Reklama

Bohater drugiego planu

Po filmie "Jestem Bogiem" media przypomniały sobie o hip-hopie. Nie myślą o nim, tylko jak na nim skorzystać. Tyle że najpierw wypadałoby go jednak nobilitować. Warto, traktowany jako równorzędne artystycznie zjawisko może się Polsce przydać.

Hip-hop zakorzenił się u nas 20 lat temu, dzięki radiowcom, którzy z zagranicy przywieźli płyty i przekonanie, że mamy w rozgłośniach skansen. Błyskawicznie narodziła się jego polska, kreowana zupełnie oddolnie odmiana. Pod koniec lat 90., w czasach pokazanych w filmie Leszka Dawida, polski hip-hop był już sporym fenomenem albo małą, zdolną wybuchnąć gdziekolwiek rewolucją. Instrumenty nie były potrzebne, didżej musiał mieć gramofon, raper  komputerowy mikrofon za parę złotych, writer puszkę farby, b-boy kawałek maty, na której mógł tańczyć. I to wystarczyło, żeby skuteczniej niż jakakolwiek kampania społeczna wymierzyć policzek rasizmowi czy twardym narkotykom wśród młodych. Sprawić, że blokowiska – choć wcale nie tylko one - przestawały być gettem, z którego za wszelką cenę należy się wybić. Stawały się scenami, galeriami, powodem do dumy.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama