Idealne rozwiązanie na najbliższe półrocze byłoby takie: pani premier Łotwy Laimdota Straujuma ramię w ramię współpracuje w sprawach wschodnich z nowym przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem, który w polityce wobec Rosji i Ukrainy miał się przecież specjalizować, nadawać jej ton i podrzucać rozwiązania.
Idealnie jednak nie będzie. Ani przywódca Łotwy, ani przewodniczący Rady Europejskiej, niezależnie od tego, kto nim jest, nie kreują unijnej polityki zagranicznej. A w odniesieniu do Rosji i Ukrainy to nie będą nawet uczestniczyli w najważniejszych wydarzeniach. Zajmą się tym kanclerz Niemiec i prezydent Francji. Tak będzie w połowie miesiąca w Astanie, gdzie spotkają się prezydentami Putinem i Poroszenką. I pewnie później się to nie zmieni, choć szansą na zmianę jest majowy szczyt Partnerstwa Wschodniego w Rydze. Tam trudno będzie Łotyszów i polskiego szefa Rady Europejskiej zupełnie odstawić na bok. Nie zapowiada się jednak, by szczyt o czymś istotnym zadecydował.