Jednocześnie o ok. 10 proc. mają spaść koszty korzystania z lotnisk regionalnych. Podwyżce ulegają dwa rodzaje opłat: terminalowe (za starty i lądowania) oraz przelotowe. To znaczy, że wzrosną ich koszty dla przewoźników, w efekcie więc także ceny biletów lotniczych dla pasażerów.

– Opłaty pobierane przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej stanowią ok. 4 proc. ceny biletu – szacuje Mikołaj Karpiński, rzecznik resortu infrastruktury. Dla LOT oznacza to wzrost wydatków o 16 mln zł rocznie. Z tego 11 mln zł to wzrost opłat terminalowych, bo spółka najczęściej korzysta z polskich lotnisk. LOT więc lobbuje za brakiem opłat. Protestują także inni przewoźnicy zrzeszeni w AEA i IATA – europejskim i światowym stowarzyszeniu linii lotniczych. Szef AEA po napisaniu listów do wiceministra infrastruktury Tadeusza Jarmuziewicza teraz wybiera się do niego z osobistą interwencją.

Podwyżki w lotnictwie to na razie propozycje złożone przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej do Urzędu Lotnictwa Cywilnego, a nie oficjalne ustalenia. Jeśli strony dojdą do porozumienia, to nowe stawki opłat lotniczych mają wejść w życie od 2011 roku.

– Wzrost opłat nie jest naszym wymysłem, który ma na celu dobicie rynku – mówi Katarzyna Krasnodębska, rzecznik ULC. – Zgodnie z rozporządzeniem unijnym wydatki agencji muszą odpowiadać uiszczanym przez linie lotnicze opłatom.

Jak mówi Grzegorz Hlebowicz, rzecznik Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, agencja nie zarabia na przewoźnikach.

– Wysokość opłat odpowiada ponoszonym przez nas kosztom, które zmniejszyliśmy już o kilkadziesiąt milionów złotych rocznie – mówi.

Problem polega na tym, że agencja ma mniejsze wpływy, bo linie lotnicze latają mniej.

Jak dodaje Katarzyna Krasnodębska, podwyżki muszą również zostać ujęte w rozporządzeniu wydanym przez ministrów finansów i infrastruktury na podstawie ustawy Prawo lotnicze. Ustawy jednak jeszcze nie ma. Jej nowelizacja trwa od 2006 roku. I końca prac nie widać.