Kilka tygodni temu Katarzyna Hall, posłanka PO, intensywnie zaczęła wspierać ogłoszony przez premiera pomysł stworzenia darmowego podręcznika. Została nawet sprawozdawcą projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty, który ma dać Ministerstwu Edukacji narzędzia do wprowadzenia tego pomysłu w życie.

„Na początku mieć jeden »państwowy« podręcznik, korzystać ze zwykłych bloków rysunkowych i zeszytów, a potem zastanowić się, czy i jakie zeszyty ćwiczeń będą nam w ogóle potrzebne, czy może zamówić na przykład od marca jakiś dodatkowy zbiór zadań lub ćwiczeń. Wielka paczka materiałów dydaktycznych na cały rok nie jest ?1 września na pewno wszystkim uczniom od razu potrzebna" – pisała na blogu.

Kilka dni później za pomocą Twittera pouczała przeciwników tej reformy, by zanim zaczną ją komentować, zapoznali się z projektem nowelizacji ustawy.

Metoda Giertycha

Takie stanowisko Hall dziwi szczególnie, bo kwestionuje ono rzeczywistość, którą sama stworzyła. Likwidacja programu „Tani podręcznik", konieczność wymiany książek we wszystkich typach szkół i powstanie pakietów podręczników – to efekty polityki, którą realizowała jako minister edukacji.

Opisując rządowy bój o tańszy podręcznik, warto się cofnąć do kwietnia 2007 r. To wtedy wchodzi w życie nowelizacja ustawy o systemie oświaty, która ma ulżyć portfelom rodziców. Z ówczesnych wyliczeń wynika, że blisko połowa rodziców musi wydać ponad 500 zł na to, by przygotować dziecko na rozpoczęcie nauki. Większość tej kwoty pochłania zakup podręczników. Ówczesny minister edukacji Roman Giertych wprowadza wtedy w życie program „Tani podręcznik", który niewiele różni się od koncepcji forsowanej przez obecny rząd. Co więcej jest od niej nawet o wiele bardziej liberalny.

Zasada jest prosta. Rada pedagogiczna danej szkoły, po zasięgnięciu opinii rady rodziców, wybiera maksymalnie trzy podręczniki do nauczania danego przedmiotu.

Po wyborze nie można zmienić ich przez kolejne trzy lata. Ma to pomóc odkupywać uczniom książki od starszych kolegów. Dodatkowo ustawa nakłada na dyrektora odpowiedzialność za organizowanie kiermaszów książek używanych. Zmiany wchodzą w życie we wrześniu 2007 r., ale w listopadzie w fotelu ministra edukacji zasiada już Katarzyna Hall.

Swoboda ?nauczyciela

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Już 8 lutego MEN kieruje do Sejmu projekt nowelizacji ustawy o systemie oświaty.

Usunięto z niej jednak punkty sporne, takie jak likwidacja obowiązku noszenia mundurków szkolnych czy właśnie programu „Tani podręcznik". Te elementy, popierane przez sporą część społeczeństwa, by nie obciążać politycznie rządu, trafiają do poselskiego projektu nowelizacji ustawy, przygotowanego przez klub Platformy Obywatelskiej i zgłoszonego dwa dni wcześniej. Nie spotyka się on z przychylną opinią Biura Analiz Sejmowych, które przekonuje, że nowelizacja oznacza demontaż spójnej koncepcji programu „Taniego podręcznika", który miał kreować wtórny obieg podręczników i przyczynić się do zmniejszenia kosztów nauki ponoszonych przez rodziny. – Do tego ważnego celu projektodawcy się nie odnoszą, choć domniemana rezygnacja z niego budzi zasadniczą wątpliwość – pisze BAS.

Mimo tych obiekcji rząd pozytywnie opiniuje projekt i włącza go do swojej nowelizacji. W argumentacji Donald Tusk pisze, że dzięki temu przywraca nauczycielom swobodę w doborze podręczników i realizuje politykę decentralizacji podejmowania decyzji. Ustawa wchodzi w życie w sierpniu 2008 r. i rynek wydawców podręczników znów jest wolny od wszelkich ograniczeń. Ale to dopiero początek wydawniczej dobrej passy.

Nowy program

Pod koniec lutego 2008 r. w MEN po raz pierwszy zbiera się zespół, który ma opracować nowy model kształcenia we wszystkich typach szkół.

Reforma ma całkowicie zmienić podstawy programowe, a to wiąże się z koniecznością napisania nowych podręczników. W sumie dwunastu kompletów książek szkolnych do wszystkich klas, od pierwszej szkoły podstawowej na trzeciej liceum skończywszy.

Prace idą w ekspresowym tempie. By zreformować cały system szkolnictwa, minister Hall potrzebuje zaledwie 6 posiedzeń zespołu ekspertów, 25 września 2008 r. jest już projekt rozporządzenia w sprawie nowej podstawy programowej.

Nad zespołem ekspertów krąży jednak aura tajemniczości, poza szefami poszczególnych dyscyplin, nie wiadomo kto nad reformą pracuje. Zbigniew Dolata, poseł PiS, w rozmowie z „Rz" przypomina, że on podobnie jak jego koledzy z klubu pytali Hall o te nazwiska. – Za każdym razem dostawaliśmy tę samą odpowiedź, że eksperci nie życzą sobie, aby podawać ich dane – mówi Dolata.

Pierwsze sygnały o nieprawidłowościach „Rz" opisuje już styczniu 2009 r. zaledwie miesiąc po tym, jak nowe rozporządzenie weszło w życie. Okazuje się, że Dorota Zagrodzka, jedna z ekspertek MEN, została współautorką podręcznika do nowej podstawy programowej, co więcej – jest to znajoma Hall z Gdańskiej Fundacji Oświatowej (GFO), we władzach której razem zasiadały. Z kolei, jak donosiła „Gazeta Wyborcza", przygotowany przez nią podręcznik był gotowy i prezentowany nauczycielom jeszcze przed tym, nim rozporządzenie weszło w życie. Mimo tych kontrowersji Hall nie ujawniła listy ekspertów, przekonując, że to ona odpowiada za nową podstawę programową.

Tajna lista ekspertów

Pełną listę nazwisk uzyskaliśmy zaledwie kilkanaście dni temu. Okazuje się, że spora część ekspertów pracujących w 2008 r. nad reformą programową teraz żyje z pisania podręczników. Pośród nich są też osoby pracujące dla wydawnictwa znajomej Hall, a Zagrodzka nie była jedynym ekspertem pracującym nad reformą związanym z GFO.

Tym razem wyjaśnienia Hall były nieco inne. Stwierdziła, że to nie ona kompletowała zespół ekspertów, lecz jej ówczesny zastępca Zbigniew Marciniak. W sprawie zarzutów, że część ekspertów pisała potem podręczniki dla wydawnictwa jej znajomej, napisała: „najlepszych ekspertów od nauczania poszczególnych przedmiotów jest ograniczona liczba. Wiele osób, które są tymi dobrymi ekspertami od nauczania poszczególnych przedmiotów, zna się od lat, ze współpracy na różnych polach". Zarówno prof. Antoni Kamiński, były prezes Transparency International Polska, jak i dr Grzegorz Makowski, dyrektor programu „Odpowiedzialne państwo" Fundacji Batorego nie mają wątpliwości, że to sytuacja, do której dopuściła Hall, to ewidentny konflikt interesów. Jak reforma Hall wpłynęła na rynek podręczników, najlepiej oddawał tytuł branżowego pisma wydawców z końca 2009 r. – „Czas wielkich żniw". Finansowo wygląda to tak, że w 2008 r. obroty na tym rynku wynosiły 695 mln zł, rok później 775 mln zł. W 2010 r. było to już 810 mln zł, a w 2012 r. – 840 mln.

Podręcznikowe pakiety

Ta reforma przyniosła jeszcze jeden skutek. To po tych zmianach wydawcy wprowadzili system pakietowania podręczników dla uczniów najmłodszych klas.

Była to odpowiedź na wytyczną programową, w której wprost zapisano, że uczeń musi umieć z nich korzystać.Wydawcom dwa razy powtarzać nie trzeba było. Pakiety były gotowe już w 2009 r., a ich objętość z roku na rok rosła podobnie jak i ceny, które zaledwie w ciągu kilku lat skoczyły z poziomu 100 do nawet 250 zł.

Problemy z pakietami pojawiły się już w 2010 r. Rodzice zaczęli narzekać, że nie mogą odkupić podręczników od starszych roczników, bo i tak w księgarniach nie można dokupić samych ćwiczeń. Dostępne są tylko pakiety.

Pytane o tę sprawę Ministerstwo Edukacji rozkładało ręce, twierdząc, że nie ma na to wpływu, bo jest wolny rynek i nie może w niego ingerować. – Nie przypominam sobie, byśmy mieli do czynienia z podobnym zjawiskiem wcześniej – mówi była minister edukacji Krystyna Łybacka. Poprosiliśmy Katarzynę Hall o komentarz. Zapytaliśmy ją, dlaczego przychyliła się do likwidacji programu „Tani podręcznik". Prosiliśmy również, by w kontekście tamtej decyzji wyjaśniła nam różnice pomiędzy tym, co zrobił Giertych, a tym, co forsuje z poparciem premiera Joanna Kluzik-Rostkowska, w czym Hall na forum Sejmu ją wspiera. ?Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.