Reklama
Rozwiń
Reklama

Cud czeka tuż za rogiem

Dziś tylko wolny rynek i odblokowanie przedsiębiorczości da ludziom szansę na pracę i awans we własnej ojczyźnie

Publikacja: 26.10.2010 23:52

Andrzej sadowski, założyciel i wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha

Andrzej sadowski, założyciel i wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha

Foto: Archiwum

Red

Władza jest dziś metaforą chorób trawiących Polskę. Przedsiębiorczość stała się zaś niekwestionowanym symbolem ambicji wielu pokoleń Polaków i historycznej szansy rozwoju kraju. Polacy i Polska odnieśli bezprecedensowy gospodarczy i cywilizacyjny sukces, dlatego że jego źródłem była wolność. Sytuację Polski A.D. 2010 najlepiej oddają słowa Janusza Zajdla z „Limes inferior”, że „mamy tutaj po prostu doskonale kontrolowany bałagan, stwarzający pozory zarówno porządku, jak wolności".

Taki stan jest konsekwencją konwersji wolnorynkowego programu zmian na władzę dla niej samej. Nadczynność wiecowego radykalizmu nie przesłoni panującej tyranii status quo. Politycy zredukowali sobie ciężar sprawowania władzy do tego stopnia, że wpadli w hedonizm rządzenia. Powiększyli szeregi zdrowych inwalidów. Będąc w sile wieku, epatują swoją wyuczoną bezradnością. System ulega degrengoladzie jak za czasów Peerelu.

[srodtytul]Jeszcze tylko dziesięć lat, a może i mniej...[/srodtytul]

Przedstawiciel francuskiego i establishmentu, i biurokracji, pierwszy prezes międzyrządowego banku EBOiR Jacques Attali twierdzi, że Europie zostało jeszcze dziesięć lat dobrobytu, a potem spotka ją los Argentyny, czyli upadek w otchłań kryzysu. Za całą lekturę wystarczy już sam aż nadto wymowny tytuł jego właśnie opublikowanej książki: „Zachód – 10 lat przed totalnym bankructwem”. Kierunek przyszłego i najbardziej prawdopodobnego już dziś rozwoju krajów Unii Europejskiej potwierdza retrospektywna wypowiedź premiera Luksemburga Jeana-Claude’a Junckera. Stwierdził on, że „wielu ludzi na wysokich stanowiskach zdawało sobie sprawę z sytuacji w Grecji. Ja też, ale nie mogłem przedstawić publicznie wiedzy, którą miałem”. Powiedział również, że „greckiego kryzysu można było uniknąć, rozpoczynając odpowiednie działania dwie, a może nawet trzy dekady temu, a nie w zeszłym roku”.

[wyimek]Wielkość naszego długu publicznego wskazuje, że nasz kraj toczy jakąś wojnę. Tylko ona uzasadniałaby jego aktualny poziom. I nie może być dla nas pocieszeniem fakt, że podobna sytuacja ma miejsce w Europie[/wyimek]

Reklama
Reklama

Jak się poniewczasie dowiadujemy, tylko najwyższe szczyty unijnej administracji, czyli de facto „partia wewnętrzna”, mają doskonałą, ale zastrzeżoną wiedzę o procesach zachodzących w krajach UE i ich dalekosiężnych następstwach. Czy taka wiedza i świadomość przepełnia naszą lokalną elitę władzy?

Dekadę temu w Polsce ówczesny minister finansów jako pierwszy odwołał się do opinii publicznej, informując ją o fatalnym stanie finansów publicznych, które odziedziczył. Dziesięć lat zostało już zaprzepaszczonych, a nic nie wskazuje na to, że ostatnia wedle wszelkich oznak dekada dobrobytu Unii zostanie wykorzystana, tak jak przystało na przygotowania do zbliżającej się wojny.

[srodtytul]Czy Polska jest w stanie wojny?[/srodtytul]

Skoro dotychczasowe działania natury pokojowej nie skutkują, wygląda na to, że nieuchronnie czeka nas wojna z kryzysem finansów publicznych i załamaniem struktur państwa. Doświadczały jej inne narody w mniej lub bardziej odległych od Polski miejscach naszego globu. Do tej pory można było ją oglądać jak hollywoodzką produkcję w zaciszu gabinetów. A długie w nich przebywanie może doprowadzić do niezrozumiałego samozadowolenia. Tylko tak da się wyjaśnić deklarację rządu, że nie musi jeszcze nic robić, tylko kupować sobie czas. Wbrew zapewnieniom żaden z budżetów przez ostatnie dziesięć lat od ujawnienia tzw. dziury Bauca nie stabilizował finansów publicznych, tylko powiększał stan ich nierównowagi. Od tylu lat żyjemy w pożyczonym czasie.

Dług publiczny i deficyt są jedynymi obiektywnymi wskaźnikami nieodpowiedzialności władzy. Zadłużenie jest wygodną i samooszukańczą alternatywą wobec podwyżek bieżącego opodatkowania. Odsuwa w przyszłość bieżące koszty działań rządu, które mogłyby być odczuwalne i zauważalne, kiedy sprawuje on władzę.

Dziś mamy nową ilościową sytuację. Podatki, które płacimy, zostaną zwiększone od 2011 roku, ale też zwiększone będą podatki, które zapłacą nasze dzieci, czyli dług publiczny. Polacy nie mają nawet pozornych korzyści z długu i deficytu, bo wracają one już dziś w coraz większych ciężarach.

Reklama
Reklama

Skala długu publicznego wskazuje, że toczymy wojnę. Tylko ona uzasadniałaby i usprawiedliwiała jego aktualny poziom. Polska nie jest w stanie wojny, a dług ma już taki, jakby ją prowadziła. Nie może być dla nas pocieszeniem fakt, że podobna sytuacja występuje w jeszcze większym stopniu w Europie. Powszechność tym bardziej potwierdza przesłanie książki J. Attaliego o nadchodzącym bankructwie naszego kontynentu. Jak można się rozwijać, jeśli ma się finanse w takim stanie, jakby się prowadziło co najmniej wojnę trzydziestoletnią?

[srodtytul]Koniec żelaznego alibi[/srodtytul]

Dla bezczynności rządzenia stworzono wiele wersji alibi. Żelaznego alibi zawsze dostarczała historia rządu, który stracił władzę w wyniku przeprowadzenia reform. Nikt już nie wnikał w ich sensowność, a tym bardziej finansowe skutki. Zostało ono jednak obalone wynikami wyborów na Węgrzech, Łotwie czy w Wielkiej Brytanii. Dziś sprawujący władzę nie kryli w czasie wyborów, że przeprowadzą drastyczne cięcia wydatków rządowych. Tylko uczciwe stawianie sprawy pozwoliło im nie tylko wygrać, ale i utrzymać do dziś poparcie społeczne przy nieustannej kontynuacji zmian.

Możemy wykorzystać prawdopodobnie ostatnią już dekadę rozwoju dla przeprowadzenia tak daleko idących zmian jak te, które miały miejsce w Polsce na przełomie lat 80. i 90. Dekada ta nie może być zmarnowana tak jak dekada im. dziury Bauca.

[srodtytul]1000 dni rządu nie skróciło 1000 dni w sądzie[/srodtytul]

Sprawdziła się już w naszych warunkach inna przepowiednia autorstwa Cyrila N. Parkinsona, że „następny potop będzie z papieru”. Dziś w Polsce produkuje się tyle przepisów, że przedsiębiorcy przez zadrukowany nimi papier coraz słabiej słyszą kolejny raz składane deklaracje rządu tzw. odbiurokratyzowania.

Reklama
Reklama

Tylko w nie zasłuchani mogli nie zauważyć, że w tym samym czasie rząd, powiększając dług publiczny, nie zwiększa stanu armii, tylko stan biurokracji. Jej rozrost nie zwiększył ani skuteczności, ani sprawności działań rządu. 1000 dni sprawowania władzy nie wystarczyło do zmian w aparacie sądowym i skrócenia przedsiębiorcom 1000 dni oczekiwania na wydanie wyroku.

[srodtytul]Metoda na profesora Stephensa[/srodtytul]

Rząd wobec przedsiębiorców stosuje metodę tegorocznego laureata anty-Nobla, profesora Richarda Stephensa. Otrzymał ją za naukowy dowód „powszechnie znanego zjawiska, iż przeklinanie łagodzi ból”. Częstotliwość wystąpień premiera nie zmniejszy poziomu utrudnień, ciężarów i absurdów administracyjnych, których doświadczają na co dzień polscy przedsiębiorcy. Zapowiedzi zaledwie „uelastycznienia” przepisów są jednoznaczne z brakiem woli przywrócenia wolności gospodarczej. Sukcesem rządu ma być w Polsce skrócenie udzielenia odpowiedzi przedsiębiorcy z czterech tygodni do siedmiu dni, gdy już dziś w innych krajach Unii otrzymuje się ją w trzy dni.

[srodtytul]Ustawa antydyskryminacyjna też dla przedsiębiorców[/srodtytul]

Rząd przygotował projekt tzw. ustawy równościowej, w której proponuje rozwiązania antydyskryminacyjne z powodu płci, rasy, narodowości, wyznania, światopoglądu, niepełnosprawności, wieku lub orientacji seksualnej. Definiuje takie zjawiska, jak dyskryminacja bezpośrednia i pośrednia czy molestowanie. Według rządu ma ona wprowadzić prawdziwą równość.

Reklama
Reklama

Przedsiębiorcy to znacząca w Polsce grupa społeczna, która jest dziś systemowo dyskryminowana. Traktowani są gorzej niż przestępcy, którzy do wyroku sądowego korzystają z domniemania niewinności. Przedsiębiorców ustawa antydyskryminacyjna nie wymienia. Nie ma zakazu dyskryminacji ze względu na wykonywaną przez nich pracę czy zawód. Codziennie przechodzą mitręgę w instytucjach rządowych, takich jak: ZUS, organy skarbowe, inspekcje sanitarne i wszystkie pozostałe. Czy ciągłe wzywanie o uzupełnienie informacji znajdujących się w zasobach innego organu nie powinno być uznane za jedną z kategorii molestowania tzw. administracyjnego?

[srodtytul]Kontrrewolucja „młodej Polski”[/srodtytul]

Powołanie urzędu ds. przedsiębiorczości ludności na niewiele się zda. Wyrosło bowiem już pokolenie, dla którego nie do zaakceptowania staje się funkcjonowanie III RP, gdyż nie doświadczyło ono rzeczywistości Peerelu. Politycy nie mogą dziś uchodzić jak w czasach przełomu 1989 roku za grupę wszechwiedzących i bezinteresownych świętych. Prosta obserwacja wskazuje, że w Polsce ludzie są produktywni na rynku, a destruktywni w polityce. Wniosek może być tylko jeden – że mamy zły system polityczny. Broni go kartel kilku partii, skutecznie chronionych za pomocą dotacji przed powstaniem konkurencji. Najgorsze w tym systemie jest to, że odbiera on nadzieję, że w Polsce będzie normalnie i zamożnie porównywalnie do innych krajów starej, ale też i nowej Unii.

Dziś tylko wolny rynek i odblokowanie przedsiębiorczości dają szansę zwłaszcza młodemu pokoleniu na pracę i awans we własnej ojczyźnie. Przy utrzymaniu obecnego systemowego status quo pozostaje im tylko emigracja. Nie mamy jak Portugalia kolonii, do których dziś ze względu na pracę wracają sami Portugalczycy. Musimy sobie radzić inaczej.

Młodzi Polacy sami, bez pouczania i zachęt rządu, masowo tworzą swoje przedsiębiorstwa. Coraz wyraźniej sektor małych i średnich firm jest pod ich intelektualnym wpływem. Dziś jeszcze są niezorganizowaną partią rynkowej kontrrewolucji. Dokona się ona za sprawą wykorzystania przez pokolenie przedsiębiorczej i „młodej Polski” Internetu nie tylko do robienia interesów, ale również do działań politycznych. I wtedy zobaczymy, co się stanie.

Reklama
Reklama

Tuż za rogiem przyszłości mamy cud albo kryzys gospodarczy. Politycy mają jeszcze pole manewru i wybór – wolny rynek dla wolnych ludzi czy biurokratyczny porządek dla mas pracujących?

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama