– W tym roku będziemy mieli do czynienia ze stagnacją w handlu zagranicznym. Kraje Europy Zachodniej, które są największymi odbiorcami naszych towarów rolno-spożywczych, nadal mogą odczuwać skutki kryzysu – mówi „Rz” Wiesław Łopaciuk z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, autor najnowszej prognozy sprzedaży zagranicznej w 2010 r. Tegoroczna wartość eksportu żywności i surowców rolnych ma wynieść według niej 11,25 mld euro. Import natomiast ma sięgnąć 9,06 mld euro.
W ubiegłym roku, po raz pierwszy od naszego wejścia do Unii Europejskiej, spadła wartość eksportu artykułów rolno-spożywczych. Według IERiGŻ wyniosła ona ok. 11,2 mld euro i była o 2,2 proc. niższa niż w 2008 r. Import był na poziomie 9,1 mld euro.
Zdaniem ekonomistów spadek eksportu w 2009 r. byłby głębszy, gdyby nie korzystny dla eksporterów kurs złotego. Dzięki osłabieniu naszej waluty eksporterzy mogli być bardziej konkurencyjni cenowo. W przeliczeniu na naszą walutę eksport wyniósł w 2009 r. ok. 48,5 mld zł, czyli był o niemal 20 proc. wyższy niż w 2008 r.
W tym roku krajowa waluta nie pomoże naszym eksporterom. IERiGŻ szacuje, że w 2010 r. trafi do nich łącznie prawie 43,7 mld zł.
Dariusz Sapiński, prezes Mlekovity, jednej z największych firm mleczarskich w Polsce, uważa, że już obecny kurs złotego do euro (według NBP w piątek trzeba było zapłacić za nie średnio ok. 3,85 zł) sprawia, iż eksport przestaje być opłacalny. – Jeżeli złoty będzie się nadal umacniał, zaleją nas towary z importu. A to oznacza tragedię dla polskich firm mleczarskich – uważa szef Mlekovity. Waldemar Broś, prezes Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, zwraca uwagę, że coraz więcej trafia do Polski m.in. zagranicznego sera. Według wstępnych szacunków w pierwszym kwartale jego import zwiększył się o jedną piątą.