fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Nie wszczepiajmy dziecku chipa

Fotorzepa, RP Radek Pasterski
Ten, kto był ofiarą przemocy, będzie traktowany jako potencjalny sprawca w dorosłym życiu - mówi dr Wojciech Rafał Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych
Ministerstwo pracy pracuje nad utworzeniem centralnego systemu monitorowania dzieci. Co Pan sądzi o tym pomyśle?
Dr Wojciech Rafał Wiewiórowski: Bo to absurdalny pomysł. Artykuł 51 Konstytucji wyraźnie stanowi, że o obywatelu można zbierać tylko te informacje, które są niezbędne w demokratycznym państwie prawa. Zatem jeśli taki system miałby być stworzony, należało by wykazać, że dalsze funkcjonowanie państwa bez jego powstania, łączącego się z daleko idącą ingerencją w prywatność rodzin, nie jest możliwe. Nie podoba mi się zwłaszcza to, że zakres zbieranych danych ma być w nim tak szeroki – od interwencji policyjnych po wykaz obowiązkowych szczepień i informacji medycznych. Pełna inwigilacja!!! Tylko, że ministrowi pracy nie chodzi o inwigilowanie dzieci, ale o pilnowanie, by nie dochodziło do takich tragedii jak ta, której ofiarą padł Szymon z Będzina.
Nie sądzę, żeby taki centralny system zapobiegł tragediom. To, że brakuje informacji o dziecku i rodzinie wynika nie z braku systemu, ale z pewnego rodzaju zaniedbania na poziomie gminy. Od zeszłego roku we wszystkich gminach miały zostać uruchomione zespoły interdyscyplinarne, które miały zbierać i przetwarzać informacje o przemocy w rodzinie. Przewidziano też wprowadzenie tzw. niebieskich kart, zakładanych przez policję, pracowników socjalnych, nauczycieli czy lekarzy. Okazuje się, że najczęściej z tego uprawnienia korzysta policja, a inne podmioty raczej sporadycznie. Zatem jest to raczej problem organizacyjny. Z naszych informacji wynika, że zaledwie co trzecia gmina, która stworzyła system przeciwdziałania przemocy w rodzinie, we właściwy sposób wypełnia swoje obowiązki wynikające z ustawy o ochronie danych osobowych. Na wiosnę razem z MAC przesłaliśmy do tych gmin informacje o konieczności lepszego zabezpieczenia danych. Jesienią planujemy przeprowadzenie kontroli w gminach i jeśli okaże się, że te dane są chronione w niedostateczny sposób, będziemy musieli nakazać likwidację takich kartotek. Dlaczego jest pan tak bardzo przeciwny gromadzeniu informacji o dzieciach? Ponieważ znalezienie się w takim rejestrze stygmatyzuje dziecko z powodu rzeczy, których ono nigdy nie zrobiło, a wyłącznie dlatego, że dorośli – jego rodzice czy opiekunowie – zachowali się wobec niego w nieodpowiedni sposób. Obawiam się także, że zebrane w ten sposób informacje będą wpływać na całe jego dalsze życie. Automatycznie ten, kto był ofiarą przemocy, będzie traktowany też jako potencjalny sprawca w dorosłym życiu. W konsekwencji będzie mógł mieć kłopoty np. ze znalezieniem pracy w administracji, policji czy służbach specjalnych. I nie mówimy tu o wycieku danych, tylko o korzystaniu z nich przez uprawnione do tego podmioty, które mają do rejestrów legalny dostęp. A co będzie, jeśli te dane wyciekną? Jeśli takie dane wyciekną i trafią do firm komercyjnych, osoby, które w nim figurują mogą np. zapłacić wyższą składkę ubezpieczeniową lub mieć problemy z zaciągnięciem kredytu. Pracownicy socjalni jednak nie mogą się na taki rejestr doczekać, bo teraz mają tak wiele spraw na głowie, że nie są w stanie tego kontrolować. Mówią wprost, że z takim rejestrem dopilnują więcej rodzin. Nie twierdzę, że jest to system, który by się nikomu nie przydał.  Dziecko, tak jak każdy dorosły jest obywatelem i ma swoje prawa. Zapewne wszczepienie dziecku chipa, żeby łatwiej go było monitorować, byłoby jeszcze „skuteczniejszym" sposobem działania, ale nie powinno mieścić się w polskiej i europejskiej kulturze prawnej. Rozmawiała Joanna Ćwiek
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA