Co więcej, brutalna historia sprzed 20 lat i cień, jaki za sobą ciągnie, zostawiły na tamtym skrawku Europy poważne obciążenie. Liderzy regionu, Słowenia i Chorwacja, dołączyli już do Unii Europejskiej, przed Serbią oraz Bośnią i Hercegowiną jeszcze długa droga. Ale to właśnie te ostatnie kraje doświadczają w ostatnich dniach apokaliptycznej powodzi.
Liczby ofiar, jakimi przerzucają się agencje informacyjne, skala zniszczeń – wymykają się wszelkiej wyobraźni. Dość powiedzieć, że w samej Bośni i Hercegowinie, w której mieszka 3 mln 800 tys. obywateli, ponad milion nie ma dostępu do zasobów czystej wody. Setki tysięcy nie mają co jeść. Ponad 100 tys. domów nie nadaje się do użycia.
Powodziowe nurty zmyły nie tylko domy i zabudowania gospodarskie, sklepy i szkoły, ale także pozostałe po wojnie pola minowe. Przesuwający się powodziowy muł rozniósł je szeroko poza tereny oznaczone. Kiedy powódź się skończy, z pewnością podniosą i tak olbrzymią liczbę ofiar.
Świadkowie opowiadają, ?że skala zniszczeń na terenach powodziowych jest większa niż zniszczenia wojenne. Ludzie, raz już pokarani przez historię tragedią wojny domowej, tracą swój ledwie odtworzony dobytek po raz kolejny.
W istocie, trudno sobie wyobrazić skalę destrukcji, ale jeszcze trudniej wysiłek, jaki muszą ponieść społeczeństwa obu krajów, by się otrząsnąć z efektów klęski przyniesionej przez żywioł. To nie są wielkie gospodarki. Produkt krajowy brutto 7-milionowej Serbii jest 12-krotnie niższy od polskiego. Bośnia i Hercegowina ze swoim PKB wartym 18 mld dolarów nawet przy Serbii jest karzełkiem.
Ile lat zabierze podniesienie się z tragicznej powodzi? Jedną, dwie dekady? Bez natychmiastowych odruchów solidarności i długoterminowych projektów pomocowych potrwa to nawet dłużej.
Dlatego potrzebna jest natychmiastowa mobilizacja europejskiej, także polskiej, opinii publicznej na rzecz wsparcia dla obu krajów. Media muszą solidarnie nagłaśniać tragedię ich mieszkańców i mobilizować swoje rządy i organizacje charytatywne do pomocy.
Za mało mówimy o tej tragedii. Za mało nagłaśniamy nieszczęście. Obu krajom niezbędna jest natychmiastowa pomoc! Jedynym pocieszeniem wydaje się to, że miejsce partykularnych nienawiści zajęły na Bałkanach zdrowe odruchy solidarnościowe, a opinię publiczną mobilizują tacy ludzie jak Novak Djokovic, wybitny sportowiec, a teraz filantrop. Wielkie brawa dla Djokovicia, ale indywidualna pomoc nawet największych gwiazd to mało. Bałkany musimy uratować my wszyscy. To wielkie zadanie. Obyśmy mu sprostali.