Reklama

Tanie linie opanowują Europe

Swój powrót na lotnisko w Modlinie irlandzki Ryanair uczcił promocjami biletów. Podobnie niskie ceny zaoferował wcześniej inny przewoźnik niskokosztowy, który ma swoje bazy w Polsce – Wizz Air.

Aktualizacja: 23.09.2013 09:34 Publikacja: 23.09.2013 00:13

Tanie linie opanowują Europe

Foto: Bloomberg

Na najbliższych trasach, np. do Budapesztu czy Oslo, można polecieć od 19 zł. To „goła" cena biletu, jeśli pasażer wydrukuje kartę pokładową, będzie miał jedynie bagaż ręczny i nie wybierze sobie miejsca w samolocie. Widać jednak wyraźnie, że niskokosztowe linie rywalizują ze sobą ostrzej niż dotychczas. Zaś ich oferta, przy wszystkich dolegliwościach dla pasażerów, zaczyna już być poważnym problemem dla tradycyjnych linii operujących z Polski.

Ryanair tnie ceny, ale przenosi się do Modlina, dokąd dojazd kosztuje i czas, i pieniądze. Wizz Air zostaje na warszawskim lotnisku im Chopina. – Jeśli nasi pasażerowie wolą latać z Warszawy, nie będziemy ich zmuszać do dłuższych dojazdów – powiedział „Rz" prezes węgierskiej linii Jozsef Varadi. I zapewnia, że jest w stanie utrzymać niskie ceny z lotniska Chopina.

Strategia Wizzaira polega na tym, aby unikać bezpośredniej konfrontacji z agresywnymi Irlandczykami. I obydwie linie umacniają się na polskim rynku. Linie niskokosztowe w naszym kraju przewożą już połowę pasażerów i nie ukrywają, że mają apetyt na więcej. Polska nie jest wyjątkiem. W Hiszpanii takie linie „zgarnęły" 67 proc. rynku, w Wielkiej Brytanii 60, a na Węgrzech 59 proc. Inwazji low-costów najbardziej opiera się Francja, ale i Air France zapowiada zmniejszenie oferty z paryskiego lotniska Orly na rzecz połączeń niskokosztowej Transavii.

Nie wiadomo natomiast, jaka będzie przyszłość relacji Lot-Eurolot, chociaż wydaje się, że obecne tarcia szkodzą obydwóm przewoźnikom, a z braku wspólnej strategii do woli korzysta konkurencja, która wyraźnie zmienia formułę, w jakiej działała dotychczas.

Ryanair doszedł do wniosku, że proste metody prowadzące do wzrostu już się wyczerpały. Zła prasa i informacje o fatalnym traktowaniu pasażerów już przestały działać na korzyść przewoźnika, „który gotów jest na wszystko", byle tylko tanio przewieźć pasażerów. Jeśli rzeczywiście dotrzyma słowa, będzie to kolejny problem dla linii tradycyjnych.

Reklama
Reklama

Brytyjski easyJet poddał się jako pierwszy. Zwiększył odstępy między fotelami i po 18 latach istnienia na jego stronie internetowej można już kupić bilet „all inclusive", który pozwala i wybrać miejsce, i oddać bagaż do luku.

Jakby jednak formuły linii niskokosztowych i tradycyjnych nie zbliżały się do siebie, to i tak „low-costy" mają jedną wielką przewagę: latają do niedużych portów, gdzie tradycyjnych przewoźników nie ma. I dzięki temu tanie linie zwiększają swój udział w rynku.

Biznes
Analitycy: Orange Polska to znowu dojna krowa. Dywidenda mniejsza niż możliwości
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Biznes
Szef Sierpnia 80 o przyszłości JSW: „Tym sposobem spółki nie uratujemy”
Biznes
Ekspert: Grupy ransomware działają jak firmy, za przyzwoleniem Rosji czy Białorusi
Biznes
Firmy wracają do rekrutacji, rozmowy w Genewie, niemiecka gospodarka bez paliwa
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama