fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Czy nadszedł koniec polskiej lewicy

Rzeczpospolita
Elektorat LiD topnieje w oczach. Zanosi się na to, że w następnych wyborach lewica nie wejdzie do parlamentu
To już nie kryzys, tylko prawdziwa katastrofa. Gdyby wybory odbyły się w ostatnią niedzielę, lewica nawet pod szyldem jednej partii nie zdołałaby wprowadzić swoich ludzi do Sejmu. A o tym, żeby zdobyć mandaty w komitecie koalicyjnym, który musi zebrać minimum 8 procent głosów wszystkich obywateli, w ogóle nie ma mowy.
Ostry zjazd w dół lewica przeżywa od ostatnich wyborów, w których udało jej się zebrać 13 procent głosów wyborców. Zaraz po wyborach liczba zwolenników LiD spadła o połowę – do 7 procent, a teraz nastąpił kolejny drastyczny zjazd.
Trudno zresztą oczekiwać innych wyników. Lewica od wyborów nie ma pomysłu, jak przyciągnąć uwagę wyborców. Jedyną rzeczą, jakiej udało się jej dokonać w parlamencie, jest powołanie komisji śledczej do zbadania okoliczności śmierci Barbary Blidy. Ale na razie ta komisja nie zaczęła działać. Czy przyniesie korzyści LiD, to się dopiero okaże, bo Prawo i Sprawiedliwość jest gotowe walczyć w tej komisji na śmierć i życie. Już się pojawiły oskarżenia, że tragiczna śmierć byłej posłanki SLD to efekt sytuacji, w której lewica tolerowała wokół siebie mętne układy nastawione na robienie pieniędzy.
Na słabą aktywność posłów lewicy w parlamencie nakłada się permanentny kryzys w SLD – największej partii w koalicji LiD. Działacze Sojuszu nie są w stanie zajmować się niczym innym poza własną partią. Ten stan zakończy się dopiero po czerwcowym kongresie, na którym dojdzie do wyboru nowych władz partii. Ale czy wówczas lewica będzie miała jeszcze jakikolwiek elektorat?
Politolodzy mają w tej sprawie podzielone zdanie. Jarosław Flis nie wyobraża sobie, aby lewica całkowicie zniknęła ze sceny politycznej.
Prof. Kazimierz Kik z Akademii Świętokrzyskiej jest jednak bezlitosny dla lewicy. Uważa, że poparcie dla niej może spaść poniżej 3 procent, czyli poziomu, który uprawnia do dotacji na działalność z budżetu państwa. – A to będzie oznaczało polityczną śmierć postkomunistycznej lewicy – mówi Kik. I dodaje: – Taką tendencję obserwujemy zresztą we wszystkich krajach postkomunistycznych.
Jedno jest pewne: jeżeli niskie poparcie dla LiD utrzyma się w następnych sondażach, to będzie znaczyło, że ludzie na trwałe zniechęcili się do lewicowej formacji.
W sondażach słabo też wypada PSL. Poparcie dla partii Waldemara Pawlaka spadło do 3 procent. Co prawda ludowcy przeżywali już takie załamanie sondaży, a mimo to wychodzili na swoje.
Kik uważa jednak, że ludowcy już zaczęli płacić cenę za koalicję rządzącą z Platformą Obywatelską. – PSL wzięło w zarządzanie resort gospodarki i teraz żądania płacowe górników obciążają przede wszystkim tę partię – uważa Kik. I dodaje, że strajki i żądania podwyżek będą się jeszcze nasilać, a to oznacza możliwy dalszy spadek poparcia dla PSL.
Za to poparcie dla dwóch największych partii nie zmieniło się przez ostatni miesiąc. PO ciągle cieszy się ogromną popularnością w społeczeństwie. Chce na nią głosować 46 procent Polaków. Takie wysokie notowania partii Donalda Tuska mogą się utrzymać przynajmniej przez następny miesiąc. PiS z 20-procentowym poparciem utrzymuje silną drugą pozycję. Odejście z partii dwóch wiceprzewodniczących, Kazimierza Ujazdowskiego i Pawła Zalewskiego, oraz marginalizacja Ludwika Dorna nie wpłynęły na poparcie dla PiS.
Wygląda więc na to, że scenę polityczną na dłużej mogą podzielić między siebie dwie prawicowe partie: Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość. Gdyby wybory odbyły się w poprzednią niedzielę, według naszego sondażu tylko te dwie partie weszłyby do Sejmu.
W żadnym z dziewięciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej, które są dziś członkami UE, lewica nie jest na tyle silna, by rządzić samodzielnie. Jednak aż w czterech – na Litwie, Węgrzech, Słowacji i w Bułgarii – jej przedstawiciele stoją na czele rządowych koalicji i mają się nieźle. Na Słowacji wręcz rośnie popularność lewicy. Ludziom się podoba, że Smer, który wygrał wybory w 2006 roku, zniósł opłaty za wizyty u lekarza, podniósł renty i emerytury, a także walczy z zachodnimi koncernami, które osiągają „niewspółmiernie wysokie zyski”. W Bułgarii rządzi spadkobierczyni partii komunistycznej, ale – jak mówią Bułgarzy – bywa bardziej prawicowa niż sama prawica. Bułgarom podoba się np., że Partia Socjalistyczna wprowadziła 10-procentowy podatek liniowy. Również na Litwie socjaldemokraci rządzą nieprzerwanie od 2001 roku. Gorzej z ich popularnością na Węgrzech, bo tam szanse lewicy zaprzepaścił premier, który oszukiwał naród, by utrzymać się u władzy. Jego notowania zaczęły spadać.
W Rumunii i Czechach lewica stanowi najsilniejszą opozycję w parlamencie. W Czechach jest coraz mocniejsza i gdyby wybory odbyły się dziś, socjaldemokraci mogliby wygrać. W Rumunii przeciwnie. – Lewica nie jest już tak potężna i traci poparcie z powodu afer korupcyjnych – mówi „Rz” Cristian Parvulescu, znany rumuński komentator. Zupełnie inaczej jest w Estonii i na Łotwie, bo tam – jak mówią sami mieszkańcy – prawie nie istnieje lewica. Choć działa kilka lewicowych partii, to są one bez znaczenia, a ich członkowie to głównie Rosjanie. – W Estonii nie ma prawdziwej lewicy. Przyczyny są historyczne. Te partie kojarzą się z sowiecką okupacją – mówi „Rz” wicedyrektor Estońskiej Akademii Dyplomatycznej Vahur Made.
k.z., a.n.
k.z.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA