fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Unia bankowa dla wszystkich

Kanclerz Angela Merkel zapewne nie zaakceptuje wszystkich pomysłów Hermana Van Rompuya
AFP, JOHANNES EISELE JOHANNES EISELE
Herman Van Rompuy proponuje unię bankową. Ma obejmować również Polskę
Politycy, nie radząc sobie z obecnym kryzysem, postanowili zająć się przebudową unii gospodarczo-walutowej tak, aby była ona odporna na kryzysy w przyszłości. Herman Van Rompuy, szef Rady Europejskiej, został upoważniony do przygotowania propozycji. Skonsultował ją z szefami innych unijnych instytucji – Komisji Europejskiej, Eurogrupy i Europejskiego Banku Centralnego – i rozesłał do stolic 27 państw. Dyskusja jutro wieczorem na szczycie UE w Brukseli. – To lista życzeń – ocenił krytycznie Michael Link, niemiecki minister ds. europejskich.
Projekt Van Rompuya przewiduje stworzenie unii bankowej. Belg proponuje na razie ogólne kierunki dyskusji dotyczące strefy euro. Ale – jak zaznacza – proces powinien być „otwarty, przejrzysty i w pełni zgodny z zasadami jednolitego rynku".
Mało kto kwestionuje dziś to, że – proponowane w dokumencie – utworzenie unii bankowej jest konieczne. Bo banki działają ponad granicami, ale gdy mają problemy, to o zasadach ich ratowania decydują rządy narodowe i one całkowicie to finansują.
Docelowo unia bankowa miałaby obejmować wspólny nadzór, ponadgraniczne gwarancje depozytów i wspólny fundusz likwidacji banków. Van Rompuy wstępnie proponuje, aby zasady były takie same dla 27 państw.
Wspólny nadzór miałby pierwszeństwo nad nadzorami narodowymi. Być może byłby sprawowany przez Europejski Bank Centralny. Z kolei fundusz gwarantowania depozytów i fundusz likwidacyjny byłyby finansowane przez same banki i też miałyby charakter ponadnarodowy. Dla wiarygodności tego systemu Van Rompuy proponuje jednak, aby w przypadku strefy euro ostatecznym gwarantem był Europejski Mechanizm Stabilności, czyli fundusz ratunkowy strefy euro.
Ta propozycja już wywołała sprzeciw Niemiec. Berlin nie chce, aby podatnicy w jednym kraju finansowali depozyty klientów, w innym kraju strefy euro. Dla Angeli Merkel unia bankowa oznacza wspólny nadzór, ale nie zobowiązanie do wzajemnego pokrywania strat.
Drugi filar reformy to integracja fiskalna strefy euro. Van Rompuy proponuje, aby państwa strefy euro wspólnie corocznie uzgadniały poziom deficytu budżetowego i długu publicznego każdego z nich. Zapożyczanie się powyżej maksymalnego poziomu będzie wymagało uzasadnienia i wcześniejszej akceptacji ze strony pozostałych członków klubu. Będą oni mogli wzajemnie żądać zmian w budżecie narodowym. Propozycja zawiera inny element gorąco kontestowany przez Niemcy – euroobligacje. Nazwa ta nie pada wprost, ale mowa jest o stopniowym uwspólnieniu części długu. Van Rompuy podkreśla w dokumencie, że może to nastąpić dopiero, gdy instytucje europejskie będą zdolne do zarządzania narodowymi budżetami i powołany zostanie minister finansów strefy euro. Ale takie gwarancje to za mało dla Niemiec.
– To idzie w kierunku wspólnego długu, ale raczej nowego długu, nie starego. My wciąż nie jesteśmy przekonani, że to jest droga wyjścia z kryzysu – powiedział Michael Link, niemiecki minister ds. europejskich. Niemcy mają pretensje, że wywołany przez Francję temat euroobligacji nie pociąga za sobą wystarczająco głębokiej dyskusji o zrzeczeniu się części suwerenności. – Mówimy o euroobligacjach, eurobonach, dzieleniu się ryzykiem, ale nie o rezygnowaniu z suwerenności – powiedział Jens Weidmann, szef Bundesbanku. Spór między Paryżem i Berlinem nie słabnie. Na spotkaniu w Rzymie w ostatni piątek Merkel miała pretensje, że ci, którzy chcą, żeby Niemcy płacili i gwarantowali długi innych, nie są gotowi do poddania się w większym stopniu jurysdykcji Brukseli. A prezydent Francji Francois Hollande odpowiadał, że najpierw solidarność, a potem rezygnacja z suwerenności.
Propozycje Van Rompuya nie zawierają konkretnych rozwiązań. Szef Rady Europejskiej chce, aby przywódcy zaakceptowali ogólne kierunki zmian i dali mu zielone światło na dalsze prace. Wtedy do grudnia 2012 roku przygotowałby mapę drogową dla reform strefy euro.
Wsparciem dla Francji i innych zwolenników budżetowej solidarności jest opublikowany wczoraj dokument sygnowany przez prominentnych byłych polityków i ekspertów, wśród nich byłego szefa Komisji Europejskiej Jacques'a Delorsa oraz byłego niemieckiego kanclerza Helmuta Schmidta. Zalecają oni emisję wspólnych euroobligacji do poziomu 10 proc. produktu krajowego brutto. Jeśli jakiś kraj chciałby więcej swojego długu wyemitować z etykietą europejską i mieć gwarancje spłaty przez innych, to musiałby poddać się szczegółowemu nadzorowi unijnych instytucji, porównywalnemu z tym, jakiemu dziś podlega Grecja.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA