W tym roku producenci zgłosili tylko cztery propozycje. Jak przyznała znakomita producentka Ewa Puszczyńska - przewodnicząca tegorocznej komisji, która wyłoniła Oscarowego kandydata, członkowie tego gremium brali pod uwagę przede wszystkim dwa tytuły: „Żeby nie było śladów” oraz „Hiacynta” Piotra Domalewskiego. "Decyzja nie była łatwa. Oba filmy poruszają uniwersalny problem opresji państwa wobec obywateli, oporu społecznego, o prawdę i sprawiedliwość".

Ostatecznie, po dyskusji, szala przechyliła się w stronę „Żeby nie było śladów”. Film Matuszyńskiego swoją premierę światową będzie miał w przyszłym tygodniu podczas festiwalu w Wenecji, gdzie zanlazł się w głównym konkursie obok dzieł Pedro Almodovara, Jane Campion czy Pablo Larraina.

24 września

Tego dnia film wchodzi na ekrany kin

„Żeby nie było śladów” to historia morderstwa Grzegorza Przemyka, syna opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, który w maju 1983 roku został zakatowany przez milicjantów. To także opowieść o manipulacjach rządu i SB, by zataić szczegóły zbrodni, skompromitować i zastraszyć kolegę Przemyka - jedynego świadka tych wydarzeń. Film powstał na podstawie książki Cezarego Łazarewicza pod tym samym tytułem, a jego producentami są Aneta Hickinbotham i Leszek Bodzak z Aurum Film.

Film wchodzi na ekrany 24 września.

Polski film raz tylko zdobył Oscara w tej kategorii – była to „Ida” Pawła Pawlikowskiego. W ostatnich dwóch latach dwukrotnie nasza kinematografia zdobywała nominacje – za „Zimną wojnę” Pawła Pawlikowskiego oraz za „Boże ciało” Jana Komasy.

Polska zgłosiła swojego tegorocznego kandydata jako pierwszy kraj Unii Europejskiej.