Na co iść do kina, jeśli nie interesuje cię nowy „Spiderman: poprzez Multiwersum”

Algierskie kobiety z „Hourii” i młodzi mężczyźni z „Ośmiu gór” – dzieli ich wszystko, ale łączy poszukiwanie sposobu na własne życie

Publikacja: 02.06.2023 17:24

"Osiem gór"

"Osiem gór"

Foto: materiały prasowe

Houria

Reż.: Mounia Meddour

Wyk.: Lyna Khoudri, Rachida Brakni, Francis Nijim

Młoda dziewczyna marzy o karierze tancerki. Mierzy wysoko: chciałaby dołączyć do zespołu Algierskiego Baletu Narodowego. Ale zanim spełni marzenie, musi się utrzymać: w dzień zarabia jako sprzątaczka, wieczorami obstawia nielegalne walki. Pewnego dnia, gdy z dużą wygraną, wraca do domu, zostaje napadnięta. Przeżywa, ale traci głos. I to, co dla niej było najważniejsze - sprawność fizyczną pozwalającą tańczyć. Jednak gdy trafia do ośrodka rehabilitacyjnego postanawia o siebie walczyć. I wspiera inne kobiety, które tam trafiły. Poprzez odzyskiwanie fizycznej sprawności i taniec, poprzez język migowy chce wyrazić siebie. Podobnie jak kobiety uczestniczące w jej projekcie. To ich sposób na odzyskanie godności, sponiewieranej przez rzeczywistość. 

Jest tu również przyjaciółka Hourii – kobieta, która nie jest w stanie dusić się w poniżeniu i wybiera emigrację. Nie mogąc dostać wizy oficjalnie, decyduje się na nielegalną ucieczkę, łodzią. Za tę tęsknotę za wolnością i lepszą egzystencją płacą w każdym roku życiem setki Algierczyków.

Znakomita Lyna Khoudri, która w 2017 roku zdobyła Lwa w weneckiej sekcji Horyzonty za rolę w „Błogosławionych”, a trzy lata temu - francuskiego Cezara dla dobrze zapowiadającej się aktorki za kreację w „Lalce”, teraz potwierdza swój talent. Do tego wspaniałe zdjęcia, porywający taniec i pokaz siły kobiet, które nie chcą już czuć się uciemiężone. Ciekawe kino. 

Osiem gór

Reż.: Felix van Groeningen, Charlotte Vandermeersch 

Wyk.: Luca Marinelli, Alessandro Borghi, Lupo Barbiero

Felix van Groeningen i Charlotte Vandermeersch opowiedzieli o przyjaźni z dzieciństwa odnalezionej po latach. 

Mała, górska miejscowość. Tu kiedyś przyjechała na wakacje rodzina Pietra. Chłopiec miał wówczas 11 lat i zaprzyjaźnił się ze swoim rówieśnikiem ze wsi – Brunem. Potem ich losy ułożyły się zupełnie inaczej. Pietro studiował w Turynie, Bruno pracował fizycznie w swojej wiosce. Ich drogi co jakiś czas się przecinały, ale tak naprawdę byli już od siebie bardzo daleko. Aż przyszedł moment, gdy Bruno namówił Pietra, by razem wyremontowali starą chatkę na zboczu gór. Powoli wróciło dawne zrozumienie. 

Van Groeningen i Vandermeersch nie zrobili filmu w stylu „Brokeback Mountain” czy „Tamte dni, tamte noce”. „Osiem gór” nie jest opowieścią gejowską. To historia męskiej przyjaźni. Ludzi, których drogi rozchodzą się, którzy są zupełnie inni, ale przecież zachowali w sobie coś z tych chłopaków potrafiących się zaprzyjaźnić i zrozumieć.

Blisko trzygodzinne „Osiem gór” to typowe slow cinema. Nie każdy widz musi to lubić. Ale każdy może zakochać się w tym, co dostaje razem z tą opowieścią w pakiecie: w niezwykłej piękności krajobrazach włoskich Alp.

Houria

Reż.: Mounia Meddour

Pozostało 99% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Polska wieś pokazana bez sentymentów. Grzegorz Dębowski wygrywa debiuty w Koszalinie
Film
Koszaliński Złoty Jantar dla „Tyle co nic” Grzegorza Dębowskiego
Film
Rekomendacje filmowe na weekend: Inni w nas i wokół nas
Film
„Królestwo zwierząt” Thomasa Cailleya: Ludzie mutują jak po pandemii
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Film
„Ród Smoka”, czyli „oko za oko, syn za syna” w drugim sezonie
Materiał partnera
Największe kino plenerowe w Polsce powraca