Wprowadzenie tzw. windfall tax w Polsce zapowiada wicepremier, minister aktywów państwowych Jacek Sasin, a „Rzeczpospolita” pokazała w poniedziałek nieoficjalne jeszcze założenia do projektu ustawy. Wynika z nich, że nowa danina od zysków nadzwyczajnych, ze stawką 50 proc., miałaby objąć nie tylko spółki sektora energetycznego, ale wszystkie duże przedsiębiorstwa, także te z sektora prywatnego, oraz banki.

Fala bankructw

Od tego czasu nie ustaje krytyka tego pomysłu. – Taki podatek doprowadzi do fali niekontrolowanych bankructw i uderzy w polską gospodarkę – ostrzegła we wtorek Rada Przedsiębiorczości, która zrzesza największe organizacje pracodawców.

– Pomysł nowego podatku pojawia się w momencie, kiedy przedsiębiorstwa borykają się z ogromnym wzrostem obciążeń związanym z gwałtownie rosnącymi cenami prądu, gazu i ciepła, spadkiem zamówień i trudnościami związanymi z zerwanymi łańcuchami dostaw. Grożą nam poważne trudności gospodarcze i recesja. Rząd, zamiast proponować rozwiązania łagodzące kryzys, zapowiada wprowadzenie kolejnego, absurdalnego podatku od nieistniejących zysków nadzwyczajnych, bo te ewentualnie mogą posiadać jedynie spółki Skarbu Państwa – zaznacza Rada.

Czytaj więcej

Energetyka wie, jak uniknąć podatku od nadmiarowych zysków

Negatywny wpływ

– Nieprzemyślane pomysły podatkowe zamiast zażegnać, grożą pogłębieniem kryzysu, a co gorsza strukturalnymi zmianami na lata przekreślającymi konkurencyjność i rozwój polskiej gospodarki – wtóruje też think tank Warsaw Enterprise Institute. – Apelujemy o jak najszybsze wycofanie się z dalszych prac nad tym pomysłem – podkreśla WEI.

– Objęcie banków podatkiem od nadzwyczajnych zysków byłoby niewybaczalnym błędem – komentował też we wtorek Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich. – Oznaczałoby to ograniczenie zdolności do finansowania przedsiębiorstw i rozwoju gospodarczego przez sektor bankowy w Polsce – przestrzegał Pietraszkiewicz.

Waldemar Markiewicz, prezes Izby Domów Maklerskich, wskazuje zaś na negatywny wpływ na rynek kapitałowy. – W ostatnich miesiącach rynek ten przeżywa trudne chwile, a takie inicjatywy nie wpływają na wzrost zainteresowania polskimi spółkami przez inwestorów, tych krajowych i zagranicznych. Poniedziałkowe spadki indeksów giełdowych potwierdzają ocenę tego pomysłu – mówi Markiewicz.

Razem z Unią

Z kolei Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, trochę broni „podatku Sasina”, zauważając, że dla całej gospodarki najważniejsza jest obecnie stabilizacja cen energii, a koszty działań osłonowych dla gospodarstw domowych i firm są bardzo wysokie dla finansów publicznych i tym samym dla podatników.

– Jeżeli w tej sytuacji powstają nadzwyczajne zyski firm energetycznych, to podobnie jak już w kilku krajach UE jest uzasadnienie do podatku od tych nadzwyczajnych zysków – mówi Borys.

Ciekawe, że akurat z tym poglądem organizacje biznesowe mogę się zgodzić z prezesem Borysem. Rada Przedsiębiorczości podkreśla bowiem, że prace nad windfall tax mogą być ewentualnie prowadzone, ale tylko na szczeblu UE i na zasadach przez nią proponowanych – tj. obciążenia spółek energetycznych, paliwowych czy surowcowych, które rzeczywiście uzyskują nadzwyczajne zyski.

Czytaj więcej

Beata Javorcik: Nadmierne zyski firm? To zadanie dla UOKiK-u

Kto zapłaci

Propozycja „podatku Sasina” różni się od unijnej propozycji także pod względem wyższej stawki daniny czy samej wadliwej konstrukcji liczenia zysków nadzwyczajnych. A co istotne, otwiera też furtki do obejścia tego podatku paradoksalnie dla tych podmiotów, które faktycznie mogą najwięcej zyskiwać na obecnej sytuacji. Chodzi tu o możliwość odliczenia od opodatkowania określonych kategorii inwestycji. – Energetyka nie będzie miała problemu, aby te inwestycje wykazać – wskazuje Kamil Kliszcz, analityk mBanku.

Z naszych szacunków wynika, że branże energetyka i paliwa mogą dać podatku ok. 10 mld zł (z ok. 13,5 mld zł, na jakie liczy premier Sasin). Jednak po odliczeniu inwestycji może zostać z tego niewiele. Np. potencjalnie najwięksi płatnicy, jak połączony PKN Orlen z PGNiG, JSW czy KGHM, mogą obniżyć skalę podatku przez inwestycje w wydobycie czy nowe źródła produkcji energii.

—współpraca Przemysław Tychmanowicz, Bartłomiej Sawicki

Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Sławomir Dudek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju

Ocenę tego rozwiązania bardzo szybko dostarczyły rynki finansowe, kursy spółek, które mogą podpadać pod nowy podatek, spadły. W gospodarce rynkowej nie ma darmowych obiadów. Kto za to zapłaci? Zapłacili już oszczędzający w PPK czy OFE. To rozwiązanie zadziała też negatywnie na inwestycje firm, w tym te służące transformacji energetycznej. Co do samej idei windfall tax, to jest ona bzdurna, nie ma czegoś takiego jak zyski nadzwyczajne – zyski są wynikiem procesów rynkowych działania popytu i podaży. A w przyszłości, jak przyjdą straty, będziemy zwracać podatek i definiować straty nadzwyczajne?