Reklama

Chiński trop

Dziś nie o tragedii, nie o żałobie, ale o gospodarce

Publikacja: 15.04.2010 11:40

Hubert Salik

Hubert Salik

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

„Dziennik Gazeta Prawna” donosi, że dilerzy samochodów zaczynają wyprzedawać salony i wychodzić z biznesu, bo Polacy nie chcą kupować nowych aut. Problem w tym, że… nic na to nie wskazuje. – Kilkudziesięciu właścicieli punktów dilerskich w całym kraju jest zainteresowanych ich sprzedażą – mówi „DGP” jeden z rozmówców. W Polsce jest ich prawie tysiąc. To oznacza, że rotacja jest, ale wcale nie porażająca – rzędu kilku, a kto wie, może nawet niewiele ponad procenta. To dość niewielka skala.

Poparciem tezy jest też ankieta wśród dilerów, którzy narzekają na rentowność swojego biznesu. Niewiele jest branż, które w ostatnich latach, w okresie spowolnienia, na swoją rentowność nie narzeka. Tym bardziej w kraju, w którym narzekanie jest narodową specjalnością.

Jeśli nie będzie wyboru samochodów, pozostają pociągi. Ale i tu też nie jest wesoło. Jeszcze w tym roku Ministerstwo Infrastruktury chce wprowadzić tzw. opłatę dworcową, doliczaną do cen biletów, z której wpływy miałyby pójść na remonty dworców – przypomina „DGP”. Mówiąc prosto z mostu – to głupi pomysł.

Ludzie jeżdżą pociągami bo są tanie lub nie mają innego wyboru. Kiedy nie są tanie nimi nie jeżdżą, a wyboru jest coraz więcej. Odkąd w ciągu ostatnich kilkunastu lat PKP zlikwidowała setki połączeń, w całej Polsce zastąpiły je setki prywatnych połączeń niedużymi busami. Samochodów też znacząco przybyło. Co da podwyższanie ceny? Odchodzenie klientów. A ich odejście to niższe przychody, które można było przeznaczyć na… remonty dworców.

Nawet jeśli przyjąć, że przy PKP pozostali już tylko ci wierni z najwierniejszych, którzy chcą jeździć pociągami, bo je kochają i cena nie gra dla nich roli, to oznacza tylko, że PKP wykończyło sobie biznes i niedługo może zwijać interes.

Reklama
Reklama

Pozostaje jeszcze sama idea opłaty. Wprowadzenie przed laty opłaty w paliwie na remonty dróg, pokazało, że problemem nie jest samo jej nałożenie czy ściągnięcie, ale późniejsza redystrybucja. Ze słynnej opłaty drogowej niewiele trafiało na drogi, a wiele na inne rzeczy, na które państwo nie miało pieniędzy. I dotąd tak jest. Z opłatą dworcową po pewnym czasie może być podobnie.

Pozostając w tematach komunikacyjnych. Przychodzi taka pora roku, gdy wszystkie gazety z pewną powtarzalnością piszą ten sam tekst. Jego immanentną częścią jest: „W wakacje za 1 litr benzyny możemy płacić 5 zł”. Ten akurat pochodzi z dzisiejszej „Gazety Wyborczej”. I tu znów natykamy się na znany problem. Gdyby nie podatki olej napędowy byłby tańszy. W tym roku podniesiono trzykrotnie opłatę paliwową – z 9 do 25 gr na litrze. Ten podatek do akurat efekt dyrektywy unijnej. Ale ani Bruksela, ani nasz rodzimy rząd nie obronią nas przed drogą benzyną. Pomóc mogą tylko Chińczycy. To szybki rozwój ich gospodarki, która zasysa surowce z całego świata, zwiększa nasze rachunki za paliwo. Z psychologicznego punktu widzenia to bardzo dobrze, gdy winowajca jest daleko, jest poza naszym zasięgiem i ma przewagę liczebną. Łatwiej o spokój przy dystrybutorze.

Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/salik/2010/04/15/chinski-trop/]blog.rp.pl/salik[/link]

Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Ekonomia
Polscy liderzy w Davos w czasie Światowego Forum Ekonomicznego
Ekonomia
Od danych do decyzji, czyli transformacja i AI w biznesie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama