Reklama

Brad Pitt jedzie w zwariowany sposób bolidem F1

„F1” Josepha Kosinskiego z Bradem Pittem to brawurowo pokazane wyścigi Formuły 1.

Publikacja: 30.06.2025 16:35

Brad Pitt

Brad Pitt

Foto: REUTERS/Hamad I Mohammed

Ten film został zrobiony według starych, sprawdzonych recept na hit. Produkcją zajął się legendarny Jerry Bruckheimer. Scenariusz napisał Ehren Kruger, specjalista od przebojów w stylu „Krzyk 3” czy „The Ring”, ale też autor nominowany do Oscara za „Top Gun: Maverick”. Reżyserii podjął się Joseph Kosinski, twórca przebojów z Tomem Cruisem „Niepamięć” i właśnie „…Maverick”. Muzykę skomponował jeden z hollywoodzkich potentatów z ponad 100 filmami na koncie, dwukrotny laureat Oscara – Hans Zimmer. W roli głównej wystąpił Brad Pitt, partneruje mu m.in. Javier Bardem. A budżet? Podobno ok. 300 mln dol.

Reklama
Reklama

„F1” - Powrót mistrza

Grany przez Pitta Sonny Hayes 30 lat wcześniej był mistrzem Formuły 1. Ale miał poważny wypadek, po którym nigdy nie wrócił na tor. Imał się w życiu różnych zajęć. Dziś, jako sześćdziesięciolatek wciąż jeździ swoim vanem z miejsca w miejsce, by brać udział w rozmaitych wyścigach. Dopóki jego dawny kumpel Ruben (Javier Bardem) nie zaproponuje mu powrotu do F1. Ruben prowadzi zespół APXGP wlokący się na szarym końcu rywalizacji. Żeby pozostać w grze potrzebuje spektakularnego sukcesu. Wierzy, że Sony pomoże mu go osiągnąć. I nietrudno domyślić się, że Sonny tę rękawicę podejmie.

Stanie do konkurencji z najlepszymi zespołami, wybitnymi kierowcami, ze światem, który poszedł naprzód, a wreszcie z młodym partnerem (w tej roli Damson Idris) z własnej drużyny, który jest już człowiekiem z innej rzeczywistości i nawet treningi odbywa podłączony do komputera. A w Sonnym widzi dla siebie zagrożenie. Bo w Formule 1 bardzo ważne jest, na kogo zespół stawia.

Nie brakuje w filmie kobiet, jest też obowiązkowy romans między Sonnym a dyrektorką techniczną ekipy APXGP.

Reklama
Reklama

Dramaty na torze

Formuła 1 - mocna, męska walka z całą swoją otoczką biznesową i obyczajową, z wielkimi pieniędzmi, sławą, ogromnymi emocjami i pięknymi kobietami zawsze była atrakcyjnym kąskiem dla kina. Kilka tytułów zapisało się w jego historii. Jest wśród nich „Grand Prix” Johna Frankenheira z 1966 roku, gdzie jeden z bohaterów musi opuścić zespół, inny leczy rany po ciężkim wypadku. Z kolei w „Rush” Rona Howarda z 2013 roku Chris Hemsworth i Daniel Bruhl wcielili się w wybitnych kierowców Jamesa Hunta i Nikiego Laudę – ludzi, których droga do sławy była bardzo różna, lecz ich rywalizacja w połowie lat 70. rozpalała sportowy świat. W ubiegłym roku na ekrany wszedł film „Ferrari” Michaela Manna – w starannie zrekonstruowanym pejzażu Włoch lat 50. XX wieku toczyła się opowieść o założycielu firmy Enzo Ferrarim. Trzeba jednak przyznać, że prywatna historia rodziny wyszła Mannowi znacznie lepiej niż sportowa.

W „F1” wyścigi to najmocniejsze sceny filmu. Czuje się atmosferę zwariowanego cyrku, niebezpieczeństwo, nieustanną grę z innymi i własnymi ambicjami. W końcu współproducentem filmu jest siedmiokrotny mistrz świata Formuły 1 Lewis Hamilton, w filmie pojawia się też Max Verstappen.

Filmowcy na torach wyścigowych

Takich scen nie da się obejrzeć w relacjach telewizyjnych, mimo że dzisiaj zawodnicy mają przyczepione do kasków małe kamery, które pokazują wyścig niejako z ich punktów widzenia. Ekipa Kosinskiego jeździła za „cyrkiem F1” od lipca 2013 roku do grudnia roku 2024. Pierwszy klaps padł na torze Silverstone podczas Grand Prix Wielkiej Brytanii, ostatni na Yas Marina w Abu Dhabi. W Anglii ekipa miała swój własny garaż między Mercedesem a Ferrari, Pitt i Idris wzięli też udział w przejeździe próbnym razem z zawodowymi kierowcami. Podobnie była honorowana na kilku innych stadionach. 

Na potrzeby filmu wybudowano specjalne bolidy oparte na podwoziach z serii F2, w których aktorzy osiągali prędkość niemal 300 km/h. Sony i Apple wyposażyły je w najnowocześniejsze, lekkie kamerki. W każdym pojeździe było ich po 15-16, sterowali nimi operatorzy. Zdjęcia robiono na prawdziwych torach Silverstone, Monzy i innych, w czasie przerw między sesjami treningowymi autentycznych zawodników. Efekt? Wręcz nieprawdopodobny. Widz chwilami niemal ściga się razem z kierowcami, razem z nimi dociska pedał gazu, zagląda im w oczy przez szkło kasków.

Więc może „F1” trwa nieco za długo, bo niemal trzy godziny, może ma zbyt tradycyjny scenariusz, który widza w żaden sposób nie zaskoczy, ale sceny wyścigów wręcz wbijają w fotel. A do tego dochodzi Brad Pitt – obok Toma Cruise’a jeden z ostatnich dziś gwiazdorów w starym stylu. Sześćdziesięciolatek wciąż wygląda świetnie, na ekran wnosząc swój wdzięk i charyzmę. Dobrze mu partneruje Javier Bardem, a dorównuje im też Damson Idris. Pitt i Damson przeszli specjalne szkolenia i sami na ujęciach prowadzą swoje bolidy. 

„F1” trafi na platformę Apple TV+ jesienią, ale ten film naprawdę warto obejrzeć w kinie, na dużym ekranie.

Reklama
Reklama
Film
Jaki Paryż przetrwa dzisiejsze zmiany
Film
Zarząd filmowców o zawiadomieniu do prokuratury, gdy odwołano dyrektora Stutthof
Film
Resort kultury zawiadomił o przestępstwie w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich
Film
Nie żyje Brigitte Bardot, gwiazda filmu i symbol wyzwolenia kobiet
Materiał Promocyjny
Technologie, które dziś zmieniają biznes
Film
Kino i pieniądze. „Avatar: Ogień i popiół” hitem grudnia
Materiał Promocyjny
Lojalność, która naprawdę się opłaca. Skorzystaj z Circle K extra
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama