Premier, któremu wydawało się, że skutecznie „rozmasował" problem podczas poniedziałkowej konferencji prasowej, dał się zaskoczyć absurdalną i w oczywisty sposób szkodliwą dla państwa akcją ABW i prokuratury w redakcji „Wprost". Zdumieni telewidzowie na żywo mogli śledzić akcję bezpardonowej próby przejmowania materiałów z podsłuchu w redakcji tygodnika. Akcję transmitowały główne telewizje informacyjne – siłą rzeczy sojusznicy oblężonej redakcji, dla której decyzja prokuratora o zabezpieczeniu nagrań podsłuchów, czyli dowodów przestępstwa, musiała oznaczać i oznaczała zamach na tajemnicę dziennikarską.