„Na zawsze Melomani”. Kiedy sztuka staje się wolnością

„Jazz jest muzyką wolności” – mówi w filmie Rafała Mierzejewskiego „Na zawsze Melomani” wokalistka Carmen Moreno.

Publikacja: 10.10.2023 03:00

„Na zawsze Melomani”. Kiedy sztuka staje się wolnością

Foto: materiały prasowe

W latach stalinowskiej dyktatury jazz był dla młodej polskiej inteligencji rodzajem odskoczni do innego świata. Ale jak przypomina jeden z bohaterów dokumentu, socjalistyczne władze na początku lat 50. uznały, że jazz nie jest muzyką uciśnionych niewolników walczących o wolność i wykrzykujących swoje krzywdy, lecz „narzędziem imperializmu, które ma zamieszać w głowie robotnikom, odciągnąć ich od taśm produkcyjnych i zagrozić istnieniu państwa polskiego”.

Wtedy jazzu słuchało się w trzeszczących radioodbiornikach z amerykańskich rozgłośni, ale polscy jazzmani się nie poddawali. Grali. Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz, Andrzej „Idon” Wojciechowski, Andrzej Trzaskowski, Witold „Dentox” Sobociński, Witold Kujawski, Krzysztof Komeda, Antoni Studziński, Alojzy Thomys. Niektórzy z tych muzyków spotykali się jeszcze w łódzkiej YMCA (potem zlikwidowanej) czy w YMCA w Warszawie, gdzie rezydował m.in. Leopold Tyrmand. To oni w 1950 roku utworzyli zespół Melomani.

Czytaj więcej

Od jazzmanów do żołnierzy Legii Cudzoziemskiej. Na co wybrać się do kina?

Reżyser dokumentu razem z muzykiem Marcinem Bzykiem spotkali się ze świadkami tamtego czasu. Odnaleźli też archiwalne zdjęcia. Oglądamy fantastyczne sesje nagraniowe, obrazy ludzi szalejących na parkiecie, opowieści o jazzowych zaduszkach w Krakowie czy festiwalu w Sopocie, na który zjechało 30 tysięcy bikiniarzy w kolorowych skarpetkach. Przetykane są one wypowiedziami i wspomnieniami artystów.

By opowiedzieć, jak w niesprzyjających czasach sztuka może nieść prawdę, nadzieję, jak może stać się odskocznią do lepszego świata. Tak jak w tamtych latach była nią łódzka szkoła filmowa. Zresztą pewnie nie przypadkiem tam też studiowało kilku Melomanów. Kazimierz Kutz tak wspominał: „Nasza szkoła filmowa stała się mekką polskiego jazzu. Zdarzały się dni, gdy na jam session zjeżdżali do nas ludzie z całej Polski”.

Po 1956 roku zespół Melomanów rozpadł się. Witold Sobociński stał się jednym z najwybitniejszych polskich operatorów filmowych, Andrzej Wróblewski został producentem filmowym. Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz napisał muzykę do około 100 polskich filmów, w kinie wylądował też Krzysztof Komeda, który zaczął od ścieżki dźwiękowej do „Trzech ludzi z szafą” Polańskiego, aż wreszcie wylądował w Los Angeles.

Ostatni z Melomanów Antoni Studziński zmarł dwa miesiące temu. Mierzejewski przygotowywał swój film od 2016 r., zdążył zarejestrować jego wspomnienia, podobnie jak kilku innych osób, których już wśród nas nie ma, m.in. Wojciecha Karolaka. W „Na zawsze Melomani” wypowiadają się również m.in. Jan Ptaszyn Wróblewski, Michał Urbaniak czy Przemysław Dyakowski.

– To był wielki zryw. Bez karabinów, bez ulotek. Myśmy nic nie mieli. Ja miałem bęben tylko. I to pożyczony. Inni – jakieś stare saksofony. Graliśmy po pięć numerów, ale zaraziliśmy cały naród – mówi w filmie Antoni Studziński. Przypomina, że jazz to część historii naszej kultury, świadectwo, że w każdych warunkach człowiek może być wolny.

Ten film naprawdę warto obejrzeć. I przypomnieć sobie inny dokument „Jazz na Kalatówkach” Roberta Kaczmarka, poświęcony zakopiańskiemu Jazz Campingowi z 1959 r. Padały w nim słowa: „Prawdziwa wolność jest tam, gdzie nie ma wolności”. Zarówno tamten dokument, jak i „Na zawsze Melomani” to opowieści o ludziach, którzy w czasach siermiężnego socjalizmu potrafili zachować wewnętrzną niezależność. Nie dali się wprząc w reżimową machinę, żyli w zgodzie z własnymi marzeniami.

W latach stalinowskiej dyktatury jazz był dla młodej polskiej inteligencji rodzajem odskoczni do innego świata. Ale jak przypomina jeden z bohaterów dokumentu, socjalistyczne władze na początku lat 50. uznały, że jazz nie jest muzyką uciśnionych niewolników walczących o wolność i wykrzykujących swoje krzywdy, lecz „narzędziem imperializmu, które ma zamieszać w głowie robotnikom, odciągnąć ich od taśm produkcyjnych i zagrozić istnieniu państwa polskiego”.

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Rekomendacje filmowe: Tornada w Oklahomie i w domu
Film
„Minghun” z Marcinem Dorocińskim na początek festiwalu mBank Nowe Horyzonty
Materiał Promocyjny
Ruszyła sprzedaż biletów na 18. BNP Paribas Dwa Brzegi
Film
Baldwin chce pozwać prokuratorów i szeryfa. Chodzi o zatajanie dowodów w sprawie
Film
Gdynia 2024: Kto będzie walczył o Złote Lwy?