Czytaj też: [link=http://www.rp.pl/artykul/9131,458196_Allen_nas_kreci.html]Allen nas kręci[/link]
[link=http://www.rp.pl/artykul/9131,458091_Woody_Allen_wraca_do_Nowego_Jorku.html]Komentarz na tv.rp.pl[/link]
[link=http://www.rp.pl/galeria/9146,1,458196.html/]Fotosy z filmu[/link]
W tym celu wyciągnął z szuflady scenariusz z końca lat 70., trochę go odkurzył i nakręcił „Whatever Works”, któremu polski dystrybutor nadał ostatecznie chyba nazbyt prostacki tytuł. Powstał film niezwykle zabawny, ale jednocześnie niewypowiedzianie smutny.
Boris Yellnikof, emerytowany profesor fizyki, który otarł się – jak sam twierdzi – o Nobla, dorabia ucząc dzieci gry w szachy. Żyje samotnie, porzucony przez żonę, cierpiący na nerwicę natręctw hipochondryk po nieudanej próbie samobójczej nikogo nie lubi ani nie ceni. Z widoczną przyjemnością zrzędzi prosto do kamery, złośliwie oceniając otaczający go świat. To postać, którą wcześniej grywał zawsze sam Allen. Teraz obsadził młodszego o ponad dekadę nowojorskiego komika, specjalistę od stand upów Larry’ego Davida.
Przypadek sprawi, że na drodze Borisa stanie młodziutka, naiwna Melodie z Missisipi (Woods), która uciekła właśnie z rodzicielskiego, bigoteryjnego domu. Ponieważ Manhattan – zdaniem Allena – to miejsce cudowne, więc zdarzyć się tam może nawet przemiana zgorzkniałego, starego mizantropa.
Boris z czasem zakocha się z wzajemnością w małolacie, ale na ostateczny happy end nie ma co liczyć. Historia znacznie się – i może nazbyt farsowo – komplikować wraz z pojawieniem się na Manhattanie rodziców Melodie. Mama (Clarkson) z konserwatywnej dewotki gładko zmienia się w wyzwoloną artystkę szukającą nowych wyzwań w sztuce i erotyce, ojciec (Patrick) odkryje, tłumioną dotychczas prawdziwą tożsamość seksualną.
Nie ma jednej recepty na szczęście – powiada Allen. Każdy musi samodzielnie znaleźć własną.
[i]USA, Francja 2009, scen. i reż. Woody Allen, wyk. Larry David, Evan Rachel Woods [/i]