fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Dla inżyniera etat w trzy miesiące

Politechnika Warszawska
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Uczelnie techniczne rosną w siłę. To najchętniej wybierane studia w kraju. Czy nie są pułapką dla młodych?
Politechniki zdobywają przebojem kolejne rankingi. W opublikowanym kilka dni temu zestawieniu szkół wyższych badającym, absolwenci których uczelni zarabiają najlepiej, w pierwszej dziesiątce znalazło się aż siedem szkół technicznych.
Młodych ludzi na ten rodzaj studiów przyciąga m.in. rządowy program kierunków zamawianych, który oferuje najlepszym co miesiąc nawet 1 tys. zł ekstra stypendium motywacyjnego. Ale nie tylko. Większe zainteresowanie ofertą politechnik widać także na tych kierunkach, które nie są objęte rządowym wsparciem. Maturzyści dokonują coraz dojrzalszych wyborów. Zdają sobie sprawę z tego, że tytuł inżyniera to nie tylko gwarancja znalezienia pracy, ale także o wiele wyższych zarobków. Wyższych niż te, które rynek oferuje absolwentom studiów humanistycznych, powszechnie uważanych przez młodzież za przyjemniejsze i prostsze.
O polskich inżynierów coraz częściej pytają Niemcy, Czesi, Skandynawowie
Nasuwa się jednak pytanie, czy run na politechniki nie spowoduje, że za kilka lat grupę bezrobotnych będą masowo zasilać inżynierowie?

7 tys. zł dla inżyniera

Na początek kilka liczb. Gdy w 2008 roku Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłaszało pilotaż programu kierunków zamawianych, dane z rynku pracy mówiły o tym, że w ciągu pięciu najbliższych lat rynek pracy będzie upominał się o 50 tys. inżynierów.
Opowiada Paweł Kurzyński, rzecznik Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, instytucji, która koordynuje ten program. – Założenia mówiły, że do 2015 r. na studia o strategicznym znaczeniu dla gospodarki przyjętych zostanie ok. 21 tys. osób, a ukończy je w sumie 18 tys. absolwentów. Tymczasem po czterech edycjach konkursów, czyli do 2012 r., na studia zostało przyjętych blisko 65 tys. osób – mówi.
Natychmiast odnotowały to statystki dotyczące rekrutacji. W roku akademickim 2011/ /2012 w pierwszej piątce najchętniej wybieranych uczelni były cztery politechniki i tylko jeden uniwersytet, zresztą na piątej pozycji. O jeden indeks na Politechnice Warszawskiej ubiegało się średnio 8,7 maturzystów. Cztery lata wcześniej sytuacja była odwrotna. W pierwszej piątce najbardziej obleganych uczelni były cztery uniwersytety i jedna politechnika.
Siłę kierunków technicznych pokazuje też zestawienie najpopularniejszych kierunków. W rekrutacji 2011/2012 na pierwszym miejscu było budownictwo, które chciało studiować blisko 30 tys. osób, w porównaniu z rokiem 2007/2008 liczba chętnych wzrosła o blisko 85 proc. W tym samym czasie zainteresowanie studiami prawniczymi czy pedagogicznymi spadło odpowiednio o 23 proc. i 31 proc.

Biznes z uczelnią

Odpowiedź, dlaczego tak się dzieje, daje najświeższy ranking wynagrodzeń absolwentów przygotowany przez firmę Sedlak & Sedlak. Dane dotyczą 2012 r. W pierwszej dziesiątce uczelni znajduje się aż siedem politechnik. Na czele zestawienia stoi warszawska Szkoła Główna Handlowa, mediana (wartość środkowa) zarobków jej absolwentów wynosi 8,1 tys. zł brutto, druga jest Politechnika Warszawska z medianą wynoszącą 7 tys.
Absolwenci gdańskiej czy wrocławskiej uczelni technicznej mogą liczyć na zarobki w granicach 6 tys. zł, to więcej, niż  płaci się absolwentom Uniwersytetu Warszawskiego (media 5,5 tys. zł).
Czy rynek pracy jest w stanie przyjąć taką ilość inżynierów? Kurzyński wskazuje, że przed uruchomieniem programu kierunków zamawianych przeprowadzono badania, które dziedziny gospodarki do 2015 r. będą zgłaszały największe zapotrzebowanie na kadrę. – Te potrzeby mają zaspokoić absolwenci „zamawianych" – mówi. Podobne badania NCBiR przeprowadził na przełomie lat 2011/2012, tym razem wskazując najbardziej strategiczne obszary dla polskiej gospodarki w perspektywie do 2020 r. Potem takie dane omawiane są z partnerami programu.
– Planowanie przebiega we współpracy nie tylko z uczelniami, ale także z pracodawcami, którzy sami przewidują swoje przyszłe potrzeby co do kwalifikacji i zakresu wykształcenia absolwentów, których chcieliby zatrudnić. Nie można wykluczyć i przewidzieć nagłych zmian, jakie mogą nastąpić w gospodarce, ale można przyjąć, że ryzyko niewłaściwego kształcenia jest w pełni minimalizowane – podkreśla rzecznik NCBiR.
O tym, jak wygląda współpraca między uczelnią a rynkiem pracy, wielokrotnie na łamach „Rz" opowiadał Bartosz Dembiński, rzecznik prasowy krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Uczelnia powołała konwent, w skład którego wchodzą władze wielu koncernów, przedstawiciele administracji rządowej i samorządowej. Konwent pomaga prognozować, w jakim kierunku powinna iść polityka kształcenia zarówno w kontekście kierunków, jak i liczby przyszłych absolwentów. Uczelnia dzięki stałemu kontaktowi z biznesem i samorządem wie, jak ustawić parametry kształcenia, by jej absolwenci nie mieli problemu ze znalezieniem pracy. Z przedstawionych w czerwcu 2012 r. wyników badania losów jej absolwentów wynika, że blisko 80 proc. z nich znajduje pracę w wyuczonym kierunku w ciągu trzech miesięcy od uzyskania dyplomu.

Globalne braki

O tym, że politechniki nie staną się kuźnią bezrobotnych inżynierów, przekonują też specjaliści zajmujący się rynkiem pracy. Z globalnego raportu firmy ManpowerGroup opublikowanego w 2012 r., który został opracowany na podstawie badań 38 tys. pracodawców z 41 krajów, wynika, że rynek pracy domaga się większej ilości pracowników z tytułem inżyniera. W skali globalnej inżynierowie byli drugą najbardziej pożądaną kategorią pracowników. Pracodawcom najczęściej brakuje inżynierów mechanicznych, elektrycznych i lądowych.
Z kolei w Polsce w 2012 r. inżynierowie znaleźli się po raz pierwszy na czele listy najtrudniejszych do obsadzenia zawodów. Zestawienie wyników badania w ostatnich pięciu latach wskazuje na stały i rosnący problem polskich firm z pozyskiwaniem kandydatów z tym wykształceniem.
Eugenia Zbaraszczuk, analityk z Banku Danych o Inżynierach, zwraca uwagę, że z kaprysami gospodarki muszą się liczyć inżynierowie z branży budowlanej, pozostali mogą spać spokojnie. – Bardzo dobrze rokuje rynek tzw. produktów szybko zbywalnych, czyli branża spożywcza czy produkująca środki czystości. Przechodzą one procesy automatyzacji, a to oznacza, że potrzebują konstruktorów, automatyków, inżynierów z branży energetycznej i elektronicznej. Jak zawsze w cenie są informatycy, tych potrzebuje już nie tylko duży przemysł, ale także firmy z sektora małych i średnich przedsiębiorstw – podkreśla.
Wskazuje też, że o polskich inżynierów coraz częściej dopytują się Niemcy, Czesi oraz kraje skandynawskie. – Finowie i Szwedzi bardzo wysoko cenią sobie polskie wydziały energetyki, szczególnie interesują się specjalistami z zakresu odnawialnych źródeł energii, wyłuskują ich też Niemcy oraz Austriacy – dodaje.

Dobra jakość

Mocną stroną politechnik jest jakość kształcenia. Te studia wymagają  zaplecza laboratoryjnego, dlatego nie zostały opanowane przez podmioty niepubliczne, których priorytetem działania nie zawsze jest jakość.
Ma to odzwierciedlenie w wynikach kontroli Polskiej Komisji Akredytacyjnej, która kontroluje proces kształcenia. Kierunki techniczne należą do tych, wobec których  PKA ma najmniej uwag, co więcej, wiele zostało wyróżnionych jako te, które oferują ponadprzeciętne warunki studiów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA