Jaki jest bilans wizyty prezydenta USA w Polsce?

Trzeba spojrzeć na wizytę Joe Bidena w kontekście jego wizyty w Europie. Z tej perspektywy oceniam bardzo dobrze polską część wizyty.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Biden tego Putinowi nie daruje

Co z niej wynika?

Wizyta prezydenta Bidena miała wymiar globalny i historyczny. Wystąpienie na dziedzińcu Zamku Królewskiego zostało tak skonstruowane, żeby otworzyć nowy rozdział w historii. W tym przemówieniu prezydent USA ogłosił nową zimną wojnę. Można to porównać do przemówienia Winstona Churchilla z 1946 r., kiedy mówił o żelaznej kurtynie. W przemówieniu prezydenta USA przedstawiono treści, które zmieniają postrzeganie rzeczywistości. To, że nastąpiło to w Polsce i przy obecności Ukraińców, również ma swoją wymowę. Polska w tym kontekście nabiera znaczenia.

Był pan na Zamku Królewskim podczas wystąpienia prezydenta USA. Czy jednak wystąpienie Bidena nie było rozczarowujące, zbyt ogólnikowe i pozbawione konkretów?

Bardzo pozytywnie odebrałem to przemówienie. Przed wystąpieniem byłem pesymistycznie nastawiony ze względu na wynik szczytu UE w Brukseli. Myślałem, że nie da się już tego uratować. Biden pokazał jednak, że USA nadal mają myśl przewodnią. Zapowiadano, że wystąpienie będzie historyczne, i rzeczywiście tak było. Jeżeli kogoś nazywamy przestępcą i rzeźnikiem, to wiadomo, że nie siądziemy z nim potem do stołu. To jest sygnał do Europejczyków, że musimy zmienić strategię. Nie ma już szans na szybki powrót do tego, co było przed agresją Rosji na Ukrainę. Nastawiamy się na długofalowy konflikt. Skutkiem tej wojny jest przejęcie przez USA światowego przywództwa i podjęcie konfrontacji z Rosją. Dla USA głównym problemem są Chiny, ale myślały, że Rosja zostanie z boku, a one skoncentrują się na Chinach. USA zrozumiały, że gdyby odpuściły konflikt w Ukrainie, to nie miałyby już szans odzyskać przywództwa. Biden mówił wprost, że Putin musi ponieść porażkę, a to wyklucza różne kompromisy, na które liczyły państwa europejskie.

Czy zapewnienia Bidena dają Polsce wystarczające gwarancje bezpieczeństwa?

Polska jest bezpieczna, to zostało potwierdzone i nie jest przedmiotem kontrowersji. Główny problem dotyczy tego, co dalej z Ukrainą. Tego, jak Joe Biden wyobraża sobie dalszy rozwój stosunków globalnych. Z perspektywy USA jest to próba przejęcia przywództwa w świecie demokratycznym w nadchodzącej konfrontacji ze światem państw autorytarnych i oligarchicznych. Biden chciał też pokazać swoje przywództwo w kontekście tego, że jest krytykowany na wewnętrznej scenie politycznej za upokarzające wycofanie się z Afganistanu. Jego celem jest zjednoczenie państw demokratycznych w tej konfrontacji. Jest to zarazem bardzo trudna sytuacja dla Ukrainy. W Brukseli padły słowa, że militarnie – Zachód i USA, nie będą bronić Ukrainy. USA nastawia się na długofalową konfrontację z Rosją, ale wyobraża sobie, że ta konfrontacja nie odbędzie się na polu militarnym, lecz gospodarczym. W związku z czym sankcje i zjednoczenie wokół USA są kluczowe. Ale to nie jest takie proste, widać to było podczas jego wizyty w Brukseli.

Na czym ma polegać nowa zimna wojna?

Oskarżenie Putina przez Bidena o to, że jest zbrodniarzem i rzeźnikiem, a także przedstawienie tego konfliktu jako walki między dobrem a złem można odczytać jako chęć zerwania kontaktów ze stroną rosyjską po to, by ją izolować. Tak samo było w czasie zimnej wojny. Wtedy ten nacisk spowodował, że ZSRR przegrało rywalizację. Jednak UE nie wyraża gotowości wprowadzenia dalszych sankcji. Kwestia wyłączenia systemu SWIFT pozostałych banków nie została podjęta. Nie ma także postępu ws. zablokowania importu gazu i ropy z Rosji. Ukraina oczekiwała ograniczenia transportu drogowego do Rosji, ale to także zostało odrzucone. Podobnie propozycje, żeby nie wpuszczać rosyjskich statków do portów świata zachodniego. Także przystąpienie Ukrainy do UE nie zostało zaakceptowane, głównie za sprawą Niemiec. Jeśli chodzi o spotkanie Rady Europejskiej, to jego zwycięzcą jest Putin. Mówiono, że sankcje nie zostaną rozszerzone, ponieważ muszą zostać w zanadrzu, gdyby doszło do dalszej eskalacji w postaci użycia broni chemicznej. Putin dostał sygnał, że może dokonywać bombardowań, niszczyć Ukrainę, prowadzić operacje militarne, i jeżeli nie użyje broni chemicznej, Europa nie zwiększy sankcji. USA liczy, że konflikt na Ukrainie będzie trwał długo i będzie na tyle kosztowny, że Rosja przegra długookresowo, tak jak kiedyś w Afganistanie. Z tego wynika, że Ukraina musi przygotować się na długotrwały konflikt i na bardzo poważne straty.

Czy to nie jest rozczarowujące dla Ukrainy?

Na pewno jest. Widzimy to już w wystąpieniach prezydenta Zełenskiego do NATO, w których podkreśla, że Ukraińcy są bardzo zawiedzeni tą postawą. Sytuacja dla Ukrainy jest tragiczna, ponieważ została pozostawiona sama sobie, z obietnicą dostarczenia broni. Prezydent Biden liczy, że Ukraina się utrzyma i biorąc pod uwagę wiedzę Amerykanów o relacjach siły – być może jest na to szansa. To jest także bardzo trudna sytuacja dla państw UE, które sobie wyobrażały, że za chwile dojdzie do jakiegoś porozumienia i wpłyną na Ukrainę, żeby zgodziła się na jakieś koncesje. Używając analogii historycznej, państwa UE chciałyby, żeby Ukraina oddała „Sudety”, dzięki czemu można byłoby wrócić do formuły normalnej współpracy. Przypomnijmy, że prezydent Macron piętnaście razy w ciągu tego roku rozmawiał już z prezydentem Putinem. W konsekwencji firmy takie jak Auchan, Leroy Merlin, Decathlon umacniają się w Rosji, przejmują rosyjski rynek po przedsiębiorstwach, które na znak solidarności z Ukrainą opuściły ten rynek. Podobnie firmy belgijskie wybrały solidarność z klientami rosyjskimi, a nie bombardowanymi ukraińskimi cywilami. Widzimy więc zupełnie inne spojrzenie i perspektywę. Do tego dochodzi odpowiedzialność polityczna Zachodu. Celem formatu normandzkiego była pomoc Ukrainie w przezwyciężeniu kryzysu, posłużył on jednak Niemcom i Francji do robienia interesów z Rosją kosztem bezpieczeństwa Ukrainy. Ukraina wielokrotnie mówiła, że Nord Stream 1, a później Nord Stream 2 ją wykończy. Dotyczy to także współpracy wojskowej. Rosyjskie samoloty, śmigłowce i czołgi są wyposażone w urządzenia francuskie umożliwiające ataki w nocy. Nikt nie pyta o to, kto jest odpowiedzialny za doprowadzenie do tej wojny, ale te państwa są współwinne. Dlatego jest to bardzo niezręczna sytuacja dla UE. Mówimy też o wartościach europejskich, np. o sprawiedliwości, przestrzeganiu prawa międzynarodowego, solidarności ze słabszymi i obronie napadniętych. Niestety, wartości europejskich nie uosabia dziś UE, a raczej USA i Wielka Brytania. Dla zwolenników integracji europejskiej ten dysonans moralny jest trudny do zniesienia. To ma też ogromne konsekwencje dla wiarygodności europejskich polityków.

Viktor Orbán powiedział, że w wojnie rosyjsko-ukraińskiej Węgry będą stać po stronie Węgier...

Węgry naśladują Niemcy, pytają, czemu mają nie współpracować energetycznie z Rosją, skoro robią to Niemcy. Oczywiście krytyka Węgier jest uzasadniona. Jednak Węgry nie mają wiele do powiedzenia w UE, wszystko jest w rękach Niemców, które nie chcą zerwać współpracy z Rosją. To Niemcy zbudowały Nord Stream 1 i  Nord Stream 2 oraz nowoczesne ośrodki szkoleniowe dla armii rosyjskiej, która dzięki temu poprawiła swoje zdolności bojowe. Niemcy będą mieć także decydujący głos na temat tego, czy przyjąć Ukrainę do UE. Prezydent Zełenski powiedział, że liczy na to, że Niemcy w końcu to zrobią. Zgodziłbym się z Donaldem Tuskiem, który powiedział, że zarówno Węgry, jak i Niemcy pełnią haniebną rolę. W odczuciu Ukraińców to jednak Niemcy blokują sankcje wobec Rosji i ich członkostwo w UE.

Skąd ta postawa Niemiec?

Prezydent Biden powiedział, że Niemcy i Europa uzależniły się od importu gazu z Rosji. Jest to na pewno ważna przyczyna. Jest także obawa przed obniżeniem poziomu życia, interes gospodarczy. Co nas obchodzą wartości i życie ukraińskich dzieci – przecież musimy zarabiać – otwarcie głoszą firmy francuskie i belgijskie. Niektórzy twierdzą też, że państwa UE mają skorumpowane elity, dlatego się uzależniły od Rosji. Nie sądzę jednak, by było to decydujące. Jest jeszcze czynnik geopolityczny. Francja i Niemcy uznają prawo Rosji do bycia częścią koncertu mocarstw i do tego by posiadała swoją strefę wpływów. Rosja jawi się jako niezbędny składnik europejskiego ładu i współpracy. To jest przyznanie, że Rosja ma w jakiejś formie prawo do Ukrainy. Argument geopolityczny jest głęboko zakorzeniony w historii. Niemcy są także wdzięczne wobec Rosji za jej zgodę na zjednoczenie Niemiec. Można też to odczytywać w taki sposób, że jest to domniemane porozumienie elit rosyjskich, francuskich i niemieckich na temat strefy wpływów, które były tu od wieków, których nie można naruszać. Dlatego akceptacja Niemiec dla członkostwa Ukrainy do UE wymagałaby najpierw zmiany świadomości niemieckich elit. W krótkim i średnim okresie czasu jest to mało prawdopodobne. Jest to zasadnicza różnica w stosunku do wizji amerykańskiej, w której decydujące znaczenie ma prawo międzynarodowe i prawo Ukraińców do określania swego losu.

Czeska minister obrony oskarżyła polityków węgierskich o to, że ropa jest dla nich ważniejsza niż krew ukraińskich dzieci i odmówiła uczestnictwa w spotkaniu szefów MON państw Grupy Wyszehradzkiej. Czy zwycięstwo wyborcze partii Orbána jest w polskim interesie?

Polityka Węgier nie jest dla mnie zaskoczeniem, ona była cały czas taka sama. Czeska minister obrony ma prawo do takiego gestu, to normalna polityka. Premier Morawiecki też nie pojechał na spotkanie V4, gdy prowadziliśmy spór z Czechami. Ale wspólnota interesów między członkami Grupy Wyszehradzkiej jest ciągle silna, szczególnie wobec UE. Polska klasa polityczna popełniła błąd- patrzyła na stosunki międzypaństwowe poprzez pryzmat ideologii, a nie przez pryzmat interesów państwowych. Węgry były postrzegane jako bliskie ideologiczne dla PiS, ale pamiętajmy, że interesy państwowe to zupełnie odmienna sprawa. To samo się dzieje w kontekście stosunków z USA. Po początkowych wahaniach prezydent Biden doszedł jednak do wniosku, że interesy państw się nie zmieniły i Polska jest takim samym sojusznikiem USA, jakim była wcześniej.

Czytaj więcej

Wiedeń nie chce Wołodymyra Zełenskiego. To naruszenie neutralności?

Nie został podjęty temat misji pokojowej NATO ani na szycie NATO, ani przez Joe Bidena. Co to oznacza?

Zachód i NATO nie nastawiają się na podjęcie działań w dziedzinie militarnej, bo nie chcą ryzykować. Nastawiają się na rywalizację gospodarczą i tak można odczytać sens wizyty Bidena. Nie zawsze jest tak, że ma się pewność, że propozycja, którą się zgłasza, zostanie przyjęta. To, że Polska zgłosiła tę propozycję, było świetne, bo pokazuje, że Polska myśli dalej i jest solidarna. Jeżeli nie działania militarne, to pozostaje konfrontacja gospodarcza i to wybrał Joe Biden. Pozostaje pytanie, czy główne państwa unijne są gotowe na konfrontację i opuszczenie rosyjskiego rynku do końca. Nie sądzę, by Polska popełniła jakiś błąd. Zapewne też nie rezygnujemy z europejskich wartości i obrony Ukraińców, będziemy wspierać USA, nawet gdy będzie to oznaczać konieczność przeciwstawienia się Niemcom, Francji i Węgrom.

Na kogo może liczyć Putin w agresji na Ukrainę?

Podczas głosowania w ONZ widać było, że duże państwa, jak Chiny i Indie, wstrzymały się od głosu, na nie liczy Rosja. Także państwa Zatoki Perskiej, jak Arabia Saudyjska i ZEA, są dziś bliżej Rosji niż USA, co ma negatywny wpływ na możliwości zwiększenia podaży surowców energetycznych. Wydaje się, że Putin liczy też na Niemcy, Francję, Belgię i Węgry, a więc na państwa, które nie chcą wprowadzenia dalszych sankcji. Biden mówił, że NATO jest zjednoczone, ale to nie jest takie oczywiste. Przed dyplomacją amerykańską stoi wielkie wyzwanie, by tę jedność Zachodu rzeczywiście utrzymać.

współpraca Karol Ikonowicz