fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Czekając na szybszy wzrost, pamiętajmy o rozwoju

Mateusz Morawiecki, prezes Banku Zachodniego WBK
Fotorzepa, Darek Golik DG Darek Golik
Polska gospodarka ma siłę i potencjał, by po krótkim spowolnieniu wrócić na ścieżkę wzrostu – pisze prezes Banku Zachodniego WBK
Nadchodzący rok 2013 stał się już w powszechnym przekonaniu czasem mocnego spowolnienia gospodarczego. Choć jednak naiwnością byłoby starać się patrzeć na położenie naszej gospodarki przez różowe okulary, warto na chwilę uchylić tę kotarę pesymizmu. W przeciwnym razie widzieć będziemy jedynie obraz wykrzywiony przez pryzmat kryzysowych przepowiedni.
Rzeczywistość gospodarczą odbieramy jako kryzys, obserwując najbliższe otoczenie. Od pewnego czasu obserwujemy pogorszenie się niektórych ważnych wskaźników gospodarczych. Rośnie liczba bezrobotnych, spada konsumpcja, maleje produkcja przemysłowa, płace nie nadążają za inflacją, która pozostaje na poziomie wyższym od założonego celu, wokół słabe nastroje i kasandryczne przepowiednie.
Jednocześnie kryzys kreuje także nowe okazje i wie to każdy przedsiębiorca. Z jakim „kryzysem" mamy jednak do czynienia? Czy czeka nas okres wyłącznie negatywnych zjawisk, na które z obawą wyczekują media i wielu obywateli? Nie przywiązywałbym się do takiego obrazu rzeczy. Poza wyraźnymi oznakami spowolnienia widać bowiem szereg zjawisk i faktów, które wskazują, że polska gospodarka ma siłę i potencjał, by po krótkim spowolnieniu wrócić na ścieżkę wzrostu.
W Polsce nie obserwujemy spadku PKB, lecz jego wolniejszy przyrost. Prognozy mówią o jeszcze wolniejszym w roku przyszłym, bardzo nieliczne spośród nich zakładają recesję. Niekorzystne zjawiska obserwowane na co dzień nie staną się dzięki temu przyjemniejsze, ale jest szansa na to, że będą mniej dotkliwe a ich skutki krótkotrwałe. Świadczą one też o tym, że z uwagi na zmieniające się warunki w gospodarce globalnej, gospodarka polska przechodzi okres adaptacyjny. To zdolność do adaptacji pozwoliła nam na uniknięcie recesji w najtrudniejszym okresie pierwszej fali kryzysu. W 2009 roku nasza gospodarka urosła o 1,7%. Dla porównania, prognozy na obecny rok wskazują na wzrost około 2%, a na rok 2013 zakładają utrzymanie wzrostu powyżej 1%. Oczywiście, to przyrost zbyt mały, by generował nowe miejsca pracy czy zahamował wzrost bezrobocia. Może być jednak znacząco wzmocniony przez odpowiednie działania zmierzające do uelastycznienia rynku pracy i zmniejszenia liczby zawodów regulowanych.

Otwieranie gospodarki

Polska awansowała ostatnio w rankingu Doing Business, trafiając na miejsce 55.  z 62. rok wcześniej. Należy dokładać starań, by ta pozycja była jeszcze wyższa, już dziś jednak należy docenić ten skok, który czyni z Polski jednego z liderów zmian na rzecz poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Powody do narzekania dla wielu przedsiębiorców nie znikną z dnia na dzień, kierunek zmian jest jednak dla małego i średniego biznesu korzystny i jest to kurs, który należy konsekwentnie trzymać, chcąc mierzyć się z kryzysowymi trudnościami. Dlatego tak ważne są takie projekty jak deregulacja zawodów, kolejne ułatwienia dla przedsiębiorców, itp. Najważniejszym celem deregulacji jest przecież otwieranie gospodarki polskiej dla nowych podmiotów, nowych przedsiębiorców, nowych szans.  Efektem tych działań powinna być nie tylko lżejsza droga na rynek pracy dla młodych ludzi. Zderegulowanie zawodów może stanowić impuls dla dodatkowego przyrostu PKB, nawet powyżej 1 proc. rocznie. Trudno przecenić rangę tej sprawy dla polskich firm, zwłaszcza tych małych i średnich.

Polskie szanse

A polskie firmy pokazują, że szanse potrafią wykorzystywać umiejętnie i z sukcesem. Traktując kryzys jako dobrą okazję do ekspansji na globalnym rynku, zakładają i kupują spółki za granicą. Dotyczy to nie tylko gigantów takich jak KGHM, ale także mniejszych spółek jak Konspol czy Ferro, która stała się liderem w produkcji armatury łazienkowej u obu naszych południowych sąsiadów. Bardzo prężne są za granicą polskie firmy IT. Polscy eksporterzy szukają dla siebie wciąż nowych „jedwabnych szlaków". Postępująca dywersyfikacja polskiego eksportu jest jednym z czynników łagodzących skutki uzależnienia od rynku niemieckiego w okresie spowolnienia. Eksport do naszego zachodniego sąsiada wprawdzie nie rośnie, rośnie natomiast w tempie imponującym eksport do innych krajów naszego regionu i nie tylko. W ciągu roku eksport do Rosji i na Ukrainę wzrósł o 20 proc, o 8 proc. o Słowacji. Około. 8-procentowy wzrost eksportu nastąpił także na kierunku brytyjskim.
Dodatnie saldo obrotów towarowych (84 mln euro po wrześniu) oraz 20-procentowy wzrost eksportu polskich firm do krajów Europy Środkowo-Wschodniej, przy jednoczesnym spadku o 2 proc. eksportu do strefy euro, pokazuje, że polscy eksporterzy bardzo elastycznie, a zarazem umiejętnie odnajdują się w dynamice zmian otaczającej nas koniunktury gospodarczej.
Podobnie dobrze sobie radzić potrafią polscy producenci. Kiedy światowi giganci produkcji poszukują tańszych substytutów, nasze firmy trzymające wysoką jakość produktów i usług mogą zyskiwać: Deutsche Bahn zamówiło w bydgoskiej firmie Pesa 470 pociągów, wartość kontraktu oceniana jest nawet na 5 miliardów złotych. Volvo przeniosło do Polski całą swoją produkcję autobusów w Europie. Takich przykładów może być znacznie więcej.
Dodatkowo, Polska wciąż może skutecznie konkurować jeśli chodzi o koszty pracy, które na globalnym rynku wyceniane są dość nisko (choć nieuchronnie rosną). Wciąż rośnie jednak także nasza produktywność, która od 2000 roku wzrosła w Polsce o 40 proc. (to czterokrotnie więcej niż w całej UE). Dziś poziom wydajności pracy w Polsce to około 67 proc. średniej unijnej.  Statystyki podają efekty. Według danych Eurostatu, jeszcze trzy lata temu PKB na głowę mieszkańca Polski wynosił 56 proc., w 2011 roku było to już 65 procent średniej unijnej.
Mamy więc powody także do optymizmu – zarówno kiedy spojrzymy na aktywność polskich przedsiębiorstw, jak i działania ze strony państwa. Nie do przecenienia jest dzisiaj duża wiarygodność finansowa naszego kraju, stale potwierdzana popytem na polskie obligacje skarbowe. Kilka dni temu pobity został kolejny rekord rentowności polskich obligacji 10-letnich, których cena wynosi 3.71. Rośnie też zaufanie inwestorów zagranicznych do naszej waluty. Niedawno pojawiła się informacja, że złoty znalazł się w rezerwach walutowych niektórych azjatyckich banków centralnych. Złoty jest także jednym z głównych czynników amortyzujących skutki zawirowań na europejskim czy globalnym rynku.  W tym momencie usytuowanie poza strefą euro pozwala nam na niezbędną elastyczność. Wreszcie, zmniejszający się wskaźnik relacji długu publicznego do PKB tworzy solidne fundamenty pod przyszłe ożywienie, którego początków możemy upatrywać około połowy 2013 roku. Nie będzie to od razu wzrost skokowy, ale wcale takiego nie potrzebujemy. Taki wzrost musi mieć solidne podstawy w infrastrukturze, finansach państwa, prawie. Nie w nadmiernie „hołubionej" konsumpcji, która daje raczej krótkotrwały i – pod wieloma względami – ryzykowny impuls wzrostu raczej niż realny rozwój w dłuższej perspektywie. Ryzykowny, bo nadmiar konsumpcji nieuchronnie prowadzi do wzrostu deficytu na rachunku bieżącym, deficytu handlowego, a także bardzo często wzmacnia deficyt budżetowy.
Niezależnie od ostatecznego kształtu negocjacji unijnych, przed nami także kolejna faza inwestycji w infrastrukturę drogową, kolejową, inwestycji środowiskowych, energetycznych i samorządowych. Wszystkie one nadadzą dodatkowy pozytywny impuls  gospodarczy. I to, czy zdarzą się akurat w idealnym (antycyklicznie) momencie czy trochę za późno, ma moim zdaniem drugorzędne znaczenie. Swoisty „napój energetyczny" zaaplikowany BGK, który ma dodatkowo udzielać preferencyjnych gwarancji i poręczeń kredytowych polskim MŚP oraz uruchomienie przy udziale BGK spółki i całego programu „Inwestycje Polskie", dowodzi, że państwo tworzy rynkowe mechanizmy dla podtrzymania wzrostu.  Podobne znaczenie mają już rozpoczęte projekty infrastrukturalne w energetyce, jak inwestycja PGNiG i Tauronu w Stalowej Woli, budowa przez Orlen elektrowni we Włocławku  czy inwestycja PGE w Puławach.

Wsparcie dla rozwoju

Należy przy tym pamiętać, że w kontekście trudnych warunków za granicą, wzrost gospodarczy nie może być postrzegany jako jedyne kryterium oceny sytuacji w gospodarce. Przykłady krajów nadbałtyckich w ostatnich kilku latach pokazują, że wysoki wzrost w latach przedkryzysowych mógł być sztucznie „nadmuchany", co sprowadziło na nich bardzo zimny prysznic, kiedy kryzys powiedział „sprawdzam". Naszym celem powinno być utrzymanie stabilności i giętkości naszej gospodarki oraz przede wszystkim wspieranie rozwoju. Wzrost oparty o w nadmiernym stopniu o kredyt, a tym bardziej o nadmierny przyrost długu publicznego, którego w Polsce szczęśliwie unikamy, jest drogą donikąd.
Kolejnym po deregulacji krokiem mogą być działania na rzecz uelastycznienia prawa pracy. Zabiegi idące w tym kierunku mają dziś złą prasę, a szkoda. Tak popularna walka z tzw. „umowami śmieciowymi" nie służy kreowaniu postaw prorozwojowych. Tymczasem, dzięki umowom o dzieło czy zlecenie (określenie „śmieciówki" uważam za obraźliwe dla tych, którzy żyją z pracy na podobnych umowach) wiele osób po prostu ma źródło utrzymania. Poluzowanie prawa pracy i zracjonalizowanie jej kosztów z pewnością skłoniłoby niejednego pracodawcę do zatrudnienia pracownika na warunkach korzystniejszych dla obu stron. Za dużo jeżdżę po Polsce i spotykam się z przedsiębiorcami, aby wierzyć, że usztywnienie zasad rynku pracy zwiększy skłonność polskich małych i średnich firm do zatrudnienia. Tak więc dalsze uelastycznienie kodeksu pracy byłoby również naturalnym uzupełnieniem deregulacji, wspomagając tym samym wzrost gospodarczy. Korzyści z tego wzrostu przeważyłyby z pewnością nad niedostępnymi dziś dla tak wielu i często pozornymi przywilejami pracowniczymi.
W obecnych warunkach zapewne łatwiej jest być pesymistą, także w ocenie przyszłorocznych perspektyw. Z lotu ptaka wskazywać, że tu spadło, tam zwolniło, tu nastąpił ubytek miejsc pracy. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej dostrzec można stare i nowe źródła wzrostu oraz jeszcze nie wykorzystane dźwignie. Miejsca, w których odpowiednimi działaniami można doprowadzić do bardzo dobrych rezultatów (jak choćby w przypadku wspomnianej deregulacji, która może przyczynić się do złagodzenia problemu bezrobocia wśród młodych ludzi). Polska nie jest kolosem, który dostaje zadyszki pod własnym ciężarem - jest rozwijającą się młodą gospodarką, która ma szanse uwolnić swój potencjał i walczyć o należne (i coraz bardziej doceniane) miejsce na mapie gospodarczej świata. Czego nam dziś brakuje, to bardziej pozytywnego nastawienia do przyszłości i potraktowania jej jak wyzwania i szansy. W końcu życie gospodarcze to obszar aktywnego kształtowania rzeczywistości wokół nas zgodnie z naszymi potrzebami. Nie musimy przy tym zakładać różowych okularów, ale może zdejmijmy czasem na chwilę czarne.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA