fbTrack

Społeczeństwo

Uczuciowi mordercy

Artur Ł. zabił partnerkę i jej ośmioletniego synka
KSP
Wo­lą za­bić, niż po­zwo­lić odejść uko­cha­nej oso­bie. – Lu­dzie ma­ją pro­ble­my i nie wie­dzą, gdzie iść po po­moc – mó­wią eks­per­ci
Tłem takich zbrodni jest namiętność, zazdrość i nienawiść. Po dokonaniu zabójstwa sprawcy zwykle twierdzą, że nie mogli się pogodzić z odejściem bliskiej osoby, z jej zdradą.
Co prawda liczba morderstw spada, ale odsetek zabójstw, gdzie tłem są nieporozumienia pomiędzy partnerami, jednak wzrasta. Policja niemal nie odnotowuje w tej chwili np. zbrodni porachunkowych. Eksperci wskazują, że przyczyną takich zabójstw jest kryzys więzi międzyludzkich. Księża mówią wręcz o kryzysie rodziny.

Kochaj albo giń

Nawet śledczych zaskakują przyczyny zbrodni, gdy w tle pojawia się miłość. – Ludzie popełniają zbrodnię z uczucia, ale tak naprawdę często przyczyną jest zazdrość, czasami wręcz chorobliwa, granicząca z obsesją – uważa insp. Jerzy Skrycki, były dyrektor Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji. – Czasami do takich zbrodni dochodzi w afekcie. Wystarczy jedno słowo, czasem alkohol lub inne używki. Coś jest pod ręką i dochodzi do tragedii. Bliska osoba nie żyje – mówi policjant. W szafie mieszkania w Piekarach Śląskich znaleziono zwłoki kobiety. Okazało się, że została zamordowana przez kochanka – 21-letniego Michała O. Młody fryzjer równolegle utrzymywał kontakty seksualne z trzema kobietami. Najstarszą, która naciskała, by zerwał z pozostałymi, udusił. Ciało schował w szafie, a do mieszkania zaprosił inną. Co mogło być przyczyną zabójstwa? – Frustracja z powodu bycia w związku z trzema kobietami jednocześnie – uważa Janusz Sochacki, szef prokuratury w Piekarach Śląskich. Policjantów zaskakuje też brutalność zbrodni i fakt, że ich ofiarami padają całkowicie niewinne osoby. Do takiego zabójstwa doszło na warszawskich Bielanach. Monika S. i jej ośmioletni synek Eryk zginęli z rąk byłego partnera kobiety. Katarzyna Szyfer, szefowa żoliborskiej prokuratury, mówi, że pokłócili się o swój dawny związek. W niezwykle okrutny sposób potraktował żonę mieszkaniec Legionowa, zawodowy żołnierz. Paweł M. podejrzewał żonę o zdradę z kolegą z pracy. Kłótnia zakończyła się tragedią. Najpierw pobił kobietę, a potem ją udusił. Zwłoki zawinął w koc i wywiózł do Puszczy Kampinoskiej. Położył je na materacu, oblał benzyną i podpalił. Wielu zabójców nie potrafi sobie  poradzić z narastającą w nich frustracją – Dawno nie mieliśmy do czynienia z tak brutalną zbrodnią. W okrutny sposób zemścił się na kobiecie – mówi legionowski policjant. Sprawcy tych zbrodni nie zostali jeszcze osądzeni. Ale czeka ich surowa kara, za zabójstwo grozi do 25 lat więzienia albo dożywocie. Jak zabójcy tłumaczą dokonanie zbrodni na bliskiej osobie? O „wielkiej miłości" do swojej ofiary mówił w sądzie 51-letni Witold L. który w maju został skazany przez łódzki sąd na 25 lat więzienia za zabójstwo 33-letniej partnerki. – Oboje nie mogliśmy bez siebie żyć, ale konflikty z rodziną kobiety i trudna sytuacja finansowa sprawiły, że postanowiliśmy wspólnie odebrać sobie życie – opowiadał w sądzie. Po zabójstwie Witold L. zamierzał popełnić samobójstwo. Miał zażyć leki psychotropowe i popić je wódką. Ale próbę przeżył. Zdaniem insp. Skryckiego jako powód zabójstw z miłości najłatwiej wskazać kryzys rodziny. – Ale to sprawa szersza. Mamy kryzys stosunków międzyludzkich. Na takie zbrodnie wpływa też ogólna sytuacja społeczno-ekonomiczna. Pogoń za pieniądzem, za rzeczami materialnymi i brak czasu na pielęgnowanie wzajemnych relacji – uważa policjant.

Miłość jest egoistyczna

Prof. Zbigniew Nęcki z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważa, że miłość jest egoistyczna. – Osoba zakochana chce posiadać obiekt uniesienia na wyłączność, a wizja utraty osoby kochanej, zwłaszcza gdy taka utrata wynika z konkurencji, jest dla wielu doświadczeniem miażdżącym emocjonalnie. Wtedy rozum staje się mały, a normy społeczne, np. brak przemocy, przestają obowiązywać. O zachowaniu człowieka przeżywającego zdradę lub utratę miłości decyduje pragnienie: albo odzyskania kochanej osoby, albo zniszczenia jej i konkurencji – uważa profesor. Inspektor Skrycki dodaje, że dla większości ludzi ma znaczenie, że są dla kogoś ważni, ktoś ich potrzebuje. – I jeśli nagle okazuje się, że tak nie jest, to taka osoba czuje się bezwartościowa, tak też zaczyna traktować innych. A jak coś jest bezwartościowe, to należy się tego pozbyć. Łatwiej pozbyć się kogoś niż siebie, bo siebie człowiek kocha najbardziej – uważa insp. Skrycki. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w poprzednim roku doszło do 662 zabójstw i usiłowań morderstw. Najczęściej motywem były nieporozumienia rodzinne. – Do wielu przypadków dochodziło w zamkniętej, rodzinnej enklawie. Najczęściej na wsi. Ludzie z małych miejscowości boją się, czasami nawet nie wiedzą, do kogo zwrócić się o pomoc w przypadku problemu – tłumaczy insp. Marek Dyjasz, dyrektor Biura Kryminalnego KGP. Kim jest przeciętny zabójca? Aż 80 proc. zbrodni dokonywali mężczyźni. Najczęściej narzędziem zbrodni był nóż, a do zabójstw dochodziło we wsiach (co trzeci przypadek) lub w dużych miastach liczących powyżej 500 tys. mieszkańców (16,2 proc. zabójstw). Ponad 80 proc. sprawców znajdowało się pod wpływem alkoholu. Niemal połowa podejrzanych mieści się w przedziale 30–49 lat. Aż 60 proc. nie było wcześniej karanych. Połowa sprawców była bezrobotna. – To ludzie sfrustrowani. Bez perspektyw. Nie są w stanie poradzić sobie z piętrzącymi się problemami i decydują się na radykalne rozwiązania – dodaje Marek Dyjasz.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL