Nie ma już jednego Supermana. Jest ich tyle, ilu wyborców. W kampanii wyborczej, w pop-kulturze, na demonstracji – peleryna i litera „S” nie niosą już tylko nadziei. Stały się symbolem sporu o to, czym jest siła, empatia i wspólnota. Co politycy zrobili z Człowiekiem ze Stali i co komiksy mówią nam o polityce, której się wstydzimy?
Był czas, gdy Superman miał łączyć. Jego peleryna łopotała ponad podziałami, a litera „S” na piersi oznaczała tyle, co promień światła – nadzieję, że dobro jest możliwe i że nie wymaga kompromisów. Ale ten czas minął. Dziś Superman coraz częściej nie prowadzi już nikogo – jest prowadzony, wciągany w debatę, którą sam miał łagodzić. Nie stoi ponad wojną kulturową. Jest jej uczestnikiem. I ofiarą.