Tygodnik „Wprost" opublikował materiał mający siłę rażenia politycznej bomby atomowej. Bomby, która może uderzyć nie tylko w poszczególnych bohaterów opisanych w nim rozmów, ale zmieść rząd, doprowadzić do wcześniejszych wyborów i zdestabilizować nasz kraj, a przez to na długo wypchnąć go z międzynarodowej rozgrywki – zarówno unijnej, jak i tej wokół Ukrainy.
Tej sprawy nie można zamieść pod dywan. Ujawnione przez „Wprost" taśmy kompromitują bowiem nie tylko ich bohaterów, ale pośrednio również państwo. Sytuacja, w której ktoś nagrywa nadzorującego służby specjalne ministra spraw wewnętrznych, następnie przez rok te taśmy ukrywa (czy były użyte w tym czasie do szantażu?), nie ma precedensu w 25-letniej historii polskiej wolności, jaką niedawno świętowaliśmy. Trudno o bardziej ironiczne, a zarazem gorzkie podsumowanie dyskusji, czy te ćwierć wieku naszego państwa było sukcesem czy porażką.