Czy Instytut Pileckiego planuje wygasić lub zlikwidować program „Zawołani po imieniu”? Takie informacje pojawiły się w momencie, gdy przestała działać strona internetowa tego projektu. Skupia się on na honorowaniu Polaków, którzy ratując w czasie wojny Żydów, zostali zabici przez niemieckich okupantów.
– Zdecydowanie nie, nie ma takich planów. Błędne wnioski mogły wynikać z tego, że trwała przebudowa strony www, która jest już dostępna i będzie rozwijana – odpowiedziała „Rzeczpospolitej” rzeczniczka Instytutu Pileckiego Luiza Jurgiel-Żyła. – Prace nad jego rozwojem trwają. Instytut kontynuuje działania badawcze, edukacyjne oraz wystawiennicze w jego ramach – dodała.
Jurgiel-Żyła zapowiedziała, że najbliższe wydarzenie organizowane w ramach projektu, zaplanowane jest jesienią. I chociaż nie wskazała, kto zostanie upamiętniony, stwierdziła, że w ostatnim czasie przeprowadzono kwerendę dotyczącą przypadku Antoniego Rydzewskiego. W 1943 r. został on ciężko pobity przez niemieckich żandarmów, a następnie rozstrzelany, bo ukrywał jedenastu Żydów ze Stawisk.
Czytaj więcej
Nie ma wystawy o Witoldzie Pileckim i nie wiadomo, kiedy powstanie. Dlatego amerykańska spółka wynajmująca lokal w reprezentacyjnej części nowojors...
Wiadomo, że projekt zaistnieje na wystawie stałej w nowej siedzibie Instytutu Pileckiego, która powstała przy ul. Siennej na warszawskiej Woli. Prof. Krzysztof Ruchniewicz, dyrektor Instytutu Pileckiego, zapowiada rychłe jej otwarcie, ale przypomina, że koszt budowy został podwojony – finalnie budynek kosztował 76 mln zł.
– Przygotowano założenia nowego komponentu edukacyjnego „Miejsca pamięci, pamięć miejsca” – dodała rzeczniczka Instytutu. Jurgiel-Żyła stwierdziła, że trzy osoby są na ostatnim etapie weryfikacji i wkrótce zostaną uroczyście ogłoszone. – Nie chciałabym tego ujawniać bez należnych honorów. Nie znam jeszcze dokładnej daty, Instytut dołoży wszelkich starań, aby przynajmniej część uhonorowań odbyła się w tym roku – dodała.
Instytut Pileckiego uhonoruje Ukraińców, którzy nieśli pomoc w czasie rzezi
Instytut Pileckiego nie planuje też wygasić projektu związanego z przyznaniem medali „Virtus et Fraternitas” osobom, które w czasie II wojny światowej pomagały lub ratowały Polaków.
– Na najbliższej Radzie Pamięci planowane jest przedstawienie nowych kandydatur do medalu „Virtus et Fraternitas”, w tym obywateli Ukrainy – także tych, którzy nieśli pomoc podczas zbrodni wołyńskiej. Medal „Virtus et Fraternitas” to symbol wdzięczności Rzeczypospolitej Polskiej wobec osób innych narodowości, które wykazały się odwagą i solidarnością w obliczu prześladowań. Upamiętnianie takich postaw pozostaje filarem misji Instytutu. Niestety, nie mogę podać choćby przybliżonej daty, bo nie wszystkie etapy procesu zależą od Instytutu Pileckiego – rzeczniczka tłumaczy brak konkretnej informacji o dacie uroczystości.
Centrum Lemkina nie zbiera nowych świadectw, ale opracuje raporty
Szefowa resortu kultury Hanna Wróblewska zdecydowała o kontynuacji działalności Centrum Lemkina, które dokumentuje zbrodnie popełnione przez Rosjan na terenie Ukrainy. Do niedawna nie było pewności, czy nadal będzie ono istniało. Pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej”.
Trzeba przypomnieć, że już w 2024 r. poprzednie kierownictwo Instytutu zdecydowało, że Centrum nie będzie zbierało nowych relacji na terenie Ukrainy, ale będzie opracowywało te, które już zostały zgromadzone oraz przygotuje na ich podstawie nowe raporty o zbrodniach rosyjskich.
Jednak spotkało się to z protestami przedstawicieli zespołu współpracowników Instytutu, którzy zbierali relacje świadków zbrodni. Koordynatorka zespołu, dziennikarka Monika Andruszewska, która mieszka w Donbasie, zwracała uwagę, że Instytut zwlekał z kontynuowaniem współpracy.
Czytaj więcej
Centrum Lemkina pokazało kolejny raport dotyczący zbrodni dokonanych na Ukrainie przez rosyjskich żołnierzy. Tym razem wobec dzieci. Ministerstwo K...
– Zostali oni zaproszeni do współpracy, ale oferta nie została przyjęta – powiedział w czasie konferencji prasowej prof. Krzysztof Ruchniewicz.
– Jesienią 2024 r., jak dowiedzieliśmy się od polityków i działaczy, których prosiliśmy o wsparcie, trwały rozmowy o przeniesieniu Centrum Lemkina do Centrum Dialogu im. Mieroszewskiego. Zareagowaliśmy entuzjastycznie, więc gdy kierownik warszawskiego Centrum Lemkina Jarosław Bittel zapytał, czy chcemy zostać w Instytucie Pileckiego, czy przenieść się gdzie indziej, opowiadaliśmy się za drugą opcją. Z tego co wiemy, inicjatywa została później zerwana przez dyrektora Ruchniewicza, co miało katastrofalne skutki – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Monika Andruszewska.
– Bittel wysłał maila w sprawie dalszej współpracy. Odpowiedzieliśmy Ruchniewiczowi, że chcemy pracować, ale prosimy o kontakt bezpośredni lub przeze mnie – osobę znającą potrzeby zespołu. W grudniu i styczniu wielokrotnie opisywaliśmy naszą dramatyczną sytuację zarówno dyrektorowi, jak i minister Wróblewskiej. Wprost: błagaliśmy o pomoc kogo mogliśmy. Pół Polski wiedziało, że walczymy o ratunek Centrum Lemkina, że pracę tracą uchodźcy i osoby żyjące w kraju ogarniętym wojną. A teraz Ruchniewicz nagle twierdzi, że nie przyjęliśmy propozycji współpracy, doskonale wiedząc, że mamy dokumentację mailową. Nie wiem, jak skomentować tę manipulację – odpowiedziała „Rzeczpospolitej” Monika Andruszewska.
W czasie konferencji dyrektor Ruchniewicz wskazał, że nie doszło także do porozumienia z Moniką Andruszewską w sprawie organizacji wystawy zdjęć, których jest autorką. – Ta zaskakująca propozycja pojawiła się w momencie, gdy dyrektor Ruchniewicz od miesięcy zwodził nas, udając, że podpisze umowy. Odczytuję to jako próbę uciszenia. W zespole są osoby szczególnie wrażliwe – uchodźczyni z trójką dzieci, osoba chora onkologicznie. Wszystkim bardzo zależy na dalszej pracy. Gdybym przyjęła tę ofertę, nie mogłabym spojrzeć im w oczy. Odpowiedziałam jasno: mam honor. Nie zgadzam się na działania pokazowe, dopóki cały zespół nie zostanie potraktowany uczciwie, a praca Centrum Lemkina nie wróci do normy – skomentowała była koordynatorka zespołu Centrum Lemkina.
– Może jeszcze wrócimy do tematu i powstanie katalog oraz wystawa – zadeklarował podczas spotkania z dziennikarzami Krzysztof Ruchniewicz.
Julia Miziukina z Centrum Lemkina wskazała, że na pewno będzie ono współpracowało z organizacjami oraz archiwami ukraińskimi, które zbierają relacje świadków zbrodni.
– Będziemy zatrudniać kolejne osoby, ale też współpracowali z prawnikami, prokuratorami, aby w przyszłości wykorzystać te materiały do postawienia przed sądem zbrodniarzy rosyjskich – zadeklarował prof. Ruchniewicz.
W tym zakresie Instytut Pileckiego ma wsparcie ze strony ambasady Ukrainy w Polsce, o czym powiedział zastępca ambasadora Roman Shepełak.
Instytut Pileckiego może zajmować się tylko badaniem totalitaryzmu w XX wieku
Z jednej strony, powodem zaprzestania zbierania relacji świadków w Ukrainie miało być rzekomo dbanie o bezpieczeństwo współpracowników Centrum Lemkina. Ale z drugiej, decyzję próbowano uzasadnić stwierdzeniem, że Instytut może zajmować się tylko badaniem totalitaryzmu w XX wieku. Warto przypomnieć, że z ustawy o Instytucie Pileckiego wynika, iż zajmuje się on także „gromadzeniem, opracowywaniem i udostępnianiem relacji ofiar i świadków zbrodni totalitarnych oraz popularyzowaniem wiedzy na ten temat”.
Szef Instytutu informuje, że ograniczenie czasowe może zostać usunięte po nowelizacji ustawy, którą przygotowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dodał, że Centrum Lemkina kontynuuje prace nad przygotowaniem nowych raportów na podstawie zebranych materiałów, świadectw pisanych i audiowizualnych.
W nowojorskim oddziale Instytutu Pileckiego niebawem zostanie otworzona wystawa poświęcona patronowi tej komórki – Rafałowi Lemkinowi, a dopiero na przełomie września i października o patronie instytucji, czyli rotmistrzu Witoldzie Pileckim.