fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kultura

Kryzys wzmaga wiarę w Boga

Teatr Konsekwentny, Katarzyna Chmura-Cegiełkowska Katarzyna Chmura-Cegiełkowska
Michał Walczak, autor komedii „Boski romans" o religii i marketingu. Premiera w Teatrze Konsekwentnym
Główny bohater pana sztuki, Bogumił, próbuje ułożyć sobie życie w czasach kryzysu gospodarczego. Czy ekonomiczna recesja mocno określa współczesnych ludzi?
Michał Walczak: Uwierzyliśmy w dobrobyt i stabilizację, które można osiągnąć poprzez ciężką pracę i zaciąganie kredytów. Okazało się, że kapitalizm złożył obietnicę bez pokrycia. Boimy się robić plany na przyszłość i nie ufamy rynkowi, władzy ani ekonomistom. To paradoksalnie twórczy moment. Gdy świat materii zawodzi, popęd do zarabiania czy konsumpcji słabnie - powstaje impuls do duchowych poszukiwań.
Kryzys wzmaga wiarę w Boga?
Obserwując siebie i moich przyjaciół, dostrzegam tęsknotę za szeroko rozumianym sacrum. Męczy nas rola mrówek zasuwających od rana do wieczora, by w weekend wyżyć się w galeriach handlowych. Mamy dość wspólnoty kupowania i ubijania doraźnych interesów. W relacjach z ludźmi - także w pracy - szukamy idei. Pragniemy wiary przekraczającej doraźny kontekst. Równocześnie wstydzimy się otwarcie przyznać do duchowych potrzeb, bo polska religijność pachnie obciachem. To rozdarcie było impulsem do napisania sztuki.
Bohater „Boskiego romansu" pracuje w Holybanku, który wykorzystuje w promocji symbole chrześcijańskie. Sprzedaje np. kredyty jako drogę do zbawienia. To kpina z korporacji?
Tylko częściowo, ponieważ takie są faktycznie strategie nowoczesnego marketingu. Dobrym przykładem były działania Steve'a Jobsa - sakralizował produkty i siebie jako technologicznego guru. Jednocześnie katolicyzm inspirował powstanie języka reklamy, co pokazuje genialna książka Brunona Ballardiniego „Jak kościół wymyślił marketing". Nasz stosunek do konsumpcji ma podtekst religijny. Kredyt staje się zarazem łaską i pokutą. Gdy wydajemy za dużo, czujemy się grzeszni.
W spektaklu „W imię Jakuba S." duet Strzępka - Demirski pokazał uzależnienie od banków jako współczesną formę pańszczyzny. Czy takie myślenie jest panu bliskie?
Należymy do tego samego pokolenia - nasze rozczarowania i traumy są podobne, ale inaczej je wyrażamy. Monika Strzępka i Paweł Demirski użyli metafory pańszczyzny, mnie interesuje styk ekonomii i religii. Mój bohater na początku symuluje wiarę, by jako copywriter stworzyć wizerunek banku jako Kościoła, ale potem doznaje objawienia i naprawdę się nawraca.
Ateista nagle zaczyna wierzyć?
Bogumił żyje między wielkomiejskim światem pogoni za kasą i uzależnienia od psychoterapii a małomiasteczkowym katolicyzmem, z którego wyrósł. Kryzys gospodarczy i osobisty działa na niego jak wehikuł czasu i cofa go do dziecinnej naiwności oraz religijnego zachwytu. Skoro nowa, kapitalistyczna tożsamość nie działa - może wrócić do poprzedniej, katolickiej? Zwłaszcza jeśli impulsem do nawrócenia staje się kobieta
Chce pan pokazać, że wiara jest sexy?
Przecież z religią wiąże się podniecenie, ekstaza. Wystarczy poczytać wizje mistyczek, np. błogosławionej Faustyny Kowalskiej. Nie przypadkiem to właśnie katechetka jest w sztuce kusicielką, bramą do wiary. Bohatera kusi powrót do patriarchalnego świata, który - choć pełen przemocy - uwodzi go ostrym podziałem na role męskie i kobiece.
Pana sztuka to jednak komedia. Czy religia jest w Polsce tematem do żartów?
Po katastrofie smoleńskiej i zagarnięciu katolicyzmu przez prawicę strzelanie do Kościoła to łatwizna. Nie interesuje mnie polityczny aspekt wiary, ale wewnętrzny, jednostkowy. Co wypełnia próżnię po katolicyzmie? Może katolickie wychowanie do życia w poczuciu winy nadal w nas tkwi? Katolicyzm jest odporny na płaskie żarty, to religia paradoksalna i nowoczesna, otwarta na nowe media często bardziej od ideologii świeckich.
Jak pan jako dramatopisarz radzi sobie w czasie kryzysu?
Po tej premierze skupię się na sztuce dla Teatru Nowego w Poznaniu. Będzie to spektakl-seans spirytystyczny. Opowieść o polskim medium międzywojennym. Potem „Polak w kosmosie" dla Teatru IMKA. Kryzys to wspaniały napęd dla dramatopisarza i reżysera, niepokoi, inspiruje, otwiera nowe możliwości. Szkoda, że teatry instytucjonalne słabo z tego korzystają. Na razie więcej emocji wzbudzają rotacje personalne niż premiery. Na szczęście mamy armię utalentowanych aktorów, którzy czekają na wyzwania. Pracując nad „Boskim romansem", który też reżyseruję, jestem zachwycony współpracą z aktorami. Dzięki ich zapałowi z optymizmem patrzę w przyszłość.
—rozmawiał Tomasz Gromadka
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA