fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Muzeum Gejostwa odwiedza sypialnię filozofa

W Sieci Opinii
Trwa pośmiertny mezalians Ludwiga Wittgensteina z popkulturą. Życie jednego z najważniejszych myślicieli dwudziestego wieku właśnie stało się tematem ekspozycji w berlińskim Muzeum Gejostwa. Jak się okazuje ewolucję w jego poglądach zrozumieć możemy nie dzięki głębokim studiom nad jego myślą, a przez zajrzenie mu do sypialni
Zmiany jakie zachodzą w jego filozofii (bo Wittgenstein radykalnie zmodyfikował swoje poglądy z wczesnego Traktatu logiczno-filozoficznego), mogą stać się jasne w świetle jego biografii.
Dalej Miłada Jędrysik przybliża stosunki panujące w rodzinnie filozofa; wspomina o panującym tam patriarchacie i samobójstwie dwóch braci Ludwiga, ukrywających się ze swoją homoseksualną orientacją.  
Co najmniej dwie rzeczy tutaj zadziwiają. Po pierwsze: genetyczne odczytywanie dzieła poprzez biografię autora było anachronizmem już gdzieś w latach 20. zeszłego stulecia. Bo tezy forsowane przez autorów wystawy nie mają nic wspólnego z modną teraz teorią queeru. To, co serwują nam niemieccy muzealnicy, to stare, dobre czytanie w stylu znanym każdemu polskiemu licealiście, np. Van Gogh był wariatem, więc malował tak, jak malował, a Baudelaire był nieszczęśliwy, więc pisał smutne wiersze. Robota krytyka polega tutaj tylko na dopasowywaniu fragmentów biografii twórcy do dzieła.
Wittgenstein diametralnie zmienia poglądy w kilka lat po napisaniu Traktatu? To funkcja niepewności, niezdecydowania i strachu przed błędem, która cechuje homoseksualistę przed 'coming out'em. Na tym egzegeza się kończy. 
Autorka tekstu wspomina, że autorzy berlińskiej wystawy wcześniej pod lupę wzięli Michela Foucaulta. Przesłanie płynące z całej ekspozycji było pewnie podobne. W przypadku omawianej wystawy – i to jest rzecz druga – zadziwia także buta, z jaką laicy pchają się do poważnej filozofii, proponując prostemu ludkowi taką redukcjonistyczną wykładnię.
Myśl Wittgensteina z okresu Traktatu jest bardzo trudna i nie powinno się mieć złudzeń, że każdy może ją pojąć. Mówienie o biografii filozofa jako o ważnym przyczynku do prawidłowego odczytania jego myśli czy do zrozumienia, dlaczego Wittgenstein odszedł od tez Traktatu, jest mamieniem, które może przynieść więcej szkody niż pożytku.
Zwykle, gdy mówi się o powodach porzucenia filozofii zawartej w Traktacie przez Wittgensteina, porusza się kilka kwestii. Istotna okazała się na pewno niemożność rozgraniczenia tego, co wyrażalne i niewyrażalne w jednym języku uniwersalnym. Inną przyczyną była „zawsze znacząca i celna“ krytyka Franka Ramsey`a dotycząca chociażby namysłu nad kolorami w Traktacie. Komentatorzy wspominają także o wpływie odczytu L.E.J. Brouwera z wiosny 1928 roku na temat nieskończoności w matematyce, którego Wittgenstein był słuchaczem. Od tego momentu autor późniejszych Dociekań filozoficznych zaczyna odchodzić od swoich wcześniejszych postulatów.
Berlińska wystawa łączy w sobie dwie choroby naszego wieku. Stara się ona realizować mit egalitarystycznej nauki w myśl zasady: wszystko powinno być dostępne dla wszystkich. Ze zrozumiałych względów zawiłości formalne systemu Wittgensteina zraziłyby człowieka nieobeznanego z takim zapisem, więc funduje mu się prostą interpretację.
Zwiedzający nie musi już wiedzieć co to znaczy teoria logicznego odwzorowania albo intuicjonizm w matematyce. Powinien za to wiedzieć, że Wittgenstein miał skłonności homoseksualne. Wiąże się to z drugim symptomem chorobowym. Niemożliwe staje się mówienie o dziele bez zaglądania do sypialni autora.
Źródło: ROL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA