fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Sieci handlowe ratują się na święta mięsem z zagranicy

Rzeczpospolita
W polskich sklepach w grudniu pojawia się coraz więcej mięsa z importu. Ale klienci rzadko są informowani o tym, skąd pochodzi kupowany przez nich towar. Krajowi producenci chcą to zmienić.
Przygotowania do świątecznego obżarstwa to moment, którego handel nie może przegapić. Rośnie zwłaszcza sprzedaż słodyczy, alkoholu i mięs – zarówno wędlin, jak i świeżych produktów do pieczenie i gotowania. – Preferujemy krajowych dostawców, ale gdy klienci kupują dużo mięsa, tak jak teraz przed świętami, to wspomagamy się importem. Z zagranicy sprowadzamy głównie wieprzowinę – informuje rzecznik sieci Tesco Przemysław Skory.
Ze statystyk wynika, że jedna dziesiąta sprzedawanej w kraju wieprzowiny pochodzi z importu. Z Danii sprowadzamy przede wszystkim tzw. kamizelki, czyli to, co zostało na tuszy po wykrojeniu schabu i szynek. Zagraniczny surowiec wieprzowy jest wykorzystywany także do produkcji krajowych wędlin. W wielu garnkach z sylwestrowym bigosem znajdzie się duński boczek. Choć w smaku nie może się równać z polskim, wygląda od niego lepiej, co kusi klientów. – Lubimy boczek, który na Zachodzie się praktycznie nie sprzedaje. Wolimy udka kurczaka od filetów. Nasi producenci eksportują więc na zachód piersi, a do kraju sprowadzają nóżki drobiowe – opowiada prof. Jerzy Urban z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.
Udka indyków i kurczaków kupujemy nawet z Brazylii. Importowany drób odpowiada ok. 6 proc. krajowej produkcji. Mało jest natomiast importowanej wołowiny, koniny, baraniny i koźliny – bo spożycie tych mięs jest w naszym kraju pięciokrotnie niższe niż na Zachodzie. Za to nasza wołowina masowo wyjeżdża za granicę. – Tylko w firmowych sklepach mamy pewność, gdzie wyprodukowano mięso. Większość sieci handlowych nie informuje klientów, skąd sprowadza towar, a właściciele małych sklepów nawet tego nie wiedzą – wskazuje Witold Choiński, szef izby Polskie Mięso. Jego organizacja myśli o tym, jak wprowadzić w Polsce system jakości dla polskiego mięsa. Pomysł został zaczerpnięty od sąsiadów. Niemcy przyznają w swoim kraju producentom mięsa znak QS. To skutecznie blokuje dostęp zagranicznym dostawcom do niemieckich sieci handlowych. – Dopiero po uzyskaniu certyfikatu QS mamy możliwość sprzedaży świeżego mięsa bezpośrednio do niemieckich sieci – opowiada Janusz Marchlewski, właściciel Polmeatu. Na rynku unijnym nie można wprowadzać ograniczeń w handlu. Ale przyznając własny certyfikat, polscy producenci zabezpieczyliby się przed masowym napływem mięsa z innych krajów. Zyskaliby także klienci, którym zależy na jakości i walorach smakowych mięsa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA