Co do przyczyn wybuchu inflacji w szeregu gospodarek były szef banku centralnego Nowej Zelandii nie ma wielu wątpliwości. Choć wielu jego kolegów po fachu zrzuca winę na czynniki globalne, to zdaniem Graeme’a Wheelera powinni raczej uderzyć się we własne piersi.

Czytaj więcej

Inflacja nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, ale daje Polakom odpocząć

Pierwsza taka krytyka

Jak przyznaje ekonomista, do skoku inflacji przyczynił się wzrost cen surowców, napędzany najpierw przez związane z pandemią Covid-19 zakłócenia w łańcuchach dostaw, a ostatnio przez konsekwencje rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Jednak jego zdaniem nie była to główna przyczyna obecnych problemów. Tej Nowozelandczyk upatruje w błędach w ocenie sytuacji, które banki centralne popełniły w czasie pandemii.

„Rosyjska inwazja na Ukrainę uwydatniła wzrost presji inflacyjnej, jednak ceny surowców już wcześniej windował gwałtowny globalny przyrost płynności i zadłużenia – czytamy w nocie badawczej, której współautorem obok Wheelera jest Bryce Wilkinson, były wysoki urzędnik nowozelandzkiego Ministerstwa Finansów.

Krytyka polityki prowadzonej w ostatnich latach przez banki centralne nie należy ostatnio do rzadkości. W czasie wystąpień przed Kongresem z zarzutami, że Fed za długo zwlekał z zaostrzaniem polityki, musi mierzyć się szef instytucji Jerome Powell. Po raz pierwszy od dekady zewnętrzna ocena polityki banku centralnego prowadzona jest w Australii, a rewizję mandatu Banku Anglii zapowiedziała faworytka do teki premiera Wielkiej Brytanii Liz Truss.

Jednak opinia Wheelera to pierwsza tak ostra krytyka płynąca z wewnątrz środowiska bankowców centralnych. W samej liczącej 5 mln mieszkańców Nowej Zelandii inflacja wzrosła do 7,3 proc., sięgając 32-letniego szczytu, co i tak jest wynikiem niższym niż w USA czy strefie euro, nie mówiąc o Polsce.

Zbyt duża skala wsparcia

Jak jednak przypominają Wheeler i Wilkinson, utrzymać inflację w okolicach 3 proc. udało się wcale nie tak nielicznej grupie krajów. Przykłady, do których zaliczają się Chiny, Japonia, Szwajcaria czy Arabia Saudyjska, dowodzą, że wpływ czynników globalnych można było zneutralizować.

Aby po wybuchu pandemii Covid-19 chronić gospodarki przed wpadnięciem w recesję, rządy zareagowały działaniami stymulacyjnymi i to dopiero na nie nałożyły się ogromne programy łagodzenia polityki pieniężnej przez banki. Zbyt duża skala wszystkich tych działań doprowadziła do wzrostu cen m.in. surowców i nieruchomości, w konsekwencji napędzając presję inflacyjną. Między końcem 2019 r. a końcem 2021 r. średnie ceny nieruchomości w krajach OECD wzrosły realnie (czyli ponad inflację) o 13 proc.

„Nadmierny bodziec monetarny spowodował wzrost cen surowców i akcji, zmniejszył obserwowane na rynkach premie za ryzyko i doprowadził do gwałtownego wzrostu cen na rynkach mieszkaniowych. Wszystkie te efekty były do przewidzenia” – podkreślają ekonomiści.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Jak dodają, dla banków zdecydowanym sygnałem do zerwania ze skrajnie łagodną polityką było już pod koniec 2020 r. przegrzanie rynków pracy oraz wzrost rentowności obligacji. Wszystko to wskazywało, że gospodarki okazały się silniejsze od oczekiwań, a presja inflacyjna się nasila.

Błędy pod lupą

Dlaczego doszło do popełnienia tych błędów? Zdaniem ekonomistów po dłuższym okresie bez poważniejszych szoków w gospodarkach bankowcy centralni pokładali przesadne zaufanie w swoich narzędziach i modelach. Niesłusznie wierzyli, że są w stanie precyzyjnie sterować poziomem aktywności w gospodarkach.

Jednocześnie padli ofiarą tzw. podwójnych mandatów w polityce pieniężnej, zgodnie z którymi obok przeciwdziałania inflacji ich zadaniem było wspieranie wzrostu gospodarczego. Co więcej, ta lista zadań nadal się rozszerzała, obejmując nawet kwestie związane z zapobieganiem zmianom klimatycznym i nierównościom społecznym.

Zdaniem Wheelera i Wilkinsona skutki gospodarcze i finansowe błędów banków centralnych będą się utrzymywały. Obejmą całą globalną gospodarkę, a największą cenę za nie zapłacą najbiedniejsi i najsłabsi.

Wystrzał inflacji sprawił, że oczekiwania inflacyjne konsumentów i przedsiębiorców poszły do góry, a ich obniżanie będzie teraz bolesne. Zdaniem ekonomistów trudne zadanie odzyskania utraconej wiarygodności banki centralne powinny rozpocząć od rachunku sumienia.

– Banki centralne muszą ocenić, dlaczego ich modele i osądy były tak niedokładne, i poinformować opinię publiczną, jakie kroki podejmują w celu odbudowania zaufania publicznego – ocenia Wheeler w podcaście think tanku New Zealand Initiative, który opublikował pracę.