26 grudnia 2004 r., drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Wzbudzona podwodnym trzęsieniem gigantyczna fala zalała zachodnie wybrzeże Tajlandii. Zginęło prawie 250 tys. ludzi. Wśród tych, którzy przeżyli, była hiszpańska rodzina: rodzice i trzech chłopców. Ich dramatyczna historia oraz perypetie po przejściu niszczącej fali stały się podstawą filmowej opowieści.

Druga szansa na Oscara

Scenarzysta Sergio G. Sanchez i reżyser Juan Antonio Bayona (twórcy znakomitego horroru „Sierociniec") zmienili narodowość bohaterów (w filmie są Anglikami) i zatrudnili międzynarodowe gwiazdy: Naomi Watts i Ewana McGregora. I choć dostali do ręki poruszającą historię, popadli w schematy od lat funkcjonujące w tym gatunku. Do tego postawili przede wszystkim na melodramat, bez litości i bez sensu dociskając pedał obligujący widza do ronienia łez. Podziw budzi tylko praca fachowców od efektów specjalnych. Ogromna fala tsunami niszcząca wszystko, co napotka na swej drodze, budzi niekłamaną grozę. Czy twórcy „Niemożliwego" znajdą naśladowców? Współczesne kino zna tańsze sposoby na straszenie widza...

Zobacz fotosy z filmu

Katastrofa w kinie

Strach przed grozą ognia, wody i powietrza paraliżuje wyobraźnię od zarania dziejów. Nic więc dziwnego, że kino zajęło się tym tematem, odkąd tylko kamera zaczęła rejestrować cokolwiek więcej niż najbliższą rzeczywistość. Idea wielkiej katastrofy poruszała umysły w czasach kryzysów społecznych i politycznych, w momentach, w których chwiała się wiara w sprawność instytucji stworzonych przez cywilizację. Kino nie mogło na to nie zareagować.

 

Dojście Hitlera do władzy uświadomiło wielu ludziom niebezpieczeństwo wojny. Twórcy ówczesnych filmów zagłady (niemal wyłącznie w Hollywood) starali się w sposób aluzyjny przestrzegać przed zagrożeniami, wykorzystując biblijne motywy kary za popełnione grzechy lub – rzadziej – fakty znane z historii (zagłada Pompei, trzęsienie ziemi w San Francisco, pożar Chicago). Katastrofa jest karą za grzechy. Brutalna ingerencja natury dotknie tych, którzy najbardziej zawinili. Przetrwają tylko uczciwi, których Bóg postanowił doświadczyć.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Znikający gatunek

Najlepszy czas dla kina katastroficznego to w Stanach Zjednoczonych lata 70. XX w. To nie przypadek, lecz rezultat określonych nastrojów społecznych u progu zakończenia wojny z Wietnamem. Krótkotrwała euforia przerodziła się w niepokój, co będzie dalej. Kryzys energetyczny, zagrożenia środowiska naturalnego spowodowane bezmyślnymi działaniami człowieka czy kataklizmy, których przyroda nie skąpi, a rzadko można je przewidzieć.

Wreszcie postęp techniczny traktowany jako dobrodziejstwo ludzkości zbyt łatwo wymyka się spod kontroli, nieważne z jakiego powodu. Dobrodziejstwo staje się przekleństwem i motorem zagłady. Szczęki rekina, trzęsienie ziemi, katastrofa transatlantyku czy samolotu, pożar wieżowca, agresywne pszczoły (tematy najgłośniejszych filmów tego gatunku z tamtych lat) wydobywały z podświadomości widzów lęki przed odwetem natury i techniki.

Strachy strachami, ale – jak to w Hollywood – bez happy endu obejść się nie mogło. Zawsze znalazł się pokonujący strach samotny bohater mobilizujący pozostałych do walki o przetrwanie czy organizujący akcję ratowniczą. Wysyp filmów katastroficznych przed niemal 40 laty był przestrogą, ale ich ożywcze działanie na dłuższą metę nie spełniło swej roli. Po gwałtownym zamieszaniu zapanował spokój.

Kino katastroficzne jako odrębny gatunek od lat niemal nie istnieje. To może dziwić, zważywszy na współczesne możliwości techniczne. Dziś można się obejść bez budowy kosztownych dekoracji, komputery są w stanie wyczarować właściwie wszystko. Sama najefektowniej przedstawiona katastrofa już nie wystarcza. Potrzebne są scenariusze zrywające ze schematem: przedstawienie bohaterów i sytuacja po kataklizmie.

Przykład twórców „Niemożliwego" dowodzi, że pełna wytartych klisz rekonstrukcja tak wielkiej tragedii, jaką było tajlandzkie tsunami, może  wycisnąć z widza pieniądze i łzy, a jednocześnie ponieść całkowite fiasko artystyczne.

Druga szansa na Oscara

Za rolę w „Niemożliwe'' dostała dwie najważniejsze nominacje – do Oscara i Złotego Globu. Nagrodę Hollywoodzkiego Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej zabrała jej Jessica Chastain („Wróg numer jeden"). Aktorki konkurowały również o rolę księżnej Diany, jednak grafik Chastain był zbyt napięty i wygrała Watts. – Ona ma w sobie ciepło i empatię podobną do tej, jaką miała Diana – powiedział o niej reżyser filmu Oliver Hirschbiegel.

Urodziła się w 1968 r. w Wielkiej Brytanii. Jej ojciec był inżynierem dźwięku Pink Floyd. Zmarł, gdy miała kilka lat. Nastoletnia Naomi wyjechała z matką do Australii. W 1991 r. zagrała małą rolę obok poznanej na castingu Nicole Kidman. Sławę przyniosła jej dopiero główna rola w „Mulholland Drive" Davida Lyncha (2001). Dostała za nią nominację do Saturna przyznawanego przez Akademię Science Fiction Fantasy i Horroru, która wyróżniła ją później za „Ring" i „King Konga".

Po raz pierwszy do Oscara została nominowana w 2004 r. za rolę młodej narkomanki w „21 gramach". W latach 2002–2005 była w związku z aktorem Heathem Ledgerem (zmarł w 2008 r.). Później związała się z Lievem Schreiberem, z którym ma dwóch synów. Przed nami Naomi Watts w „Ptakach" (tym razem wyreżyserowanych przez Martina Campbella), „Królowej pustyni" Herzoga i stworzonej przez 12 reżyserów, pełnej gwiazd komedii „Movie 43".

—e.b