby na poziomie intelektualnym wszystko jasne: to nie żaden niebiański awans, ?Jan Paweł II nie stanie się za dwa tygodnie bardziej święty, to zezwolenie na to, by jego dobrym bożym życiem mogli się oficjalnie, ?w liturgii, cieszyć wszyscy katolicy na świecie. Gdy jednak rozmawiam ?z ludźmi w Kościele oraz tymi ?z zewnątrz (którzy przychodzą, by pięć razy na tydzień zapytać: „Czy sądzi pan, że istnieje pokolenie JP2?"), mam wrażenie, że dla wielu kanonizacja jest wydarzeniem zauważalnym, ale jednak z gatunku tych, które się odfajkuje, a później, no właśnie – później co?

Po śmierci Jana Pawła czekaliśmy na jego pogrzeb. Po pogrzebie emocje podgrzewało czekanie na beatyfikację. Wszyscy pytali: kiedy? Będzie cud? Gdy to się wyjaśniło, zaczęło się drugie okrążenie. Kiedy będzie „święty"? Czy papież zrobi wyjątek? Dlaczego jeszcze nie teraz? Co mówi postulator? Co sądzi kardynał Dziwisz? Zaklinanie daty kanonizacji stało się narodowym sportem, czekaliśmy na nią jak na powtórny chrzest Polski. Czym będziemy się podgrzewać po ?27 kwietnia? Na płaszczyźnie dat, dekretów, etapów nic większego się już przecież nie zdarzy.

Marzę, że największym cudem Jana Pawła będzie wymodlenie nam, byśmy przełączyli się wreszcie ?z myślenia o życiu jako o serii szczytów, na które trzeba się ?z mozołem wspiąć (by później ?z nich nieuchronnie schodzić), ?na koncepcję liniową – pracę organiczną, regularny marsz. Byśmy słynnym Proustowskim „często, ?ale niedużo naraz" wyleczyli nadwiślańską psychozę maniakalno-depresyjną (i w polityce, i w sporcie jest przecież tak samo jak ?w religii: erupcja narodowej dumy wokół beatyfikacji; tydzień później już biczowanie: och, jacy to jesteśmy beznadziejni, nikt nie czyta encyklik JP2).

A gdybyśmy tak zamiast reanimować emocje, które przeżywaliśmy w kwietniu 2005 roku, ogłosili pozytywistyczny program do wykona-nia nie w tłumie, ale w domu: zainspi?rowany wielkim papieżem, sięgnij do tego, do czego on sięgał, czytaj Pismo Święte? I spokojnie: na początek przez miesiąc, dziesięć minut dziennie, bez wielkich postanowień, że przez godzinę i na zawsze.

Reklama
Reklama

A gdyby tak dostrzec sygnał, jaki daje Kościół przez to, że z JP2 kanonizuje też J23? Przecież zasług Jana Pawła w niczym nie pomniejsza dostrzeżenie, że nie był jedynym świętym XX wieku. A to, co zrobił, nie byłoby możliwe, gdyby nie grunt przygotowany przez Jana XXIII.

Wyszło ostatnio parę książek o papieżu Roncallim, gdyby przeczytać sobie jedną z nich? To byłby dopiero cud: na trwałe zdetronizować w głowie wewnętrznego Gordona Gekko, przekonującego, że świat tworzy rywalizacja, a swoimi „role models" uczynić właśnie papieży Wojtyłę i Roncallego, pokazujących, że ludzie zmieniają świat wtedy, gdy umieją się twórczo uzupełniać.

Autor jest twórcą portalu stacja7.pl

Komentarze
Bogusław Chrabota: Polski SAFE bez Europy się nie uda
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Dlaczego Jarosław Kaczyński może stracić, atakując Niemców?
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Aleksiej Nawalny znalazł czuły punkt Władimira Putina
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Sojusznicy powinni się szanować i być wobec siebie asertywni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama