fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Ecik Gierek to najpierw komunista

Rzeczpospolita
Gdyby to moją babcię Stasię Edward Gierek spytał: „Pomożecie?”, odwrzasnęłaby mu ze wszystkich sił: „Pomogę!”. Jak by mu wprawdzie pomagała, nie bardzo wiem, bo babcia w życiu przepracowała jedną godzinę, ale jakoś by na pewno wsparła Towarzysza Sztygara. Była nim zachwycona, podobnie jak 99 procent polskiej nacji.
Inna sprawa, że 99,999 proc. narodu (wyłączywszy rodziny Gomułków, Kliszków, Jaszczuków et consortes) tak miało po uszy Towarzysza Wiesława z jego referatami o uprawach bobiku i produkcji lokomotyw, że ktokowiek by go wysadził z siodła, zyskałby od razu dozgonną wdzięczność ludu.
– Z Gierka mężczyzna jak się patrzy, postawny, przystojny, wykształcony – wyliczała babcia gierkowskie przewagi.
– Co też babcia opowiada – oponowałem. – On do żadnych szkół nie chodził, tylko na kursy partyjne, których zresztą nie ukończył, bo był za tępy – dodawałem złośliwie.
– To ty szkoły nie skończysz, bo już z trzeciej cię wyrzucają – przytomnie skontrowała babka. – A Gierek po francusku mówi jak po polsku.
- Bo był górnikiem we Francji i Belgii.
– Widzisz, nawet węgiel wiedział, gdzie kopać. Bo ci poprzedni, to jak gdzie pracowali, to albo w Donbasie, albo w Kownasie; i tak na okrągło. A ty lepiej popatrz, jak na Gierku leżą garnitury, bo na Gomułce to wisiały jak na wieszaku.
– Bo krawcowi lepiej płaci, Edżogerek jeden.
Uwielbienie babci Stasi dla I sekretarza KC PZPR rosło przez cały 1971 rok w takim tempie, że obawiałem się, iż na najbliższe święta Bożego Narodzenia zażąda, by powiesić go na choince. Oczywiście, nie dosłownie, ale w postaci fotografii, jak to uczynił ojciec mojego kolegi Zbyszka na fali pogrudniowej euforii.
Zacząłem podejrzewać, że babcia sympatyzuje z Gierkiem z racji zbieżności imienia z jego małżonką – obywatelką Stanisławą Gierek, jak ją tytułowano. Nie miałem racji. Babci nie przeszkadzała wprawdzie jedyna w swoim rodzaju elegancja Stanisławy Gierek, ale była zdania, że jak na żonę Pana (!) Edwarda jest może nie dość reprezentacyjna. I tak po Zosi Gomułkowej – wydymała kpiąco usta – nie ma o czym mówić.
Co prawda, to prawda. O towarzyszce Gomułkowej, gdy po wojnie kierowała w Warszawie kadrami PPR, mówiono, że ma zwyczaj komentowania zgłaszających się do pracy komunistów żydowskiego pochodzenia: – Wygląd jeszcze jak cię mogę, ale to nazwisko! Rewanżowano się, obgadując ją po kątach: – Nazwisko jeszcze możliwe, ale ten wygląd! A urody była mizernej, za to wybitnie semickiej.
Kiedyś Wolna Europa podała informację, że Gierek przez jakiś czas był w ambasadzie polskiej w Brukseli... odźwiernym czy windziarzem. Babcia Stasia nie słuchała odtąd „Warszawy IV”, jak popularnie nazywano RWE. Po latach, gdy w Warszawie miała miejsce seria tajemniczych pożarów, z najbardziej spektakularnym pożarem Smyka na czele, a babcia bardzo się tym przejmowała, mało śmiesznie żartowałem, że przede wszystkim boi się o Sztygara.
– Spali się, spali, już niedługo jego...
Babcia patrzyła na mnie z wyrzutem, przypominając, że jeśli nawet nie mam Boga w sercu (to się nazywa argument!), to o Edwardzie Gierku powinienem myśleć ciepło ze względu na drugą babcię – Eleonorę, urodzoną w tej samej Porąbce co partyjny przywódca.
To akurat była prawda, ale co miał piernik do wiatraka, czyli Edżogerek do babci Leosi, uroczej starowinki, której nie zdarzało się zapamiętać mojego imienia. Takiego miała alzheimera w czasach, w których o alzheimerze nikt jeszcze nie słyszał!
Okazać się miało, że wszystko jakoś się jednak ze sobą łączy. Babcia Stasia zeszła już z tego świata z imieniem Gierka na ustach, gdy mój ojciec, już na emeryturze, wziął pod rękę swoją siostrę i wyruszyli razem w peregrynację szlakami dzieciństwa.
Wrócił wyraźnie zadowolony. Perorował o tym, jak dobrze jego krewni żyją, jakie mają domy, samochody. Kuzynów – śmiał się – mamy na pęczki: w Sosnowcu, Myszkowie aż po Częstochowę. A co dopiero we wsi Masłońskie!
Szczególnie wzruszył go pewien dalszy, jak go nazywał, stryjek. Od ojca był niewiele starszy, tak jak to czasami bywa w rodzinach, w których wujowie są młodsi od siostrzeńców. Ten stryjek – też emeryt był, nomen omen, sztygarem na kopalni, górnikiem w czwartym chyba pokoleniu. Dożywał swoich dni, otoczony gromadką wnuków, ciesząc się szacunkiem rodziny, przyjaciół, sąsiadów. Ojciec zagadał do niego wybitnie niefortunnie, a rozmowa musiała mieć mniej więcej taki przebieg.
– Ciężka, bo ciężka wasza praca, ale przynajmniej teraz honorowana jak się patrzy – powiedział tatulek wpatrzony w nabyty przez stryjka w „Geweksie” kolorowy telewizor. I to, na owe czasy, najnowszej generacji, o jakim stary mógł co najwyżej pomarzyć.
– Tak myślisz, Wacku? – spytał stryj podstępnie.
– Co tu mówić, Gierek nie zapomniał o swoich krajanach – ojciec popisał się znajomością zagłębiowskich realiów.
– Tyś chyba blank ogup! – całkiem po śląsku orzekł stryj, jakby urodził się nie po tej stronie Brynicy, a po tamtej. – Ecik Gierek to może i zagłębiok, ale najpierw komunista. A komuniści, to – wiysz – dbajo o siebie. A ty, górniku, fedruj, aż się zafedrujesz na śmierć. W piątek i świątek, sobotę i niedzielę. Ty pracuj, a on tylko gada. I kradnie!– Kto kradnie? – zapytał mocno już ogłupiały tata. – Gierek?
– A kto niby? Duch Święty? O mnie – walił się stryjek w pierś kułakami nie mniejszymi od gierkowskiej dłoni, wielkości bochna – wszystkie hanysy prawią, że ze mnie gorol, a jaki porzondny! A Gierek co z tego, że z Porąbki. On już nie nasz, a ty praw akuratnie, a nie jak po gazetach wypisują.
Dobrze, że stryjenka skończyła tę rozmowę, nakrywając do stołu. Domorośli politycy zjedli roladki z tartymi kluskami i modrą kapustą, napili się wódeczki, a następnego dnia rozstali w pocałunkach.
Przypomniała mi się ta ojcowska relacja, gdy parę lat później czytałem o gierkowskim warzywniku przy ulicy Różyckiego w Katowicach, którego półtoramilionowy koszt (w starych złotych) wliczony został w budowę Fabryki Domów Sigma w Mysłowicach. I nie potrafiłem wzruszyć się niedolą Towarzysza Sztygara, którego – jak to wzruszająco opisywał jego apologeta – nie było stać na utrzymanie domu w Katowicach i musiał marznąć, biedaczysko, w nazbyt przeszklonym domu w Ustroniu. A może warto byłoby uściślić, jaki procent wartości katowickiego domu szacowanego na ponad 21 mln zł, Edward Gierek zapłacił z własnej kieszeni?
W każdym razie babcia Stasia, gdyby usłyszała popularne „za Jaruzelskiego” hasło: „Wracaj Gierek do koryta, lepszy złodziej niż bandyta”, powiedziałaby: a widzisz, wyszło na moje!
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA