fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Unijna propozycja ograniczenia emisji spalin ostro skrytykowana przez Zachód

Reuters
Propozycja Komisji Europejskiej ograniczenia emisji spalin przez pojazdy mechaniczne i karania za przekraczanie wyznaczonych limitów została zdecydowanie oprotestowana przez firmy, polityków i... ekologów.
Najbardziej poirytowani są Niemcy. – To polityka prowadzona kosztem Niemiec. Nie jesteśmy zadowoleni z takiego wyniku – stwierdziła Angela Merkel.
– Zgadzamy się co do celu, ale proponowana droga nie jest dla nas korzystna ekonomicznie. Nie ma sensu przede wszystkim to, że kary nie zostały powiązane z cenami CO2 negocjowanymi na rynkach. Rzecznik pani kanclerz Thomas Steg skrytykował projekt Brukseli za to, że uniemożliwia niemieckiemu przemysłowi wprowadzanie technologicznych innowacji, zagraża miejscom pracy i nie jest skutecznym narzędziem ochrony klimatu. Zapowiedział, że Berlin zrobi wszystko, aby nie doszło do przyjęcia tych propozycji.
Kanclerz Merkel wtóruje minister gospodarki Michael Glos. Jego zdaniem realizacja planu Brukseli oznaczałaby miliardowe koszty dla niemieckich firm. Doszłoby też do wypaczenia konkurencji, a tym samym zagrożenia miejsc pracy. – Więksi emitenci CO2 muszą bardziej oszczędzać, ale jest absurdem karanie pojazdów ekonomicznych kategorii Passata – uzasadniał. Z kolei minister środowiska Sigmar Gabriel podkreśla, że nie chodzi tu o ochronę środowiska, ale o wojnę konkurencyjną między niemieckimi firmami. Poirytowany komisarz Stavros Dimas odpowiedział mu, że jest przekonany, iż Niemcy mają technologię produkowania bardziej ekonomicznych aut.
Komisja zaproponowała ustalenie różnych norm dla każdego producenta zależnych od wagi nowego pojazdu, aby dojść do średniej emisji 130 g CO2/km w 2012 r. Przekraczający je płaciliby kary od 20 euro za każdy dodatkowy gram w 2012 r., 35 euro w 2013 r., 60 w 2014 r. aż do 95 euro w 2015 r.
– Ta propozycja nie służy ani ochronie środowiska, ani racji ekonomicznej – uznał Matthias Wissmann, szef federacji niemieckich firm samochodowych VDA – bo wymaga od producentów dużych aut nieproporcjonalnego zmniejszenia emisji. Volkswagen uznał te koszty za nie do przyjęcia. Z kolei BMW jest zdania, że propozycje Brukseli spowodują wypaczenie konkurencji i nieproporcjonalnie obciążą producentów małych aut. Stanowiska nie zajęło jedynie Porsche, które chce dokładniej się zapoznać z propozycjami UE.
Francuski minister środowiska Jean-Louis Borloo odniósł się z rezerwą do projektu: uzależnianie normy od wagi samochodu jest nagradzaniem pojazdów ciężkich i trujących kosztem małych i przyjaznych środowisku. Jest sprzeczne z zasadą: kto kopci, ten płaci, oraz z zasadą sprawiedliwości społecznej, bo będą karani kupujący małe auta, ludzie o skromnych dochodach. Zdaniem PSA Peugeot Citroen projekt jest nie dość wyważony, bo nie sprzyja producentom wszystkich modeli. Najbardziej karze się pojazdy małe i średnie, PSA boi się więc spadku sprzedaży nowych aut w latach 2012 – 2013.
Włoscy producenci zrzeszeni w związku ANFIA uważają podobnie: projekt uderza szczególnie w producentów pojazdów niższych segmentów, a także w konsumentów. Nowe reguły zwiększyłyby koszty branży o 6 proc., a w konsekwencji ceny samochodów. Podwyżki byłyby nieproporcjonalnie większe dla aut o mniejszej pojemności silnika, a mniejsze dla „smoków”. Włosi są zdania, że wprowadzenie nowych limitów należy odroczyć co najmniej do 2015 r.
Propozycje Komisji Europejskiej nie spodobały się też ekologom, choć z nieco innych powodów. Określili je jako dotkliwe fiasko. Ich zdaniem kary dla nieprzestrzegających norm od 2012 r. są zbyt niskie, co w praktyce opóźnia o trzy lata wdrożenie nowego prawa.
– Jeszcze przed kilkoma dniami na Bali Unia ryczała jak lew w obronie klimatu, a dziś zachowuje się jak baranek, stawiając krótkoterminowe zyski firm ponad przetrwanie nas wszystkich – skwitowała Franziska Achterberg z Greenpeace.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA