Ceną za twórczą wolność są mniejsze budżety i mniej gwiazd w obsadzie, co na ogół zamyka drogę do szerszej niż festiwalowa publiczności.

Zobacz galerię fotosów

Zdarzają się jednak wyjątki, gdy zakupią je liczący się dystrybutorzy. Wówczas krąg widzów znacznie się poszerza, a wyłożone pieniądze pomnażają. To przypadek np. „Powrotu do Garden State" Braffa (2,5-mln budżet zwrócił się dziesięciokrotnie) czy ostatnio „Do szpiku kości" Granik (budżet 2 mln dolarów, zyski 8 mln plus oscarowe nominacje).

Czytaj też - Bohater podobny do reżysera

Nie wszystkim twórcom dopisuje jednak takie szczęście. „The Happy Poet" Paula Gordona kosztował tylko ok. 40 tys. dolarów, ale zainteresował – po prezentacji na festiwalu w Wenecji – jedynie dystrybutorów z Europy.

Poleć swoje wydarzenie kulturalne i zobacz co polecamy

Paul Gordon zrealizował sympatyczną, pozbawioną większych pretensji, prostą opowieść o życiowym outsiderze, któremu wydaje się, że odmieni swój los, gdy otworzy własny biznes w parku w Austin. A jest nim zakupiony na raty stary wózek, z którego poprzedni właściciel serwował hot dogi.

Bill (Gordon) ma zamiar – nie bacząc, że porywa się na amerykański narodowy przysmak – sprzedawać kanapki z organicznymi produktami. Sam wegetarianinem tylko bywa, ale uważa, że znalazł rynkową niszę. Nie ma duszy handlowca, więc większość towaru wydaje darmo potencjalnym klientom czy otaczającym jego wózek niby-przyjaciołom. Bankructwo murowane!

To jest jednak komedia, doczekamy się więc kpiąco przewrotnego finału z happy endem jakby – o ironio – prosto z Hollywood.

USA 2010, scen. i reż. Paul Gordon, Wyk. Paul Gordon, Jonny Mars, Chris Doubek, Liz Fisher