- Z naszych ambicji, z naszej odpowiedzialności wyrasta dzisiaj program Miecznik, fregata Burza, wcześniej Wicher, a za chwilę Huragan, bo to trzy fregaty w tym programie będą realizowane w celu odstraszania i obrony z pełnym uzbrojeniem i zdolnościami – mówił wicepremier, minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podczas uroczystości w Gdyni.
Trzy fregaty z programu Miecznik za 16 mld zł
Program Miecznik obejmuje budowę trzech fregat, które powstaną w Stoczni Wojennej będącej częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej Stoczni Wojennej. Długość tych jednostek wynosi prawie 140 m, a załoga składa się z ok. 120 marynarzy. Co istotne, te okręty będą mieć bardzo dobry system do obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, czyli stojąc w porcie będą mogły zapewnić tego typu „powietrzną tarczę” całej aglomeracji trójmiejskiej.
Za trzy okręty zapłacimy ok. 16 mld zł. Jak podaje PGZ, „fregaty Miecznik bazują na projekcie okrętu Arrowhead-140 firmy Babcock International”. To właśnie ta brytyjska stocznia jest strategicznym partnerem przemysłowym w projekcie. Wszystkie trzy okręty mają wejść do służby do 2031 r.
Czytaj więcej
W stoczni Remontowa Shipbuilding zwodowano dziś niszczyciela min „Rybitwa”. To już piąty okręt z tej serii – do służby wejdzie w 2027 r. Czy uda si...
Dla Marynarki Wojennej będzie to prawdziwy skok w nowoczesność, ponieważ tak dużych, a przede wszystkim nowych oraz dobrze wyposażonych okrętów nie mieliśmy w służbie od kilkudziesięciu lat. Jeśli do tego dozbroimy patrolowiec „Ślązak” oraz w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy podpiszemy umowę na zakup trzech okrętów podwodnych, to polscy marynarze będą w najlepszej sytuacji od lat. Co oczywiście nie zmienia faktu, że Wojsko Polskie najbardziej rozwija swoje siły lądowe, co jest podyktowane geografią (długa granica lądowa z Białorusią i Rosją).
Fregaty pozwolą wpłynąć Stoczni Wojennej do światowej czołówki
Ale budowa tych fregat to także duża szansa rozwoju dla polskiego przemysłu okrętowego. - Obecnie poza Chinami tylko dziewięć stoczni na świecie realizuje budowę fregat tej klasy. My stajemy się dziesiątą – rzeczywiście wchodzimy do czołówki światowej. Kontynuujemy oczywiście budowę niszczycieli min czy okrętów rozpoznania elektronicznego, ale są to jednostki specjalistyczne o innym przeznaczeniu – wyjaśniał Marcin Ryngwelski, prezes Stoczni Wojennej w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”.
Czytaj więcej
Obserwujemy stopniową odbudowę europejskiego sektora stoczniowego, głównie w obszarze okrętownictwa. W Europie utrzymała się też budowa statków wyc...
Warto przypomnieć, że ten zakład przez ostatnie 10 lat przeszedł niesamowitą metamorfozę. W 2017 r. PGZ kupiła go za ponad 220 mln zł od syndyka. W związku z programem Miecznik państwo zainwestowało w zakład kolejne środki.
- Zgodnie ze studium wykonalności okręty tej klasy nie mogą być produkowane na zewnątrz, na powietrzu, ze względu na stopień zaawansowania technicznego i wymogi bezpieczeństwa. Powstający okręt nie powinien być widoczny z przestrzeni publicznej – wyjaśnia Ryngwelski. - Dlatego zbudowaliśmy jedną z najnowocześniejszych tego typu hal w Europie, co uniezależnia proces budowy od warunków atmosferycznych. Łączne inwestycje to nie więcej niż 2,5 proc. wartości kontraktu, czyli 300–400 mln zł, z czego spora część pochodziła ze środków własnych stoczni. Są to jedne z najbardziej efektywnie zainwestowanych środków publicznych w obszarze obronności – dodaje prezes Stoczni Wojennej.