W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump przyjął Karola Nawrockiego w Białym Domu, republikanie z komisji spraw zagranicznych Izby Reprezentantów zaatakowali obóz Donalda Tuska w liście do Ursuli von der Leyen, a sekretarz ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem przyjechała do Rzeszowa, aby uderzyć w Rafała Trzaskowskiego. Taka ingerencja między dwoma suwerennymi demokracjami, ale też sojusznikami, jest dopuszczalna?
Ameryka zrobiła błąd. Amerykanie nie mają prawa mówić Polakom, kogo powinni wybierać na prezydenta czy jakiekolwiek inne stanowisko! Taka była nasza polityka od upadku komunizmu, od „wojny na górze”. Pracowaliśmy z postkomunistyczną lewicą, z prawicą, z ludowcami. I zawsze ze znakomitym efektem. Trump ma jednak skłonność do szukania ideologicznych sojuszników, co nieraz jest sprzeczne z interesem Stanów Zjednoczonych. Tak było choćby z poparciem dla AfD. To jest przecież ugrupowanie, które poza radykalną lewicą ma najmniejszą szansę zrobić to, czego oczekujemy od Niemiec: postawić na nogi Bundeswehrę i przejąć odpowiedzialność za europejskie bezpieczeństwo. W Polsce na szczęście z tym jest inaczej, ponieważ panuje zgoda najważniejszych sił politycznych co do kluczowych kwestii: wspierania Ukrainy, powstrzymania Rosji, przynależności do NATO czy bliskiej współpracy z Ameryką. Trump to dostrzega i dlatego publicznie nazwał Polskę „wzorowym sojusznikiem”.