Reklama

Pieniądze to nie wszystko. Eksperci punktują plan Domańskiego

Start programu Innovate Poland wzbudził emocje wśród inwestorów i innowatorów. Domagają się głębszych zmian. Minister Finansów i Gospodarki w rozmowie z „Rzeczpospolitą” wskazuje, jak chce pobudzić rynek.

Publikacja: 17.11.2025 04:09

Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki, jednoznacznie wskazuje, że nie ma już mowy o „grze

Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki, jednoznacznie wskazuje, że nie ma już mowy o „grze w drobne”. Przekonuje, że instytucje rozwoju odegrały ważną rolę w budowie rynku venture capital i private equity w Polsce, ale teraz trzeba zrobić kolejny krok

Foto: Dominika Zarzycka / NurPhoto / AFP

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Dlaczego duże instytucje finansowe powinny zwiększyć swoje zaangażowanie w polski rynek innowacji?
  • Co analitycy sądzą o planach ministra Domańskiego dotyczących finansowania innowacji?
  • Jakie wyzwania stoją przed programem Innovate Poland w kontekście celów i wskaźników sukcesu?

Potrzebujemy impulsu, który przełamie zjawisko tzw. zamrożonego kapitału – twierdzą eksperci, z którymi „Rzeczpospolita” rozmawiała na temat ogłoszonego właśnie programu Innovate Poland. Jak twierdzą, projekt, mający pobudzić rodzimą innowacyjność i przyciągnąć inwestorów, ma wiele dobrych rozwiązań, ale i sporo ograniczeń. Choć zaznaczają, że program idzie w dobrym kierunku, to wskazują, że potrzebne są jasne cele, a tych brakuje. Poza tym twierdzą, że pieniądze to nie wszystko i – aby uwolnić potencjał – należy podjąć kolejne kroki. Chodzi o rozwiązania nakierowane na edukację, które pozwolą wypuszczać z uczelni innowatorów, oraz o przepisy, które nie zwiążą im rąk.

Koniec z grą w drobne – czas na duże inwestycje w innowacje

Kluczem w Innovate Poland, o czym mówi większość analityków, jest pomysł na finansowe zaangażowanie w ten projekt firm, jak PZU.

– Ważne jest, aby duzi gracze instytucjonalni, jak np. ubezpieczyciele, mogli w większym stopniu inwestować w europejskie, a w naszym przypadku w polskie spółki technologiczne czy fundusze VC, zamiast kierować pieniądze głównie za ocean – przekonuje Tomasz Snażyk, prezes AI Chamber.

Reklama
Reklama

Jak twierdzi, taki mechanizm to naturalne uzupełnienie dla istniejących grantów czy funduszy VC, wzmacniający cały ekosystem finansowania innowacji w Polsce.

– Biorąc pod uwagę przedstawiony projekt, chcę być optymistą i mam nadzieję, że plan ministra Domańskiego jest dopiero początkiem szeregu zmian, które uruchomi nową falę inwestycji i przyspieszy rozwój gospodarki opartej na wiedzy. Szczególnie ważne będzie skierowanie kapitału do sektora deep tech, który jest najbardziej kapitałochłonny, ale też kluczowy dla przewag konkurencyjnych w długim terminie. Polska nie może pozwolić sobie na „granie w drobne”, a przykłady krajów takich jak Dania pokazują, że odważne inwestycje w głębokie technologie przynoszą realne efekty – dodaje nasz rozmówca.

Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki, jednoznacznie wskazuje, że nie ma już mowy o „grze w drobne”. – Instytucje rozwoju odegrały ważną rolę w budowie rynku venture capital i private equity w Polsce. Teraz robimy kolejny krok: chcemy, by większą rolę odgrywali inwestorzy instytucjonalni – i właśnie temu służy inicjatywa Innovate Poland – mówi „Rzeczpospolitej”. – Od dłuższego czasu widzimy ograniczony dostęp do kapitału na etapie wzrostu firm, dlatego uruchomiliśmy szereg działań – od PFR DeepTech po Osobiste Konta Inwestycyjne, które powstaną w przyszłym roku , a teraz Innovate Poland, aby realnie wzmocnić finansowanie rozwojowych spółek – kontynuuje minister.

Czytaj więcej

Polski rynek start-upów ożyje? Potężny zastrzyk pieniędzy od PFR

Maciej Frankowicz, partner w funduszu Hard2Beat.vc, jest zdania, że założenia programu trafiają w samo sedno, bo brak inwestorów instytucjonalnych na rodzimym rynku był jednym z największych wyzwań polskich funduszy VC. – Aby w Polsce zebrać w pełni prywatny fundusz o kapitalizacji 50 mln zł, zarządzający muszą w praktyce przekonać około 50 zamożnych osób do zaangażowania średnio po milionie złotych. To proces długi, obarczony dużym ryzykiem, skutkujący skomplikowaną strukturą funduszu, ograniczający jego docelową skalę. W konsekwencji rośnie luka kapitałowa w finansowaniu spółek technologicznych na etapie wzrostu. Najlepsze polskie firmy, potrzebujące rund rzędu kilkudziesięciu milionów złotych, muszą szukać wsparcia zagranicznych funduszy, bo lokalne wehikuły zwyczajnie nie mają odpowiedniej siły kapitałowej – punktuje obecne bariery Maciej Frankowicz.

Innowacje potrzebują celu, nie tylko konferencji

I choć przedstawiciele branży o ogłoszonej w ubiegłym tygodniu inicjatywie Innovate Poland mówią z uznaniem, to już od początku wytykają kolejne rafy. Czują niesmak, bo inicjatywę przedstawiono w błyskach fleszy jako przedsięwzięcie rządowe, z zaangażowaniem państwowych spółek i instytucji, jak PFR, BGK czy PZU, które wyłożą w sumie 4 mld zł. Tyle że co najmniej drugie tyle do tego projektu dosypać mają m.in. fundusze venture capital i private equity, a tych nie było w świetle reflektorów (choć przedstawiciele jednego start-upu i funduszu pojawili się na scenie podczas drugiej części wydarzenia). Nasi rozmówcy wskazują, że to tylko pozornie bez znaczenia, ale twierdzą, że miało to wymiar symboliczny. I liczą na szersze „otwarcie” na podmioty, które w zasadzie są kluczowe dla powodzenia tego projektu. Jednocześnie przedstawiają szereg uwag i spostrzeżeń dotyczących programu.

Reklama
Reklama

Andrzej Targosz, partner Bitspiration VC, mówi wprost: To kolejna inicjatywa ogłoszona bez jasno określonego celu. – Nie wiemy, czym Polska ma się stać za 5, 10 czy 15 lat. Bez konkretnych oczekiwań trudno ocenić, czy te działania mają sens. Brakuje jasnych wskaźników: ile innowacji chcemy wprowadzić w spółkach państwowych, jakiej skali produkcji technologicznej oczekujemy, o ile procent rocznie ma rosnąć zaangażowanie prywatnego kapitału, skoro dziś jest marginalne – wylicza. I tłumaczy, że nie jest jasne również o jakie innowacje chodzi, w jakiej branży, w jakiej skali i w jakim horyzoncie.

Czytaj więcej

Jarosław Dąbrowski, członek zarządu BGK: Będą duże pieniądze na międzynarodową ekspansję polskich firm

Jak ostrzega, bez klarownego wskazania tych celów, może skończyć się na tym, że jedynie wydamy pieniądze. – Kraje skandynawskie czy Estonia najpierw definiują kierunek i mierniki, a dopiero potem dobierają instrumenty oraz kompetentne zespoły do realizacji. U nas jest odwrotnie: ogłaszamy kwoty, ale nie ma jasnej odpowiedzi na pytanie, co ma być końcowym efektem – komentuje Targosz.

Co to oznacza? – Tymi środkami zarządzać będą w praktyce te same instytucje, działające w otoczeniu paraliżu decyzyjnego, unikające ryzyka i odpowiedzialności – wskazuje obawy nasz rozmówca. I podkreśla, że innowacje nie powstają od samego ogłoszenia programu.

– Potrzebują konkretnego, skwantyfikowanego celu, odwagi i ludzi z kompetencjami. A tego niestety brakuje – przekonuje.

Inni eksperci też podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o dostęp do kapitału, a o potrzebę głębszych zmian. Filary innowacyjnego przyspieszenia nad Wisłą muszą być oparte na dostosowanej do potrzeb edukacji i sprzyjającym prawie.

Reklama
Reklama

Branża apeluje o zmiany systemowe: edukacja, prawo, smart money

– Oczekujemy regulacji, które umożliwią lokalnym inwestorom i prywatnym szerszy udział w tej bezpiecznej i efektywnej formie inwestowania – podkreśla Anna Wnuk, dyrektor zarządzająca Polskim Stowarzyszeniem Inwestorów Kapitałowych.

Również Aleksandra Pędraszewska, partnerka w Vastpoint, zastrzega, że start-upy nie działają w próżni. – One nie szukają tylko i wyłącznie kapitału. Ten jest dla nich pierwszym krokiem, by budować. Potrzebują tzw. smart money, a więc ekspertyzy i wsparcia od swoich partnerów, potrzebują także struktur prawnych i regulacyjnych, które będą w stanie wesprzeć ich rozwój – przyznaje.

Wtóruje im Krzysztof Grochowski, zarządzający Simpact Ventures: Ważne są zmiany prawno-podatkowe, bez których wciąż ciężko będzie zachęcić do inwestowania kapitału prywatnego czy lokowania wehikułów inwestycyjnych. – Nad Wisłą nie może tego zabraknąć – dodaje.

Właściwie ułatwienia prawne dla inwestorów i innowacyjnych spółek powtarzane są w branży niczym mantra. Minister finansów i gospodarki nie ukrywa, że to wyzwanie, z którym trzeba się zmierzyć, by odblokować potencjał start-upów.

Czytaj więcej

Rusza „Plan Domańskiego", będą miliardy na innowacje
Reklama
Reklama

– Deregulacja jest priorytetem tego rządu. Szereg zmian udało się już wdrożyć, ale jesteśmy otwarci na dalsze rozmowy z rynkiem i gotowi, by dalej usuwać bariery utrudniające rozwój całego ekosystemu – deklaruje Andrzej Domański.

Ale raf jest więcej. Branża zauważa np. problemy związane z kształceniem przyszłych innowatorów i przedsiębiorców, a także brak mechanizmów pozwalających na zatrzymanie tych najzdolniejszych w kraju. To dlatego podczas ogłoszenia programu Innovate Poland prezes Allegro Marcin Kuśmierz wskazał, że – mimo wszystko – jest „daleki od huraoptymizmu”.

– Finansowanie to bardzo ważna sprawa, ale potrzeba zmian strukturalnych związanych z edukacją, szczególnie techniczną i przyciąganiem talentu akademickiego – wyjaśniał.

Seedowe projekty w cieniu – eksperci chcą więcej wsparcia dla start-upów

Co ważne, w „planie Domańskiego” postawiono mocny akcent na wsparcie podmiotów na etapie wzrostu, a więc firm, które potrzebują już znacznie większych pieniędzy na skalowanie biznesu. Z drugiej strony, choć twórcy Innovate Poland wskazują, że program obejmuje też finansowanie tzw. projektów seedowych (w fazie zalążkowej), to jest to sfera, która powinna być – zdaniem ekspertów – zdecydowanie mocniej reprezentowana. Mateusz Chołuj, prezes Proxi.cloud, wskazuje, że koncentracja na dojrzałych projektach oznacza fokus na te zdecydowanie mniej liczne na polskim rynku. – Wciąż zmagamy się z niedostatecznym finansowaniem przedsięwzięć bardziej ryzykownych, seedowych, a to one są kluczem do tworzenia innowacji o globalnym potencjale, które mogłyby realnie wzmocnić pozycję Polski na mapie światowej innowacyjności – podkreśla.

Chołuj zwraca uwagę na pewien pozytywny efekt wsparcia większych start-upów czy tzw. scale-upów – otóż bardziej rozwinięte spółki, które skorzystają z „planu Domańskiego”, zdołają się przeskalować na rynki międzynarodowe i osiągnąć większy komercyjny sukces, a w efekcie część zainwestowanych środków wróci do kraju za pośrednictwem nowych aniołów biznesu. Na taki rezultat liczy zresztą sam minister. Mateusz Chołuj uważa, że to dobry plan, jednakże ów proces będzie powolny.

Reklama
Reklama

– Dlatego myśląc o długofalowej innowacyjności Polski, musimy równolegle rozwiązać problem finansowania przedsiębiorstw na wcześniejszych etapach rozwoju. Trzeba też pamiętać, że francuski plan Tibiego, na którym wzorowano polski program, wdrażano w zdecydowanie bardziej dojrzałym ekosystemie: zarówno pod względem edukacji, akceleracji, jak i finansowania start-upów. Jest to szczególnie istotne w przypadku przełomowych technologii w obszarach takich jak biotech czy agrotech, które są wyjątkowo kapitałochłonne. Nawet we Francji, mimo wysokiego poziomu rozwoju ekosystemu, po kilku latach dostrzeżono konieczność objęcia wsparciem również spółek wczesnofazowych. W efekcie w 2023 r. zmieniono założenia programu, rozszerzając go właśnie o ten segment rynku – komentuje Chołuj. I radzi, by nad Wisłą postawić na rozwój akceleratorów dla mniejszych, obiecujących podmiotów. – Tylko wówczas będziemy w stanie zbudować kompletny i trwały ekosystem innowacji – argumentuje.

Gospodarka
Kreml zamyka Rosjan w Rosji. Internet coraz bardziej cenzurowany
Gospodarka
Afrykański sen Pekinu
Gospodarka
Wolna amerykanka, czyli plan Białego Domu dla Wenezueli
Gospodarka
Minister rolnictwa: Polexit byłby tragedią dla polskiego rolnictwa i przetwórstwa
Gospodarka
Walka o Mercosur. KE sypnęła pieniędzmi na WPR i nawozy by uspokoić rolników
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama