Zbrojeniowa szansa, ale i ryzyko sporych kłopotów dla polskich firm

Wojna u bram NATO i sprzętowe wspieranie Ukrainy, do tego skok zamówień modernizowanej pospiesznie armii zmobilizowały przemysł do nadzwyczajnego wysiłku. Nie ma tylko pewności, że korzyści zbrojeniówki okażą się trwałe.

Publikacja: 14.06.2023 03:00

Haubica Krab w akcji. Ukraińcy chwalą polskie dalekosiężne działo za celność i niezawodność. Zakontr

Haubica Krab w akcji. Ukraińcy chwalą polskie dalekosiężne działo za celność i niezawodność. Zakontraktowali już w HSW kilkadziesiąt artyleryjskich zestawów

Foto: W. RADWANSKI / AFP

Większość analityków obronności, z którymi rozmawialiśmy, niepokoją niepewne konsekwencje dla gospodarki wielomiliardowych zakupów broni, przede wszystkim za granicą. – Pozyskujemy za granicą sprzęt bez offsetu i raczej drogi, bo kupowany bez konkurencyjnych przetargów, ale na to nie mamy wpływu – twierdzą eksperci. Wszyscy dziś zamawiają sprzęt taki, jaki jest po prostu dostępny w odpowiedniej jakości.

Czytaj więcej

Marcin Piasecki: Warto się zbroić, ale na przyszłe wojny

Zdaniem analityków największym zagrożeniem dla polskich firm – dziś po sufit obłożonych bieżącymi zamówieniami i zobowiązaniami do zapewnienia serwisu oraz obsługi importowanego z USA czy Korei uzbrojenia – będzie zaniechanie prac B+R w fabrykach broni. – Nie będzie na nie ani pieniędzy, ani czasu. To uniemożliwi spółkom technologiczny rozwój. A za jakiś czas, kiedy przydatność zamawianego za granicą sprzętu minie, znów będziemy musieli importować nową broń „z półki” – mówi Tomasz Dmitruk, analityk pisma „Nowa Technika Wojskowa”.

Choć w Polskiej Grupie Zbrojeniowej (PGZ) wzmacnianie produkcyjnego potencjału spółek zaczęło się jeszcze przed napaścią Putina na Ukrainę, to wzrost zagrożeń zdecydowanie podkręcił tempo podnoszenia zdolności produkcyjnych firm sektora militarnego.

To prawda, że wśród modernizacyjnych przedsięwzięć trafiają się kompromitujące inwestorów przypadki nieudolności, takie jak ostatnio opisywany w prasie łańcuch skandalicznych wpadek na budowie fabryki prochu w Pionkach. Warto jednak zauważyć, że nie brak też konstruktywnych doświadczeń.

Czytaj więcej

Autosan w końcu produkuje broń. Pancerny waran znad Sanu

Koreańskie technologie

Dziś czynnikiem stymulującym rozwój infrastruktury przemysłowej PGZ są przede wszystkim uzgodnione w ekspresowym tempie i zawarte w zeszłym roku nowe, wielkie kontrakty na produkcję sprzętu artyleryjskiego i pancernego w kooperacji z demokratyczną Koreą. Umowy włączające polskie firmy do produkcji i serwisowej obsługi setek czołgów K2 Black Panther (poznańskie Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne) i armatohaubic K9 Thunder (w podkarpackiej HSW) wymusiły gruntowne wzmocnienie istniejących fabryk. Aby odciążyć Hutę Stalowa Wola, która dziś pełną parą produkuje dla naszej armii, a także obrońców Ukrainy, armatohaubice Krab, moździerze Rak, bojowe wieże bezzałogowe ZSSW do transporterów, ale też opancerzone wozy dowódczo-sztabowe i pojazdy inżynieryjne Baobab do narzutowego, zautomatyzowanego minowania, trzeba zbudować pod Gliwicami dodatkową linię produkcji krabów. HSW ostro więc rusza z rozbudową.

Jan Szwedo, nowy prezes stalowowolskiej Artylerii, nie o wszystkim może mówić otwartym tekstem, wojna zaostrzyła ochronę informacji niejawnych. Plan streszcza zatem w żołnierskich słowach: dostaliśmy w hucie dwa lata na to, by podwoić produkcję.

Szczegóły rozwoju firmy, która buduje swoje militarne kompetencje od czasów ministra Kwiatkowskiego i Centralnego Okręgu Przemysłowego, a dziś od obrońców Ukrainy odbiera pochwały za sprawdzone w boju kraby, na razie muszą pozostać w cieniu. Ujawnić można tylko ogólniki: pod zabudowę hal HSW przygotowano nowe tereny, a inwestycje pochłoną przynajmniej kilkadziesiąt milionów złotych.

Czytaj więcej

Na zwiększenie produkcji w przemyśle zbrojeniowym przyjdzie nam jeszcze poczekać

Więcej piorunów

Tylko w zeszłym roku – jak PGZ informowała – uruchomiła przygotowania do dziewięciu dużych inwestycji, pozyskiwano tereny m.in. dla HSW SA i produkującego maski przeciwgazowe, odzież ochronną i kuloodporne kamizelki Maskpolu Konieczki. Organizowano również finansowanie budów infrastrukturalnych. Wartość rozpoczętych i projektowanych inwestycji obronna grupa kapitałowa PGZ szacowała na ok. 9 mld zł.

Rosnące zapotrzebowanie na broń strzelecką przyspieszyło rozbudowę radomskiego Łucznika. A przecież nowy zakład Fabryki Broni Radom (FBR) ukończono niedawno, pod koniec pierwszej dekady XXI wieku. Dziś, odkąd za wschodnią granicą RP rozgorzała wojna, w Łuczniku przybywa zamówień na automaty MSBS Grot i w halach zrobiło się ciasno. – To dlatego pozyskaliśmy dostępne tereny i budujemy m.in. dodatkowe obiekty, w tym magazyny – przyznaje Wojciech Arndt, prezes FBR.

Czytaj więcej

Unijne pieniądze napędzą europejską zbrojeniówkę

Bezkompromisowy chrzest bojowy przenośnych zestawów przeciwlotniczych Piorun w powietrznych starciach nad Dnieprem i ewidentne sukcesy „polskich stingerów” dały wiatr w żagle skupionym wokół centrum amunicyjnego MeskoSKO w Skarżysku Kamiennej ośrodkom konstrukcyjnym, badawczym i samym producentom rakiet. Nie bez znaczenia okazała się podążająca w ślad za rozgłosem o skuteczności polskich mandpadsów biznesowa passa: przenośne przeciwlotnicze zestawy kupiły od PGZ już kolejne kraje: USA, Gruzja, Norwegia, państwa bałtyckie. Na tym pewnie nie koniec, bo pioruny to dziś niekwestionowany światowy bestseller obrony przeciwlotniczej bardzo krótkiego zasięgu i hit eksportowy zbrojeniówki.

Potężnym impulsem dla decyzji rozwoju nowych rakiet były też zeszłoroczne rekordowe zamówienia na kilka tysięcy pocisków i kilkuset wyrzutni za ponad 1 mld zł dla Sił Zbrojnych RP.

– Wreszcie nasze wojsko przestało kupować w ilościach homeopatycznych rodzime przeciwlotnicze zestawy rakietowe, zweryfikowane w starciach nad Dnieprem – nie kryje satysfakcji wiceprezes grupy Mesko Przemysław Kowalczuk. Nic dziwnego, że w tym roku zadziałał efekt skali. – Mogliśmy w grupie Mesko przejść wreszcie od poziomu manufaktury do powszechnego na Zachodzie systemu tańszej potokowej produkcji – mówi Kowalczuk.

Większość analityków obronności, z którymi rozmawialiśmy, niepokoją niepewne konsekwencje dla gospodarki wielomiliardowych zakupów broni, przede wszystkim za granicą. – Pozyskujemy za granicą sprzęt bez offsetu i raczej drogi, bo kupowany bez konkurencyjnych przetargów, ale na to nie mamy wpływu – twierdzą eksperci. Wszyscy dziś zamawiają sprzęt taki, jaki jest po prostu dostępny w odpowiedniej jakości.

Zdaniem analityków największym zagrożeniem dla polskich firm – dziś po sufit obłożonych bieżącymi zamówieniami i zobowiązaniami do zapewnienia serwisu oraz obsługi importowanego z USA czy Korei uzbrojenia – będzie zaniechanie prac B+R w fabrykach broni. – Nie będzie na nie ani pieniędzy, ani czasu. To uniemożliwi spółkom technologiczny rozwój. A za jakiś czas, kiedy przydatność zamawianego za granicą sprzętu minie, znów będziemy musieli importować nową broń „z półki” – mówi Tomasz Dmitruk, analityk pisma „Nowa Technika Wojskowa”.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Matriał Promocyjny
Ojcowie na urlopie to korzyści dla ich dzieci, rodzin, ale i firm
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Biznes
Wiadomo już, czy Sekwana nadaje się do pływania. Organizatorzy Igrzysk Olimpijskich zdecydowali
Biznes
Pierwsza od siedmiu lat awaria rakiety Muska. Może spłonąć 20 satelitów
Biznes
Niemcy chcą się pozbyć chińskich gigantów z sieci 5G. Stają do walki z Huawei i ZTE
Biznes
UE chce, by dane napędzały biznes. Ale polskie firmy mają obawy
Biznes
„Efekt Hollywood” bije w polskie kina: dwa kwartały spadków