fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Siłaczka z enerdówka i jej magazyn o Polsce

archiwum prywatne
O tym, jak nas widzi młoda Niemka Antje Ritter-Jasińska i dlaczego wydaje dla Niemców kwartalnik o naszym kraju
Założyła „Polenplus” z przyjaciółką Elisabeth Muenchow, jednak w tym duecie to ona zna polski i Polskę (dlatego jest jego redaktor naczelną). Przyjechała tu po raz pierwszy 13 lat temu i z miłości do chłopaka z Torunia zaczęła uczyć się języka. – Największą barierą w poznawaniu Polski przez Niemców jest nieznajomość języka. Potwierdziły to badania, które przeprowadziłyśmy na dużej grupie znajomych, zanim zabrałyśmy się do pracy – opowiada Antje Ritter. Na drugim miejscu był brak przystępnych informacji. To dobrze rokuje.
Zadaniem „Polenplus” jest przybliżenie Niemcom Polski i zachęcenie do poznawania jej na własną rękę, bo – jak twierdzi Ritter – łączy nas o wiele więcej, niż myślimy. W jej przypadku podobieństwa zaczynają się choćby od tego, po której stronie muru berlińskiego przyszło nam żyć. – Wychowałam się w Berlinie Wschodnim, w rodzinie o antykapitalistycznym nastawieniu. Z domu wyniosłam m.in. przekonanie, że wszyscy ludzie są równi. Kiedy nastąpił przełom, mój świat się zawalił. Miałam 14 lat i nie mogłam się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Teraz, oczywiście, w pełni doceniam to, co się wydarzyło, ale wtedy tego nie rozumiałam. Przyjechałam do Polski w połowie lat 90. i przypomniało mi się dzieciństwo. To było jak powrót do korzeni – wspomina.
Po dziesięciu latach studiów polonistycznych na uniwersytecie w Berlinie, dwóch rocznych stypendiach – we Wrocławiu i Warszawie, stażu w Centrum Sztuki Współczesnej, trudno odtworzyć pierwsze wrażenia. Ale gdzieś w tle majaczy zawsze braterstwo skrótów: PRL-NRD. – Do dziś w niektórych tutejszych sklepach spożywczych unosi się ten charakterystyczny zapach ziemi z mąką, który pamiętam z przeszłości – opowiada. I nie widzi w tym niczego wstydliwego. – Zauważyłam, że Polacy często wstydzą się tego, co ich wyróżnia, a co dla obcokrajowców jest najciekawsze. McDonald’s jest wszędzie taki sam, nie dla niego się tu przyjeżdża – dodaje.
Każdy numer (pierwszy ukazał się rok temu) podporządkowany jest jednemu tematowi. Do tej pory były to gospodarka, jedzenie, sztuka i polscy mężczyźni. W połowie lutego wyjdzie piąty numer poświęcony pokoleniom, od narodzin do starości.
Nie chodzi o żarty, tylko o oddanie polskiej codzienności. Bohaterowie polityki i kultury sadzani są obok zwykłych ludzi
Ale temat to bardziej trampolina, od której trzeba się odbić, niż sztywna reguła. Jest więc w numerze o jedzeniu przepis na bigos, ale między wierszami, w tekście o burmistrzu Zawidowa, który zlikwidował w miasteczku bezrobocie. – Na informację o Józefie Sontowskim trafiłam w Internecie i od razu wiedziałam, że to temat dla mnie. Zaprosił mnie do siebie, na stół wjechał wielki garnek bigosu. Skończyliśmy rozmowę dokładnie w chwili, kiedy łyżka zachrobotała o dno. Bigos jest drugim bohaterem artykułu – opowiada Antje Ritter.
O stanie wojennym można przeczytać w numerze o polskich mężczyznach, choć nie ma w nim tekstu o generale Jaruzelskim. Pojawia się w kontekście piłki nożnej i Włodzimierza Smolarka, który w 1981 roku zdobył tytuł mistrza Polski. Do numeru o polskiej gospodarce trafił niepublikowany tekst Andrzeja Stasiuka o wizerunku Polski za granicą.
Zaciekawić i zaskoczyć – tej dewizy Antje Ritter trzyma się, planując każdy numer. Wie, że ma jedną szansę, by zdobyć czytelnika, bo jeśli pierwsza lektura go rozczaruje, drugiego numeru już nie kupi. W „Polenplus” czytelnicy znajdą informacje mniej oficjalne od rządowych programów promocyjnych, podane w przystępnej formie, często z przymrużeniem oka. Tak jak w przypadku słowniczka języka polskiego, który ilustrowany jest zdjęciami tablic informacyjnych typu „Uwaga, zły pies, a gospodarz jeszcze gorszy” czy „Nie zastawiać, dostawa towaru”. Nie chodzi o żarty, tylko o jak najwierniejsze oddanie polskiej codzienności. Wielcy bohaterowie polityki i kultury sadzani są obok zwykłych ludzi.
Jest trochę stąd, a trochę stamtąd. Parę lat temu wyszła w Polsce za mąż, mieszka w Berlinie i Warszawie. – Zawsze chciałam żyć w dwóch miejscach na raz – mówi Ritter, choć od czasu „Polenplus” przyjeżdża tu już raczej zawodowo.
Od niedawna można ją zobaczyć w programie telewizyjnym „Europa da się lubić”.
– W pierwszym odcinku mogłam pokazać najnowszy numer i opowiedzieć o tym, co robimy – mówi. Być może będzie miała okazję powiedzieć także, że w Polsce nauczyła się śmiać, bo zrozumiała nasze poczucie humoru – lubi filmy Stanisława Barei, „Seksmisję” Juliusza Machulskiego. I o tym, jak dzięki Polsce zaakceptowała siebie. – W Berlinie Wschodnim nie byliśmy Niemcami, tylko obywatelami NRD. Niemcy to byli ci źli. Więc kiedy przyjechałam tu wiele lat temu, najpierw musiałam się nauczyć mówić „jestem Niemką”. Kompletnie tego nie czułam. Ale w końcu zaakceptowałam swoją tożsamość. Dzięki Polsce nawet ją polubiłam.
„Polenplus” czyli więcej o Polsce (podtytuł: życie, gospodarka, sztuka). Kwartalnik wydawany od lutego 2007. Ukazuje się w Niemczech, Szwajcarii i Austrii (egz. 3,95 euro) oraz w Polsce (dostępny w największych empikach, egz. 13 zł). Oprócz Antje Ritter-Jasińskiej i Elizabeth M. Munchow twórcą pisma jest grafik Michael Okraj (urodzony w Polsce, wychowany w Niemczech)
Piotr Semka publicysta „Rz”
Kiedy w ekspresie z Berlina do Warszawy zobaczyłem „Polenplus”, z zaciekawieniem szukałem stopki redakcyjnej. Anonimowy adres redakcji na Bizetstrasse na berlińskim Prenzlauerbergu niewiele mówił, choć sugerował artystyczny i antymieszczański klimat. Tomek Dąbrowski, szef ośrodka polskiej kultury, opowiedział mi o dwóch młodych entuzjastkach, które zaryzykowały własne pieniądze na wydawanie magazynu. „Polenplus” ma wszystkie zalety i wady niepowtarzalnego środowiska, jakie tworzy „polski młody Berlin”. Metropolia nad Szprewą przyciąga artystów zafascynowanych tutejszym lewicowym esprit. To środowisko często przeżywa rozdwojenie jaźni – z jednej strony w Berlinie odnajdują nowoczesność i luz, jakiego brak drażni ich w Polsce, z drugiej jako Polacy są przyjmowani niekiedy jako przybysze z ciemnogrodu.
To zachęca do opowiadania berlińczykom o warszawskich klubach gejowskich, o Kazi Szczuce, Robercie Biedroniu czy Wilhelmie Sasnalu. Niekiedy wychodzą z tego ciekawe dzieła, jak wydany w szacownej oficynie Suhrkampf – „Alfabet polskiego cudu”, słownik, który opisuje, co dla Polaków znaczą takie hasła jak Katyń i kim są dresiarze. Ten styl kpiarskiego, ale i często inteligentnego poruszania się po polsko-niemieckich wyobrażeniach prezentuje „Polenplus”. Jego autorzy przedstawiają Niemcom takie polskie fenomeny jak Maleńczuk, Zbigniew Brzeziński czy Nigel Kennedy. Tu Niemcy przeczytają o humorze komiksów „Osiedle swoboda” czy gdańskiej galerii PGR ART, jak również o zawiłościach naszych wojen z Turkami.
To świat czytelników Masłowskiej i fanów Kozyry, ale i przepisu Quchni Artystycznej na placek po zbójnicku. Mam świadomość, że w innej formie niemiecki czytelnik nie dowie się o wielu offowych zjawiskach, ale to też nieco wykrzywia obraz Polski.
Szkoda, że z „Polenplus” nie dowie się, dlaczego pięć milionów Polaków głosuje na Kaczyńskich i dlaczego są nad Wisłą ludzie znajdujący oparcie w Radiu Maryja. Miłośnicy „Polenplus” odpowiedzą zapewne: – szanowni „katole” czy „prawicuchy”, załóżcie własne pisemko i bombardujcie Niemców swoją wizją polskiego wszechświata. Tak raczej nie będzie, bo młodych polskich konserwatystów nad Szprewą nie ma wielu i do młodych Niemców dotrą tylko ci, co myślą w ich kategoriach pojęciowych i w ich estetyce.Trzeba więc wybierać. Kręcić nosem na przestawianie Polski jako jednej sceny offsidowej. Albo cieszyć się, że ktoś „Polenplus” wydaje i jakoś nadwiślańską specyfikę naszym sąsiadom wyjaśnia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA