Tadeusz Chmielewski wpisał się do historii polskiej kinematografii głównie jako twórca komedii. Dziś filmy tego gatunku stają się kasowymi przebojami, a ich twórcy chodzą w glorii artystów umiejących nawiązać kontakt z publicznością. Chmielewski pracował w czasach, gdy nie był to gatunek szczególnie poważany. Jego obraz „Gdzie jest generał" z ogromnym trudem udało się skierować do produkcji. Pod koniec lat 60., gdy partyzanci umierali na ekranie brocząc czerwoną krwią, komedia „Jak rozpętałem II wojnę światową", jako „błaha", powstała na czarno-białej taśmie, tracąc szanse na sprzedaż za granicą.

A przecież te tytuły, podobnie jak inne filmy Chmielewskiego — „Ewa chce spać" czy „Nie lubię poniedziałku" powinni dziś oglądać młodzi filmowcy, by uczyć się sztuki rozśmieszania widzów. — Komedia wymaga taktu i wyczucia smaku, a jej scenariusz trzeba przerabiać wiele razy — twierdzi Tadeusz Chmielewski.

Urodził się w Tomaszowie Mazowieckim, miał 12 lat, gdy wybuchła wojna. Chodził do zawodówki, dorabiał jako czeladnik ślusarski, ale strasznie chciał wyrwać się z marazmu małego miasta. Po wojnie wyjechał do rodziny do Świnoujścia. Pracował jako robotnik i eksternistycznie zdał maturę w Szczecinie. I pisał. Posłał próbki tego pisania do szkoły filmowej do Łodzi, a tam przeczytał je Antoni Bohdziewicz. Wziął zdolnego chłopaka pod swoje skrzydła.

Chmielewski należał do drugiego rocznika studentów, którzy trafili do Łodzi. Był w grupie z Kazimierzem Kutzem, z Januszem Morgensternem. Razem chcieli zrobić film o powstaniu warszawskim. Ale był rok 1953, nie pozwolono im. Chmielewski zadebiutował w fabule w 1957 roku obrazem „Ewa chce spać". To do dzisiaj jedna z najzabawniejszych polskich komedii. — Początkowo scenariusz miał motto: „Policjantom, żeby częściej się uśmiechali". Ale film nie wszedłby do kin, gdybym nie przeniósł akcji w jakiś nieokreślony świat bajki.

W latach sześćdziesiątych Tadeusz Chmielewski nakręcił „Waleta pikowego", „Dwóch panów N.", „Gdzie jest generał?", „Pieczone gołąbki", trzy części „Jak rozpętałem drugą wojnę światową". Potem powstały jeszcze komedie „Nie lubię poniedziałku" i „Wiosna, panie sierżancie". W 1978 roku na podstawie powieści Ladislava Fuksa zrealizował „Wśród nocnej ciszy" — interesujący obraz sensacyjny, z mroczną aurą tajemnicy i znakomicie zarysowanymi postaciami. W 1983 roku nakręcił „Wierną rzeka" według Żeromskiego. Film - bardzo piękny, starannie wyreżyserowany - został zatrzymany przez cenzurę. Wszedł na ekrany dopiero po stanie wojennym. Od tej pory Tadeusz Chmielewski nie stanął za kamerą.

- Nie bardzo odpowiadają mi współczesne recepty na sukces: nie chcę inscenizować pościgów samochodowych, zatrudniać w głównych rolach piosenkarki — powiedział mi kilka lat temu. Od 1984 roku jest szefem zespołu, a potem studia filmowego „Oko". To w jego studiu Dorota Kędzierzawska zrobiła „Wrony", to tu powstał cykl „U Pana Boga..." i film „To ja, złodziej" Jacka Bromskiego. „Oko" było współproducentem „Ogrodu Luizy" Wojtyszki i „Galerianek" Katarzyny Rosłaniec. Ten wyciszony, starszy pan, Tak jak kiedyś Stanisław Różewicz, nie potrafi odnaleźć się w czasach, w których trzeba rozpychać się łokciami. Ale przecież jest jednym z ostatnich twórców, dla których kino nie jest przemysłowym produktem, lecz magią.