Mapa zadłużenia Polaków z tytułu potrzeb mieszkaniowych pokazuje bardzo duże różnice regionalne. O ile średni kredyt hipoteczny (w przeliczeniu na jednego kredytobiorcę) w regionie stołecznym warszawskim, jak wynika z danych prezentowanych przez Biuro Informacji Kredytowej, sięga obecnie aż ok. 214 tys. zł, o tyle na Podkarpaciu – „tylko” ok. 91 tys. zł.

Ile długu do zarobków

Spory dług mieszkaniowy mają też inne bardziej rozwinięte gospodarczo i zamożniejsze województwa – na Mazowszu to średnio 184 tys., a na Pomorzu, Dolnym Śląsku czy w Małopolsce – 139–144 tys. zł. W tzw. Polsce wschodniej jest on wyraźnie mniejszy – w woj. świętokrzyskim, lubelskim i podlaskim – to kwoty od 91 do 103 tys. zł.

W naszej analizie sprawdziliśmy też, jak zadłużanie hipoteczne wygląda w relacji do miesięcznych zarobków. Mogłoby wydawać się, że tam, gdzie wyższe wynagrodzenia, gdzie mieszkańcy są bardziej zamożni, tam obciążenie kredytowe będzie mniejsze, a przynajmniej mniej więcej równe w skali kraju. Okazuje się jednak, że w takim ujęciu różnice są wciąż wyraźne (choć nieco mniejsze niż przy kwotach nominalnych), a co więcej – tam, gdzie zarabia się więcej, trudniej spłacić swój kredyt.

Czytaj więcej

Niemal połowa Polaków chce obniżenia wieku emerytalnego

Z naszych wyliczeń wynika, że przeciętny kredytobiorca z regionu stołecznego musiałby przeznaczyć na spłatę kredytu aż 26,4 swoich miesięcznych wynagrodzeń, a z woj. wielkopolskiego, pomorskiego czy zachodniopomorskiego – nieco ponad 20.

Za to na Podkarpaciu czy w Świętokrzyskiem na hipotetyczną spłatę długu wystarczyłoby ok. 16 miesięcznych zarobków brutto.

Ceny są kluczowe

Są też wyjątki, ale chyba potwierdzające regułę – to Śląsk, gdzie mimo wysokich zarobków dług mieszkaniowy jest stosunkowo niski, oraz woj. warmińsko-mazurskie, gdzie płace są niskie, a kredyty stosunkowo wysokie. Skąd te różnice? – Wpływa na to szereg czynników, ale kluczowe są ceny nieruchomości na danym rynku – zaznacza Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors. – Ponieważ zwykle kupujemy mieszkania na kredyt, to ich ceny determinują nasze potrzeby, jeśli chodzi o wielkość zadłużenia. A że w dużych, rozwijających się aglomeracjach mieszkania są droższe niż w mniejszych ośrodkach, to i trzeba zwykle pożyczyć więcej, nawet w relacji do swoich zarobków – wyjaśnia.

Czytaj więcej

Dramatyczne hamowanie budowy mieszkań. Ten rok będzie jeszcze gorszy

Kto dostanie więcej

Dla przykładu, analizy portalu morizon.pl pokazują, że ceny ofertowe we Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku i Warszawie sięgały na koniec 2022 r. od 10,4 do 13,6 tys. zł za mkw., a w Łodzi, Bydgoszczy, Kielcach, Katowicach i Opolu – od 7,1 do 7,4 tys. zł za mkw.

– Ceny nieruchomości są najważniejsze, im niższe, tym łatwiej uzbierać większy wkład własny, czy kupić mieszkanie w ogóle bez pomocy kredytu – zaznacza też Bartosz Turek, analityk HRE Investments. – Ale też, by w ogóle dostać kredyt w banku, trzeba mieć zdolność kredytową, a to najczęściej oznacza ponadprzeciętne zarobki. Poza tym przecież im wyższe zarobki, tym więcej można pożyczyć – zauważa. Jak wylicza, gdyby zsumować zdolność kredytową trzech osób z zarobkami po 3 tys. zł miesięcznie, to okazałoby się, że mogą one w sumie dostać w banku mniejszą kwotę kredytu niż jedna osoba z zarobkami 9 tys. zł.

Poza tym, jak zauważają eksperci, kredyty mieszkaniowe w wielkich miastach mogą być wyższe w relacji do dochodów, bo rynki nieruchomości są tam bardziej płynne. W razie czego, gdy dług hipoteczny nie jest obsługiwany, bank może szybciej i w dobrej cenie sprzedać takie mieszkanie.