Rz: Po ostrym kryzysie na wschodniej granicy celnicy wrócili do pracy, ale kolejki ciężarówek czekających do odprawy nie zniknęły. Musimy się do nich przyzwyczaić?
Jacek Kapica:
W najbliższych latach przejść towarowych dla tirów na naszym odcinku granicy wspólnego obszaru celnego UE nie przybędzie. Towarowe terminale modernizujemy, ale skala przewozów towarowych na naszej wschodniej granicy gwałtownie rośnie. Co roku na każdym przejściu odnotowujemy kilkunasto-, a nawet kilkudziesięcioprocentowy wzrost liczby pojazdów.
I nie da się nic zrobić?
W Finlandii, na granicy z Rosją, kierowcy też czekają po 50 godzin na odprawę, ale tam przed przejściami wybudowano specjalne parkingi. Kierowcy rejestrują się, wyłączają silnik i mogą czekać na swoją kolej, korzystając z wszelkich socjalnych udogodnień. Uzgadniamy z rządem wprowadzenie takich rozwiązań u nas. Służba Celna przygotowuje się też na wypadek działania w sytuacji kryzysowej. Tworzymy 200-osobowy zespół funkcjonariuszy spośród celników służących obecnie w grupach mobilnych, którzy w ciągu 24 godzin będą przerzucani na obciążone przejścia. Dyrektorzy izb celnych wyznaczą też do nadzwyczajnych działań część funkcjonariuszy, którzy na co dzień pracują za biurkami.