Chodzi o budowę np. farm wiatrowych, elektrowni biogazowych, elektrowni wodnych czy instalacjach wytwarzających energię z biomasy. Inwestycje mogą dofinansowane z unijnego programu Infrastruktura i środowisko.

- To nielogiczne, by oceniać łącznie inwestycje, które z natury są nieporównywalne. Wymóg wykazania tego samego poziomu wskaźników, np. czasu pracy danej instalacji, powoduje, że te uzależnione od warunków atmosferycznych mają mniejsze szanse na zdobycie dotacji - uważa Michał Turczyk z Deloitte.

I podaje przykład: wytwarzanie energii z biomasy zależy jedynie od dostarczania surowca. Natomiast instalacje wiatrowe pracują tylko wtedy, gdy wieje wiatr.

Jego zdaniem, konkurs o dotacje byłby bardziej sprawiedliwy, gdyby inwestycje oceniane były w grupach, według rodzaju inwestycji. - Taki system pozwalałby na sklasyfikowanie porównywalnych projektów i ocenę, który z nich jest najlepszy - dodaje Turczyk.

Ministerstwo Gospodarki, instytucja nadzorująca podział dotacji na inwestycje w OZE, problemu nie widzi. Jak mówi Anna Kacprzyk, dyrektor departamentu funduszu unijnych w resorcie, inwestycje były oceniane w dwóch grupach, w zależności od rodzaju wytwarzanej energii: cieplnej lub elektrycznej. Jej zdaniem, taki system jest sprawiedliwy i daje równe szanse wszystkim projektom.

Łącznie w latach 2007 - 2013 na inwestycje w OZE mamy ze środków unijnych 352 mln euro. Na pierwszy konkurs (jego finał przewidziany jest na kwiecień 2010 roku) przewidziano 60 proc. łącznego budżetu. Pozostałe środki zostaną rozdzielone w drugim i ostatnim konkurs, który zgodnie z zapowiedziami MG, planowany jest pod koniec tego roku.