fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Gunter Grass obejrzy inscenizację Idąc rakiem w Gdyni

materiały prasowe
Jan Bończa-Szabłowski
Obchodzący w tym roku 85. urodziny Günter Grass przyjedzie w sobotę do Gdyni obejrzeć na „Darze Pomorza” inscenizację „Idąc rakiem”
Reżyser Krzysztof Babicki kilkakrotnie sięgał po utwory Grassa i z powodzeniem przenosił je na scenę. Wystarczy wymienić inscenizację „Kota i myszy" czy „Wróżb kumaka" – sarkastycznej opowieści o polsko-niemieckim pojednaniu. „Idąc rakiem" to próba rozliczenia się autora „Blaszanego bębenka" z upiorami przeszłości.
Niemiecki noblista bezwzględnie rozprawia się zarówno z antysemityzmem, jak i nazizmem, co warto szczególnie podkreślić w kontekście jego  ukrywanej przez lata przynależności do Waffen SS. „Idąc rakiem" to także ważny głos w dyskusji na temat poszukiwania tożsamości przez współczesnych Niemców.
Punktem odniesienia do wydarzeń jest zatopienie pod koniec II wojny „Wilhelma Gustloffa". W tej największej, choć wymazanej ze zbiorowej pamięci katastrofie morskiej zginęło ok. 9 tysięcy pasażerów. Byli wśród nich niemieccy żołnierze, uciekinierzy z Prus Wschodnich i Pomorza.
Dokładnie w dniu  tragedii znana z innych powieści Grassa Tulla Pokrifke urodziła syna, który jest narratorem. To właśnie on, wracając do zakamarków własnej pamięci, próbuje zrozumieć, dlaczego jego syn stał się dziś neonazistą, antysemitą i popełnił zbrodnię.
Grass, „idąc rakiem" przez historię, opowiada dzieje trzech pokoleń Niemców. Najbardziej barwną, wielowymiarową postacią jest Tulla Pokrifke. U Babickiego grają ją dwie aktorki: młodą, pełną dziewczęcego wdzięku i temperamentu – Agata Moszumańska; starą,ekscentrycznę matkę i babcię – Dorota Lulka. Mocno postarzona Lulka stworzyła wielką kreację. Ukazała całą złożoność swej bohaterki. Jej Tulla zachowała w sobie dramat ofiar statku, wrażliwość na krzywdę ludzką, jednocześnie potrafi usprawiedliwiać niektóre racje Hitlera, a do swojego wnuka ma stosunek całkowicie bezkrytyczny. Jego neonazistowskie sympatie prowadzące do tragedii traktuje jako nieszkodliwy wybryk wieku młodzieńczego.
Walorami tego wielowymiarowego przedstawienia jest świetna adaptacja dokonana przez Pawła Huellego oraz precyzyjna reżyseria Krzysztofa Babickiego, który umieścił spektakl pod pokładem „Daru Pomorza". Na długo w pamięci pozostanie też puenta opowieści.
Mówiąc o stereotypach myślenia, sile fanatyzmu, zagrożeniu, jakie niesie mitologizacja przeszłości, Grass nie pozostawia złudzeń. „To się nigdy nie skończy" – twierdzą zgodnie bohaterowie jego utworu.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA