Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o wizycie Nancy Pelosi na Tajwanie

Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC) to największy na świecie dostawca układów scalonych. Odpowiada za niemal co drugi wyprodukowany półprzewodnik. W przypadku najbardziej zaawansowanych chipów (np. tych, które trafiają choćby do iPhone'ów) Tajwan dostarcza nawet 90 proc. produkcji.

– Konflikt zbrojny między Chinami a Tajwanem miałby zapewne katastrofalne skutki, nie tylko dla samej branży IT, ale także dla szeroko rozumianego przemysłu czy motoryzacji. Bez tych podzespołów trudno będzie wyprodukować zarówno komputery, telefony, konsole do gier, jak i samochody z nowoczesnymi systemami bezpieczeństwa – mówi Piotr Kawecki, prezes ITBoom.

Gorzej niż w pandemii?

Już pandemia i zerwane łańcuchy dostaw doprowadziły do globalnego niedoboru chipów. Problem unaocznił zależność światowej gospodarki od Tajwanu. Niedobór półprzewodników miał ogromny wpływ nie tylko na sektor elektroniki użytkowej (głośno było choćby o brakach nowej konsoli PlayStation), ale również na przemysł motoryzacyjny, zmuszając wiele dużych firm do wstrzymania produkcji.

Eksperci sądzą, że skutki potencjalnej eskalacji obecnego napięcia między Chinami a Tajwanem byłyby znacznie bardziej dotkliwe. Wystarczy wspomnieć, że z Tajwanu wywodzą się potentaci na rynku komputerów, smartfonów, nośników danych czy rozwiązań teleinformatycznych, jak Asus, Acer, MSI, Zyxel, D-Link, BenQ, HTC, MediaTek, Realtek, Adata czy United Microelectronics Corp. i Foxconn.

Czytaj więcej

Rosja szuka surowców, które pozwolą trzymać świat w szachu. Neon nową nadzieją

Sławomir Stanik, country manager Asus w Polsce, uspokaja. Przekonuje, że firma trzyma rękę na pulsie, a konsumenci nad Wisłą nie powinni się obawiać, że sprzęt zniknie z półek. – Obserwujemy rozwój wydarzeń politycznych i ekonomicznych mogących wpływać na nasze operacje. Biorąc pod uwagę nasze doświadczenie rynkowe i planowanie z wyprzedzeniem, jesteśmy spokojni o terminy dostaw produktów czy komponentów, a także rozwój innowacji tworzonych w Tajwanie – przekonuje. – Nasze biura, fabryki i partnerzy działają normalnie. Jesteśmy przekonani, że ta alarmująca sytuacja nie wypłynie na ciągłość naszej działalności – dodaje.

Czarne scenariusze

Nie ulega jednak wątpliwości, iż potencjalny konflikt zachwiałby światowymi łańcuchami dostaw. Dawid Krzysiak, dyrektor A.T. Kearney w Warszawie, wskazuje, że możliwych jest kilka scenariuszy eskalacji napięcia w tej części Azji – od chińskich sankcji, które się już zaczęły, poprzez blokadę wyspy, po inwazję. Jego zdaniem pierwszy z negatywnych scenariuszy spowodowałby zapewne wstrzymanie eksportu z Chin do Tajwanu i USA metali ziem rzadkich i wafli krzemowych, niezbędnych przy produkcji półprzewodników.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

– Z drugiej strony ta decyzja uderzyłaby również w chińską gospodarkę, która w 35 proc. opiera się na chipach importowanych z Tajwanu – tłumaczy Krzysiak.

Blokada wiązałaby się z kolei nie tylko odcięciem świata od tajwańskiej produkcji, ale też potężnymi kłopotami z dostawami od innego technologicznego giganta – Korei Płd. – Taki scenariusz to kompletny paraliż dla wielu gałęzi światowej gospodarki – wskazuje Krzysiak.

W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2022 r. prawie połowa kontenerowców pływających po światowych wodach korzystała z Cieśniny Tajwańskiej. – Przewożą one nie tylko podzespoły i sprzęt IT, ale także odzież, żywność i wiele innych komponentów, bez których światowy przemysł nie jest w stanie dobrze prosperować. Zmiana kierunków i ponowne ułożenie tras transportu morskiego skutkowałaby ogromnymi opóźnieniami dostaw – zauważa Kawecki. I zaznacza, że świat sobie poradzi w dłuższym terminie z kryzysem, ale wzrost cen w wielu gałęziach gospodarki i inflacji byłby nieunikniony.

Najczarniejsza z opcji – konflikt zbrojny – wiązałaby się z niespotykanymi dotąd turbulencjami. – Wedle prognoz tylko w pierwszym roku wojny straty sięgnęłyby 15 proc. PKB USA i do 35 proc. PKB Chin. To byłoby bezprecedensowe zdarzenie – dodaje Dawid Krzysiak.

Załamanie branży PC i tabletów

Sprzedaż komputerowego segmentu koncernu Intel w II kwartale br. zanurkowała aż o 25 proc. rok do roku. Kierujący firmą Pat Gelsinger twierdzi, że to efekt ostrego hamowania na rynku PC. Zamówienia spadają, bo – jak wskazuje – producenci sprzętu „ograniczają zapasy w tempie niespotykanym od dekady”. Intel ocenia, że w br. rynek pecetów skurczy się o 10 proc. Ale problemy dotykają też branży tabletów: ich sprzedaż w II kwartale tąpnęła globalnie o 15 proc. – wynika z danych Strategy Analytics. Z kłopotami zmaga się też Nintendo. Producent konsol drugi rok z rzędu notuje sprzedaż swojego flagowego urządzenia Switch. W II kwartale 2022 r. stopniała ona o jedną czwartą. Japończycy mówią wprost: to wina niedoboru chipów. Nie lepiej jest w europejskiej branży smartfonów. Jak podaje Counterpoint Research, II kwartał przyniósł 11-proc. spadki dostaw.